piątek, 25 października 2019

Manifest zwierząt. Sześć powodów, żeby okazywać więcej współczucia - Marc Bekoff

„Manifest zwierząt. Sześć powodów, żeby okazywać więcej współczucia”, dedykowany przez jego autora, Marca Bekoffa, siedmiu psom (!), nawołuje do prawdziwej rewolucji. Do zmiany podejścia do tego, co czujemy, i tego, co robimy zwierzętom. Brzmi groźnie? Powinno, bo nadszedł czas, byśmy wreszcie zachwycili się różnorodnością gatunkową zamiast ją brutalnie niszczyć każdego dnia...

Dzisiejszy człowiek uważa, że to on panuje nad innymi formami życia. Kontroluje je jak mu się żywnie podoba, jakby nie dostrzegał siejącego przez siebie spustoszenia. Obojętność, brak empatii czy wreszcie przekonanie o wyższości własnego gatunku sprawia, że łatwo odmawia zwierzętom prawa do odczuwania bólu i emocji. Postrzega je jako swoją własność, z którą może zrobić wszystko, na co ma ochotę. Tymczasem, aby przestać uprzedmiotawiać zwierzęta, potrzeba często jedynie bliskości.

Teolog Thomas Berry słusznie podkreśla, że nasz związek z naturą powinien opierać się na podziwianiu, a nie użytkowaniu: Każda istota jest wartością samą w sobie, ponieważ istnieje. Tyle wystarcza, żebyśmy współistnieli. Wszystkie zwierzęta, w tym ludzie, mają prawo do życia, do godności i szacunku, do tego, żeby nie być atakowanymi. Musimy szanować wszystkie istoty za to, że są, i za to, kim są. Czemu wciąż w XXI wieku trudno nam to pojąć? Czemu zamiast wzajemnego szacunku i zrozumienia tak często fundujemy zwierzętom ból i cierpienie? Czemu wreszcie skazujemy je na samotność, smutek i śmierć?
Być może winny jest nasz styl życia, miejsce pracy, wielkie miasta, w których mieszkamy czy postępujący rozwój cywilizacji. Oddzieleni od świata przyrody, odseparowani od niego, jesteśmy zmuszeni do negowania wrodzonego pociągu do fauny i flory. Stajemy się jakby ‘odklejeni’ od natury, odpychamy świat zwierząt i podkreślamy na każdym kroku dzielące nas różnice. Nie tędy droga.
Po pierwsze należy dostrzec, że zwierzęta mają poznawczą i emocjonalną zdolność do podejmowania decyzji etycznych, współodczuwania, okazywania życzliwości i empatii. Doskonale radzą sobie z wyzwaniami, zmieniają relacje społeczne i uczą nas, co to znaczy żyć we wspólnocie. Stąd tak ważna jest świadomość, że ‘nasza’ ziemia jest także ich ziemią. Podobnie jest z powietrzem, którym zwierzęta oddychają i w którym się wznoszą, i z wodą, którą piją i w której się bawią. Musimy zatem nieustannie robić miejsce dla zwierząt. To oznacza, że powinniśmy zastanowić się, w jakis sposób prowadzimy badania służące poznaniu świata przyrody i rozwoju medycyny, jak się bawimy, co kupujemy, gdzie mieszkamy, kogo zjadamy i w kogo się ubieramy.
Na początek nie oczekujmy spektakularnych zmian, ani nie wymagajmy od siebie niemożliwego. Tu każda, choćby najmniejsza zmiana, dotycząca jednej istoty, jest krokiem ku lepszemu życiu, ku tworzeniu bardziej przyjaznego dla wszystkich - tak zwierząt jak i ludzi - świata. Warto zmienić swoje życie lub przyzwyczajenia, aby zrobić miejsce innym gatunkom. To my sami dokonujemy wyborów dotyczących traktowania naszych bliźnich i ponosimy odpowiedzialność za decyzje, które podejmujemy. Naszym wspólnym celem niech będzie wychowanie dzieci w dobrym i pełnym współczucia świecie opartym na empatii, sprawiedliwości i zrozumieniu. W pełnym poczuciu akceptacji różnorodności gatunkowej. Bo empatia rodzi empatię, a szlachetne czyny rodzą szlachetne działania.

„Manifest zwierząt” jest błaganiem o lepsze traktowanie zwierząt, o dostrzeżenie okrucieństwa, jakie - my ludzie - im serwujemy. To prośba, byśmy pozwolili im żyć w świecie pełnym współczucia. Należy się to wszystkim stworzeniom, a może warto tu szczególnie wspomnieć o tych, które żyją poza zasięgiem naszych zmysłów, bo tak trudno solidaryzować się z tymi, których się ich nie widuje...

Cytaty za: Manifest zwierząt. Sześć powodów, żeby okazywać więcej współczucia, Marc Bekoff, Marginesy, Warszawa 2019.

Ocena 5/6

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy.


piątek, 27 kwietnia 2018

Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty - Sylwia Zientek

Sylwia Zientek - Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów specjalizacyjnych w Centrum Studiów Latynoamerykańskich. Urodzona w Olsztynie, od 38 lat mieszka w Warszawie. Mieście, które darzy nie tylko wielkim uczuciem, ale i estymą. Od dłuższego czasu marzyła o napisaniu książki poświęconej burzliwej historii stolicy: o jej wzlotach i upadkach, ogromnej sile i umiejętności nieustannego podnoszenia się z kolan.
„Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty”, to pierwszy tom obszernej sagi o warszawskich hotelarzach, który z miejsca mnie urzekł. Widać w nim bowiem nie tylko fantastyczny warsztat pani Sylwii, rewelacyjne przygotowanie merytoryczne zauważalne na każdej stronie, lecz także to, jak dobrze radzi sobie z tematyką historyczną, i jak bardzo ukochała swoją małą ojczyznę. Co ważne, autorka nie ogranicza się jedynie do ukazania zmiennych losów Warszawy, ale nieustannie nawiązuje do ówczesnej kultury wysokiej – malarstwa, literatury, teatru, opery, etc. Ta wyjątkowa saga rodzinna rozciągająca się na kilkaset lat wypełniona romansami, tajemnicami i skandalami, to prawdziwa rozkosz nawet dla najbardziej wymagającego mola książkowego...

Najstarszy wątek w „Klątwie...” rozpoczyna się w Warszawie, w XVII wieku. 29-letni Laurenty Żmij, syn organisty ze wsi Kamion, lutnista królewskiej kapeli, ma żonę, dzieci i dom blisko Rynku. Zamknięty w sobie, raczej ponury i małomówny, z dość znacznymi brakami w edukacji, marzy o stworzeniu domu gościnnego na jednej z głównych dróg prowadzących do Warszawy (na Długiej). Kiedy jego żona Anna niespodziewanie umiera w połogu, mężczyzna nie załamuje się, ale uparcie dąży do celu mimo rzuconej na jego rodzinę klątwy. Czy 19- letnia szwagierka Laurentego, inteligentna i charakterna Kalina Melcerówna, obdarzona niezwykłym talentem kulinarnym i niebywałą intuicją, która przyjeżdża z niezapowiedzianą wizytą, pomoże mu zrealizować śmiały plan czy też go zniweczy?

Kiedy w roku 1870 Eleonora Żmijewska, córka właściciela Hotelu Varsovie mieszczącego się przy ulicy Długiej 30 w Warszawie, dowiaduje się, że ojciec popełnił samobójstwo, pozostawiając matkę i jej pięcioro dzieci z gigantycznym długiem, jej życie legnie w gruzach. Do tej pory zaangażowana w działalność charytatywną, udzielająca się w przytułku należącym do Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, serwowała biedakom wodniste zupy, pomagała w szkółce dla ubogich, ucząc dzieci czytać i pisać, próbując im jednocześnie wpoić, że tylko nauką i ciężką pracą mogą sobie zapewnić lepsze życie. Po tragicznej śmierci ukochanego papy, kiedy okazuje się, że hotelowi grozi bankructwo, matka pogrążona jest w histerii, brat myśli jedynie o przyjemnościach, a reszta rodzeństwa się rozpierzchła, to właśnie Eleonora jest jedyną osobą, której zależy na uratowaniu rodzinnego dobytku. W takiej sytuacji pomóc może jedynie dobre zamążpójście. Tylko skąd wziąć odpowiedniego kawalera? Potencjalny kandydat musiałby mieć smykałkę do prowadzenia interesów, niemałe oszczędności i dobre serce. Czy Teodor Szpakowski spełni te wszystkie warunki i otrzyma rękę panny Żmijewskiej oraz prawo do zarządzania hotelem?

W 2016 roku do Janka, warszawskiego prawnika, zgłasza się Dana Spakowski. Kobieta przyjeżdża do Warszawy, by odzyskać należącą do rodziny ojca, Michała Szpakowskiego, warszawiaka z dziada pradziada, kamienicę przy ulicy Długiej, w której niegdyś mieścił się hotel. Został on całkowicie zniszczony w wyniku działań wojennych w trakcie powstania. Spakowski nie żywi ani do budynku ani do samego miejsca żadnego sentymentu, ale czuje, że po tak wielu światowych metropoliach, w których mieszkała, przyszedł czas na miasto jej przodków. Zarówno Dana jak i Janek nie mają pojęcia, jak zaskakująco potoczy się ich znajomość. Zwłaszcza, że na horyzoncie majaczy już afera reprywatyzacyjna...

Wreszcie nadszedł czas na Warszawę, główną (jak mniemam) bohaterkę sagi. Sylwii Zientek w sposób zaskakujący udało się oddać klimat miasta, zarówno sprzed kilku wieków, jak i zaledwie sprzed roku. Przechodząc płynnie od współczesności do przeszłości (lub odwrotnie), opisuje z rozmachem dzieje polskiej stolicy w sposób fabularny. Autorka upowszechnia rzetelną wiedzę o swym ukochanym mieście w bezbolesny sposób, bez wykładania historii, czy zanudzania mnogością postaci, faktów lub konkretnych dat. Sąsiadują tu ze sobą nobliwi panowie w cylindrach i damy w toaletach z długimi ogonami sunącymi po brudnym bruku oświetlonym latarniami gazowymi; podłe szynki i domy schadzek o różnym stopniu wytworności; brudne dzieciaki bawiące się w zapuszczonych zaułkach, kwiaciarki, handlarz[e] ulicz[ni], kataryniarz[e] i śpiewa[cy].

A nawiązując do współczesności, Zientek opisuje ‘warszawskie słoiki’ na przykładzie młodego adwokata, Janka: Powinien znać to miasto, mieć do niego jakiś stosunek emocjonalny. Z początku go nienawidził, czuł się kompletnie wyalienowany, nie miał znajomości i koneksji, które tutaj zwłaszcza – jak mu się zdawało – były podstawą sukcesu. Miotał się, odbijał od muru, podobnie jak jego koledzy. Tutaj każdy był skądś (...) z całego kraju, tylko nie z Warszawy. Każdy czekał na weekend, aby tylko pojechać do domu i w niedzielę wrócić z zapasami żywności, które pomagały przetrwać kolejny tydzień. Wszyscy tęsknili i narzekali na tempo życia, ceny i mody, które zmieniają się jak w kalejdoskopie...

Przy nazwiskach swoich protagonistów Sylwia Zientek inspirowała się źródłami historycznymi, by były one jak najbardziej wiarygodne, by odzwierciedlały ducha epoki i niosły przekaz postaci. Z bohaterów autentycznych, występujących w „Klątwie...” warto wspomnieć choćby: Helenę Modrzejewską, Henryka Sienkiewicza (zaznaczono tu nawet, iż pisuje do prasy pod pseudonimem Litwos), Bolesława Prusa (ulubionego kronikarza rzeczywistości Eleonory, pisującego do postępowej gazety „Niwa”; autorka, jak sama przyznaje, tym wątkiem składa mu hołd, gdyż sama wiele mu zawdzięcza), Stanisława Ignacego Witkiewicza, Józefa Chełmońskiego, aktorów z Teatru Wielkiego – Wincentego Rapackiego (pojawia się również Tekla Rapacka, jego żona, filantropka, którą z całego serca podziwiała Eleonora) i Popielównę. Operę z powodzeniem reprezentować może w tym wybitnym gronie Baldassare Ferri – kastrat, nadworny śpiewak Władysława IV Wazy i najwspanialszy z ówczesnych głosów warszawskich, zaś kwestie polityczne mniej znani – Iwan Sulima – przywódca powstania kozackiego w 1635 roku czy Maria Gonzaga de Nevers – druga żona króla Władysława IV.

Na uwagę zasługuje także wydanie książki, która na samym początku zawiera katalog najważniejszych postaci, mapki (przykładowo na wklejce widnieje Warszawa tuż przed potopem szwedzkim) i drzewa genealogiczne. Okładkę zaś zdobi niezwykłej urody praca Edwarda Dwurnika, malarza portretującego złożoność warszawskiego życia, który zgodził się na wykorzystanie reprodukcji jego obrazów przy „Klątwie...” oraz w części drugiej „Hotelu Varsovie”.

Książka napisana jest pięknym, plastycznym językiem. Widać w niej na każdym kroku dbałość o detale (szczególnie urzekły mnie drobiazgowe opisy porannej toalety Eleonory czy ówczesnej mody, kuchni, ziół, itd.) i prawdę historyczną. Już dawno nie czytałam tak dopracowanej, przemyślanej i wiarygodnej powieści jak „Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty”. Chylę czoła i gorąco zapraszam wszystkich do lektury pierwszego tomu, a następnie do drugiego, zatytułowanego „Hotel Varsovie. Bunt chimery”.

Ocena: 6/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: „Życie to wielkie teatrum...”

środa, 11 kwietnia 2018

Zemsta i przebaczenie. Morze kłamstwa - Joanna Jax

„Zemsta i przebaczenie. Morze kłamstwa” to czwarty już tom sagi Joanny Jax zdobywającej szturmem nasz rodzimy rynek. Autorka po raz kolejny zabiera nas do targanej wojenną zawieruchą Europy, w której stopniowo zmienia się układ sił. Bohaterowie, dobrze znani czytelnikom z poprzednich części, znów stają przed trudnymi wyborami, nie tylko moralnymi. Bo czy w tym tragicznym czasie, kiedy każdy dzień mógł być tym ostatnim, jest jeszcze miejsce na miłość, przyjaźń, nadzieję? Powieść ponownie zachwyciła mnie swoją wielowarstwową, intrygującą konstrukcją, która nie przytłacza ani mnogością historyczno-politycznych szczegółów ani okrucieństwem. Dla Joanny Jax liczy się bowiem człowiek, starcie jednostki z nieludzkim czasem wojny, która odkrywa najmroczniejsze sekrety ludzkiej natury i wszelkie zwierzęce odruchy...

„Morze kłamstwa” rozpoczyna się w 1943 roku w okolicach Grenady, w Hiszpanii, a kończy w Londynie w roku 1945. Autorka inicjuje powieść przypomnieniem aktualnej sytuacji każdego z bohaterów, dzięki czemu czytelnik ma możliwość przypomnieć sobie losy Alicji Rosińskiej, Hanki i Emila Lewinów, Juliana Chełmickiego, Igora Łyszkina oraz Waltera von Lossowa. Każdy z nich wciąż żywi cichą nadzieję, że los pozwoli im się kiedyś spotkać w komplecie oraz że uczucia takie miłość czy przyjaźń będą kiedyś królowały niezależnie od narodowości, pochodzenia, wyznania czy poglądów. Obecnie wszyscy mają przed sobą odmienne zadania i obowiązki. Czy zdobyte na różnych polach doświadczenie i układy, w jakich trwają, pozwolą im siebie kiedyś, po latach wzajemnie szanować?

Niektórzy z bohaterów, mimo tragicznej sytuacji ojczyzny, początkowo wciąż trzymają się marzeń. Niekiedy, by przypomnieć sobie prawdziwą wartość własnej osoby, wracają do starych listów od przyjaciół i kochanków i w ten sposób bronią swej godności. Ludzie pragną przede wszystkim normalności. Tego, by wreszcie było nudno i przewidywalnie; by dzieci budziły się radosne i nie były głodne; by miały za przyjaciół swoich rówieśników, a nie psy czy króliki. Nikt nie ma już siły na to, by uciekać, ukrywać się, kluczyć ani walczyć. Przed oczyma mają dylematy, jakie towarzyszyły im na początku wojny: ślepą wiarę w równość i braterstwo obok luksusu i rozrywki, jaką zapewniały im kiedyś duże pieniądze. Teraz, w obliczu ogromnych zniszczeń, wśród tysięcy ofiar, okazuje się niestety, że nie ma systemów idealnych. O co zatem walczono przez te wszystkie lata i czemu zapłacono tak wysoką cenę za własne (bądź cudze) ideały? Niewielu ma nadzieję na powrót do dawnego, beztroskiego życia. Teraz walczą o przetrwanie. Mierzą się z ogarniającą zewsząd samotnością, licząc mimo wszystko na bezinteresowną pomoc lub choćby strzępy ludzkich odruchów...

Jedną z najistotniejszych kwestii poruszanych przez Joannę Jax w tym tomie jest powstanie warszawskie, czynione do niego przygotowania, losy powstańców i ich zwierzchników, itp. Autorka wiernie odmalowuje panujące wówczas wśród naszych rodaków nastroje - ducha walki, zapał, chęć do starcia z najeźdźcą nawet za cenę życia, gotowość do służby ojczyźnie, ale również momenty zwątpienia. Nie tylko młodych, niedoświadczonych uczestników zbrojnego zrywu, ale również ich przełożonych – najwyższych rangą dowódców. Jax nie boi się poddać w wątpliwość sens wybuchu powstania, słabe przygotowanie Polaków, ogromną ofiarę jaką ponieśli. Stawia trudne, a czasem i bolesne pytania i zmusza do odpowiedzi na nie.

Co istotne, na kartach powieści nie leje się krew, choć czas akcji temu sprzyja. Czytelnik nie ma wrażenia, że walczy ramię w ramię z bohaterami na wojennym froncie. Joannie Jax udało się zaakcentować poczucie bezradności, osamotnienia, nieludzkie okrucieństwo czy wręcz barbarzyństwo okupantów oraz brak nadziei na jakąkolwiek sprawiedliwość. Na każdej niemal stronie wyraźnie czuć paniczny strach przed utratą własnego życia lub kogoś z najbliższych…

Chylę czoła przed panią Joanną. Kolejny raz. To czwarta część sagi nadal trzymająca w napięciu, wciąż budząca emocje i szczere zainteresowanie czytelnika. Autorce udaje się nieprzerwanie mnie zaintrygować, poruszyć moje serce bez reszty emocjami ludzi, których los niesprawiedliwie ograbił ze wszystkiego co mieli i czym żyli. Jestem ponownie urzeczona świetnym przygotowaniem tła historycznego, połączeniem go z warstwą obyczajową oraz barwnymi, wiarygodnymi bohaterami, którym nie sposób odmówić całej gamy ludzkich uczuć. Co warto jeszcze raz dobitnie podkreślić, mnogość tematów i miejsc akcji oraz jej wielotorowość nie powoduje chaosu, rozdrażnienia czy tracenia wątku. Wszystkie wydarzenia są ze sobą mniej lub bardziej powiązane i nieustannie inspirują. Brawo, brawo, brawo! Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.

Ocena: 6/6


Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: O tym, dlaczego umrzeć jest najprościej, a dużo trudniej walczyć o życie...

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Rażony geniuszem - Maureen Seaberg, Jason Padgett

Dziesięć lat temu Jason Padgett w wyniku brutalnego pobicia doznał pourazowego uszkodzenia mózgu. W następstwie tych obrażeń zamiast niedowładu, paraliżu, porażenia kończyn czy zaburzeń mowy, doszło u niego do ujawnienia wrodzonych, lecz dotąd uśpionych, zdolności, a jego umysł niespodziewanie zaczął wytwarzać dość oryginalne idee i wizje. „Rażony geniuszem” to prawdziwa historia Amerykanina będąca dowodem na to, iż wciąż niewiele wiemy o naszym mózgu. Naukowcy badający przypadek Padgetta potwierdzają, iż każdy z nas rodzi się z ogromnym potencjałem i czasem wystarczy niewielki bodziec, by odkryć go w sobie. Czy to oznacza, że nie wykorzystujemy w pełni możliwości naszego mózgu?

Jason Padgett nie wyróżniał się niczym w gronie swoich rówieśników. Lubił się bawić i nieustannie szukał nowych podniet. Rzucił naukę wiele lat przed pobiciem, bo miał słabe stopnie, a przedmioty szkolne nie interesowały go. Pracował w firmie rodzinnej jako sprzedawca mebli, a po pracy korzystał z życia. Pewnego wieczoru, gdy wychodził z baru karaoke, został pobity przez dwóch mężczyzn. Napastnicy zadali mu kilkanaście ciosów w głowę. Czaszka nie pękła, doszło natomiast do urazowego uszkodzenia mózgu, urazu wewnątrzczaszkowego oraz do mikrouszkodzeń. Początkowo pojawiły się niezależne od jego woli triki, wizje i drżenia, ale także coś jeszcze. Jason po brutalnym napadzie niespodziewanie stał się bystrzejszy, był coraz bardziej zatopiony w myślach i pogrążony w rozważaniach. Częściej też izolował się od innych, pociechy szukając w literaturze fachowej: Niemal bezustannie krąż[ył] w natchnieniu, gnany potężnym głodem wiedzy, czyta[ł] wszystko o matematyce i fizyce, snu[ł] własne teorie. Mężczyzna zaczął interesować się szczególnie geometrią na poziomie akademickim, która stała się jego wielką pasją i od tamtej pory nieustannie mu towarzyszy. Opowiada o niej z przyjemnością nie tylko swoim czytelnikom, ale i klientom w sklepie: Liczby to moja obsesja i nie potrafię się z niej wyzwolić. Nie mogę wejść po schodach, nie sumując stopni, a jedząc, nie przestaję liczyć, ile razy przeżuwam każdy kęs. Dlatego nie żuję gumy. Przy każdym odliczaniu liczby pierwsze i inne niekończące się liczby przybierają własne, spiralne kształty. Mężczyzna posiada obecnie niewytłumaczalną wiedzę teoretyczną dotyczącą matematyki i fizyki (nigdy nie studiował żadnej z obecnie inspirujących go dziedzin!), ale wciąż uzupełnia luki w kwestiach podstawowych, dlatego rozpoczął naukę w college’u. Nabył także niebywałych zdolności artystycznych – swoje intensywne doznania i wizje przenosi na sztukę - rysuje matematyczne fraktale! Szczególnie fascynują go formy, w jakich występują one w przyrodzie, np. w gałęziach drzew czy naczyniach krwionośnych człowieka. Jason Padgett jest jedyną znaną osobą, u której wystąpiły jednocześnie syndrom nabytego sawantyzmu (zespół talentu pourazowego) i synestezja. Co więcej, jest prawdopodobnie pierwszą osobą na świecie, która ręcznie sporządza rysunki fraktali matematycznych i pierwszym znanym nauce synestetykiem widzącym przedmioty i wzory jako owe fraktale. Za swoje prace artystyczne otrzymał nagrody i wyróżnienia.

Warto podkreślić, iż Jason Padgett wielokrotnie poddawał się różnym badaniom, by zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się z jego mózgiem i czy wizje, których doświadcza, są wytworem jego ‘chorego’ umysłu czy istnieją naprawdę. Wyniki, m.in. rezonansu i innych bardziej szczegółowych badań, za każdym razem były prawidłowe, a nowe postrzeganie świata nie ustąpiło mimo upływu czasu. Tłumaczono mu, iż jego mózg zmienił jedynie sposób funkcjonowania, nie powstało w nim nic nowego. Nie jest również, czego obawiał się najbardziej, chory psychicznie. Padgett szukając przyczyny swej przemiany, ukazuje czytelnikowi oprócz ewidentnych plusów nowej sytuacji, minusy – traktowanie go przez innych ludzi jak odludka i dziwaka, któremu nieobce są uciążliwe fobie, depresja, chroniczne bóle, uzależnienie od leków, itp. Jego książka to również hołd dla wszystkich sawantów oraz ludzi wykluczonych ze społeczeństwa, choćby ze względu na ich odmienność.

Historia Jasona Padgetta opisana przez niego samego i wspierającą go Maureen Seaberg w książce „Rażony geniuszem” jest dowodem na to, iż w każdym z nas gdzieś głęboko drzemią zaskakujące zdolności i moce. Ten (nie)zwykły Amerykanin uczy dostrzegania we wszystkim co nas otacza piękna i koncentrowania swej uwagi na tym, co najważniejsze – bez względu na wszelkie przeciwności. Książkę polecam szczególnie wątpiącym; tym, którym brakuje wiary we własne umiejętności oraz każdemu, kogo fascynuje ludzki umysł.

Cytaty za: Rażony geniuszem, Maureen Seaberg, Jason Padgett, Świat Książki, Warszawa 2017.

Ocena: 2/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: I Ty masz tę moc!

piątek, 14 lipca 2017

Zemsta i przebaczenie. Rzeka tęsknoty - Joanna Jax

Zemsta i przebaczenie. Rzeka tęsknoty, to trzeci tom (z zapowiedzianych sześciu!) bestsellerowej sagi Joanny Jax. Autorki, która konsekwentnie, z wielką pokorą walczy o zainteresowanie i uznanie czytelników. Co istotne, ta walka nie jest ani nachalna, ani agresywna (patrz: projekty okładek, promocja, etc.). Intensywne, momentami zapewne żmudne przygotowania do każdej książki, dbałość o prawdę historyczną i współgrającą fikcję literacką (choćby pasujące do niej życiorysy bohaterów), przyczyniają się do tego, że po książki tej autorki sięgam z prawdziwą przyjemnością. Co może zaskakiwać, uczucia po lekturze wciąż pozostają niezmienne, ale o tym później.

Jest rok 1942, końca wojny, wbrew powszechnym oczekiwaniom, nie widać. Bohaterowie, dobrze znani czytelnikowi z dwóch poprzednich tomów, ponownie walczą z przeciwnościami losu. Każdy z nich coś stracił, zrezygnował z własnych marzeń i planów. Wszyscy zastanawiają się, jak przetrwać. Większość skupia się na sobie, wierząc, że tylko to może im pomóc przeżyć. Okrucieństwo wojny sprawia, że już absolutnie nic nie robi na nich wrażenia. Wojna zmieniła nie tylko granice, ale także ludzkie poczynania, ich sposób myślenia i priorytety. Los bywał przewrotny i lubił sobie kpić z człowieka. Miłośnikowi piękna zafundował taplanie się w nieludzkim brudzie śmierci i upokorzenia, a bojowniczce o dobro na świcie podarował śmierć.

Teraźniejszość nie spełnia oczekiwań protagonistów - wystawia ich na kolejne próby, niszczy wszystko to, o czym kiedyś śnili. Wszyscy zaś bez wyjątku tak bardzo pragną spokoju, odpoczynku i szarości dnia codziennego przeżytego wspólnie z najbliższymi… W cieniu narodowej tragedii, jaką niewątpliwie była okupacja i wszelkie restrykcje z tym związane, w ludzkich sercach rozgrywały się pojedyncze klęski, niknące w obliczu spraw ważkich, śmierci setek ludzi, terroru i życiowej wegetacji. Gdy jednak taki dramat dotykał konkretnego człowieka, świat wokół znikał, jakby nie miał znaczenia, bez względu na sytuację.

Alicja i Julian próbują dojść do siebie po ostatnich wydarzeniach, które zgotowało im gestapo. Radosna nowina, która niedawno podniosła ich na duchu i dała nadzieję na przyszłość, zniknęła tak szybko jak szybko się pojawiła. Zamiast optymizmu i pogody ducha, teraz w ich wspólnym życiu króluje żałoba, smutek i rozczarowanie. Alicja za sprawą dramatycznych wydarzeń dojrzewa, dostrzega popełnione wcześniej błędy. Wcześniej [c]hciała czerpać garściami swoje szczęście, radość i przyjemności. A gdy to wszystko wymykało jej się z rąk, patrzyła na puste dłonie. Teraz poczuła się jak osoba dorosła, choć tak bardzo pragnęła żyć złudzeniami, wierząc, że nic złego nie może się stać… Tymczasem życie nie zawsze układa się tak jak tego pragnęła…

Hanka ukrywa się w Magnuszewie. Nieustannie towarzyszy jej tęsknota za ukochanym. Życie nabiera kolorów jedynie dzięki dzieciom, które dodają jej skrzydeł, rozbudzają nadzieję i dodają odwagi, by marzyć w tych trudnych czasach. Niespodziewanie w życiu pojawia się pewien przystojny Niemiec. Jego obecność nie wszystkim się jednak podoba, co dają Hance odczuć… Co zrobi z tym Lewinówna? Czy przystojny, szarmancki, czuły i opiekuńczy Hermann Ritz pozwoli jej zapomnieć o ukochanym Igorze? Hanka wierzy, że to nie kraj, w którym się urodziliśmy świadczy o naszym człowieczeństwie, ale to, co nosimy w sercu i umyśle. (…) Zaznała[…] wiele cierpień od Niemców, a jednak wciąż wierz[y], że i wśród [nich] trafiają się porządni ludzie. Podobno zdarza się, iż to aniołowie przybierają postać naszych wrogów…

Brat Hanki, Emil, wciąż jest pełen żalu i gniewu. Pragnie zmiany, chce się oderwać od swojej ponurej przeszłości, ale trudno mu zrezygnować z wygód, do jakich się przyzwyczaił i zmienić sposób myślenia. Jednak wreszcie pojawia się ktoś, dla kogo Lewin jest w stanie poświęcić bardzo dużo. I nie jest to piękna kobieta…

Walter von Lossow trafia w okolice oblężonego Leningradu, gdzie ma za zadanie przygotować dokumentację propagandową. Za sprawą szokujących i tragicznych zarazem zdjęć ukazuje ogrom ludzkiego cierpienia i bezsens wojny. Później trafia do Katynia, by Niemcy mogli się oczyścić z zarzutów, że to nie oni zabili polskich oficerów. Szukając ich grobów i będąc świadkiem ekshumacji, na tej nieludzkiej ziemi dochodzi do zaskakującego spotkania… Spotkania, które sprawi, że von Lossow stanie przed nie lada dylematem moralnym i będzie zmuszony podjąć jednoznaczną decyzję…

Joanna Jax w dość czytelny sposób niszczy stereotypy i wyłamuje się z ogólnie rozpowszechnianych schematów. Ukazuje, że [n]ie każdy Niemiec był oprawcą, jak Schwartz, i nie każdemu z Polaków można byłoby dać medal za odwagę, honor i walkę z okupantem. Normalni ludzie po obu stronach barykady usiłowali odnaleźć się w tym przedziwnym życiu, jakie przyszło im wieść. Autorka bardzo ciekawie wplata wątek Katynia i ekshumacji polskich oficerów, próby poinformowania świata o masowej zagładzie Żydów na ziemiach polskich (w tle pojawia się nawet generał Sikorski), prośby o interwencję aliantów. Wszystkie wzmianki historyczne są ściśle związane z odczuciami bohaterów. To w ich świecie wewnętrznym czytelnik może się przejrzeć, to dzięki nim możemy sobie wyobrazić, co czuli ludzie, przeżywający koszmar wojny: Nie potrafi[li] już sobie wyobrazić normalnego życia, przy taktach wdzięcznej muzyki, kontemplowaniu sztuki i u boku pięknych kobiet, by nie mieć przed oczami obrazów wisielców, wygłodniałych ludzi gotowych do najgorszych czynów za kawałek chleba czy poniewieranych kobiet, zbrukanych żądzami spragnionych uciech żołnierzy. Czu[li], że to, co widzi[eli], już do końca życia będzie jak brudna plama na pięknej sukience, fałszywa nuta w idealnie skomponowanej symfonii czy rysa na obrazie artysty. W śmiechu zawsze już będ[ą] słysz[e]li skowyt rannych, płacz cierpiących po stracie bliskich, a na bezchmurnym niebie dostrze[gą] złowróżbną chmurę…

„Rzeka tęsknoty” to bardzo sugestywny opis ludzkości uwikłanej w wojenną, pozbawioną sensu, zawieruchę. To ponadczasowy melancholijny obraz osamotnionego człowieka, którego najbliższym uczuciem zdaje się być właśnie tęsknota. Wszyscy bohaterowie, bez wyjątku, za czymś tęsknią - za utraconym członkiem rodziny, za oddalającym się ukochanym mężczyzną, za bliskością drugiego człowieka, za wolną i bezpieczną ojczyzną, za komfortowymi warunkami życia, za normalnością, itd. Niestety, los nieustannie nie pozwala im ich zaspokoić…
Joannie Jax, już po raz trzeci, udaje się zaintrygować czytelnika historią grupy ludzi, której nieustannie wieje wiatr w oczy. Przypatrując się ich przemianom, dokonywanym wyborom, podejmowanym decyzjom, otrzymujemy wiarygodny obraz tamtych czasów oraz szeroki wachlarz uczuć – od miłości, zazdrości po nienawiść. Co ciekawe, autorka punktuje za każdym razem konkretnego człowieka, a nie cały naród, jakieś grono czy pewną społeczność. Po raz kolejny z czystym sumieniem mogę polecić tę sagę. Pisarka rozwija swój warsztat nieustannie, raczy nas piękną polszczyzną i przemyślaną, wiarygodnie zaprezentowaną historią, opakowaną w klimatyczną okładką. Czego chcieć więcej?

Cytaty za: Zemsta i przebaczenie. Rzeka tęsknoty, Joanna Jax, Videograf, Chorzów 2017.

Ocena: 5/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Morze uczuć

środa, 14 czerwca 2017

Zemsta i przebaczenie. Otchłań nienawiści - Joanna Jax

„Otchłań nienawiści” to drugi tom zyskującej na popularności sagi Joanny Jax. Autorka za sprawą pierwszej części podniosła samej sobie poprzeczkę bardzo wysoko, dużo przy tym ryzykując. Sugestywne „Narodziny gniewu”, z mocno zarysowaną historią i pełnokrwistymi postaciami, znalazły uznanie wśród czytelników. Czy z „Otchłanią…” będzie podobnie? Czy znajdą się jeszcze osoby, które zechcą przeczytać „Rzekę tęsknoty”, trzeci tom cyklu i kolejne?

Tymczasem jest rok 1941 i znów jesteśmy w Warszawie (choć to oczywiście nie jedyne miejsce akcji). Trwa okupacja, ludzie żyją w ciągłym zagrożeniu, a ich życie zmieniło się diametralnie. Na scenę wkraczają dobrze znani (i lubiani!) z poprzedniej części bohaterowie. Wracający do ojczyzny Julian Chełmicki, zakochana w nim Alicja Rosińska, lubiąca wygodę i dostatek Hanka Lewinówna i jej cwany brat Emil. Ich sytuacje życiowe mocno się skomplikowały, a oni sami mogli się dzięki temu wiele o sobie dowiedzieć. Pojawiają się też nowe twarze, jak choćby Szymon Wielopolski, Holly Evans czy Irena „Wariatka”.

Część ludzi żyje wspomnieniami, tęskni za beztroskim dzieciństwem tak brutalnie odebranym im przez wojnę. Koszmar ten dotyka tak młodych, jak i starych, zamożnych i biednych. Niektórzy tracą rozum i uciekają w obłęd, inni wybierają ucieczkę za granicę. Jeszcze inni zapominają o moralności, a czasem nawet udają patriotów gotowych oddać życie za ojczyznę, choć w rzeczywistości tak bardzo i za wszelką cenę chcieliby żyć… Wielu ląduje na Pawiaku, gdzie marzą już tylko o śmierci. Szczęśliwcy (?!?) zaś korzystają z uroków życia z okupantem, przy którego boku niczego im nie brakuje. A jeśli nie starcza im odwagi czy sił, to znajdują inną, bezpieczną przystań, np. u dobrodusznego profesora, wrażliwej lekarki czy w przytułku u sióstr. Niektórzy z nich dostrzegają wyraźnie położenie ojczyzny, są gotowi do poświęceń, nie brakuje im heroicznej wręcz odwagi, by ponieść męczeńską śmierć za ukochany kraj. Inni – do składania ofiary z siebie są gotowi, ale jedynie dla ludzi, których kochają. Zdarza się, że wówczas nie chcą się odkryć, zakładają maski, za których sprawą trudno odgadnąć, jakie mają zamiary. Bo idealnym człowiekiem tak łatwo jest być, gdy wszystko układa się według naszych marzeń, i tak trudno, gdy życie zmienia swój bieg, wprowadzając w ludzie losy zakręty i zawirowania… Owe zawirowania skłaniają jednakże do refleksji – zwłaszcza, gdy okazuje się, że to, w co wierzymy, nagle runęło z hukiem. Duchowe bankructwo, brak ideałów boli po stokroć. Mimo wszystko zawsze należy starać się być przyzwoitym – bez względu na położenie, potrzeby czy ambicje... W obliczu ogromu cierpienia, nieustannego zagrożenia i braku perspektyw, przychodzi myśl, że w trakcie wojny każda chwila była na wagę złota. Każda minuta spokoju, miłości i błogiego snu była cennym darem, który należało szanować. Tylko pogodne myśli mogły sprawić, że nie zauważało się mankamentów otaczającego świata. Trzeba było się nauczyć cieszyć z każdej, nawet najdrobniejszej przyjemności. Choćby takiej jak: zapach świeżo ściętych kwiatów, które sprzedawały na mieście kwiaciarki, smak wiejskiego chleba wypiekanego na chrzanowych liściach, czyjś śmiech, a nade wszystko bliskość drugiego… Tylko jak radować się w obliczu śmierci, rozdzielenia z bliskimi, bólu i cierpienia? Jak myśleć o przyjemności, gdy ukochany daleko albo z inną, a dziecko/rodzeństwo/ rodzice/ przyjaciele w nieustannym niebezpieczeństwie?

Bohaterowie Joanny Jax otrzymują od losu w drugim tomie tejże sagi lekcję pokory. Wiedzą już, że mimo obaw i trosk trzeba żyć normalnie i nie dać się wpędzić w koszmarne i pełne lęku myśli. Potrzebują jednakże potwierdzenia, że ich wybory są słuszne, że nie są złymi ludźmi, choć wciąż są wygodni, cyniczni i leniwi, albo mają inne (dużo cięższe!!!) grzechy na sumieniu. Mają już dość ciągłej walki nie tylko z okupantem/ wrogiem/ przeciwnikiem, ale i z własnym strachem czy własnymi uczuciami. Chcą wreszcie nacieszyć się sobą, swoją obecnością, piękną pogodą czy dobrym jedzeniem. Póki co nie mają na to szans, niestety. Muszą uwierzyć, że życie jest cudem, bo jak inaczej wyjaśnisz, że (…) jesteś? Że myślisz, że czujesz. Cierpisz i radujesz się. Kochasz i nienawidzisz. Wierzysz i wątpisz. Czy jakakolwiek istota oprócz człowieka to potrafi? To cud, że możesz żyć. Bez względu na to, ile ów żywot potrwa… Czekamy zatem w napięciu na trzeci tom, wierząc, że Joannie Jax nie zabraknie ani pomysłów, ani rozmachu w tworzeniu barwnych kolei losów swoich bohaterów.


Ocena: 5/6

Cytaty za: Zemsta i przebaczenie. Otchłań nienawiści, Joanna Jax, Videograf, Chorzów 2017.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Życie cudem jest

poniedziałek, 27 marca 2017

Księga snów - Nina George

„Księga snów” Niny George zamyka cykl trzech jej powieści (w jego skład wchodzą również „Księżyc nad Bretanią” i „Lawendowy pokój”), który dotykał problemu nieskończoności. Niemiecka pisarka i dziennikarka w swej najnowszej książce chciała „opowiedzieć o […] strachu przed przemijaniem, budując ‘bajkowe’ rzeczywistości równoległe, istniejące między światami, niebem i ziemią.” „Księga snów” dotyczy również relacji międzyludzkich. Tych, które zostały zaprzepaszczone i tych, które właśnie są odbudowywane. To spotkanie z ludźmi, których niszczy dogłębnie paraliżujący strach, dotkliwa samotność, niewysłowiona tęsknota za bliskością i poczuciem bezpieczeństwa oraz potworny lęk przed śmiercią.

Samuel Valentiner ma 13 lat. To niezwykle inteligentny chłopiec (iloraz inteligencji 148, członek Mensy) będący synestetykiem. Jest chorobliwie nieśmiały i nadwrażliwy, nie potrafi poradzić sobie z intensywnością życia, z natłokiem odczuć i wrażeń. Osaczony przez wrażenia, których zwyczajni ludzie nie rejestrują, przyznaje, iż [o]dbiera(…) rzeczywistość nietypowo. Dostrzega(…) barwy dźwięków, głosów i muzyki. Rodzice Sama nie są razem. Chłopca wychowuje mama, Mariefrance (kiedyś korespondentka wojenna), która stworzyła rodzinę z innym mężczyzną, Steve’em. Ojciec Sama to Henrie M. Skinner, także korespondent wojenny, wyróżniony przezMagazyn ‘Time’ jako Człowiek Roku - jeden z tych, którzy „ryzykują życie, żeby opowiedzieć o jego ciemnych stronach”. Mężczyzna jest praktycznie nieobecny w życiu syna, choć to nie tylko jego wina. Mariefrance od lat starała się zniechęcić Sama do ojca. Najpierw ograniczyła Henriemu prawa do spotkań z dzieckiem, później przypisywała mu wszystkie najgorsze cechy, by wybić Samuelowi z głowy chęć kontaktów z tatą. Nie udało się. Sam nieustannie śledził w gazetach poczynania ojca, czekał na jakiś sygnał od niego, choćby najmniejsze zainteresowanie. Ale Skinner milczał zatopiony we własnym cierpieniu. Pogrążony w ciemności, depresji i bezsensie istnienia, nie miał o sobie najlepszego zdania. Był świadomy, że jest kiepskim ojcem, ale pragnął to zmienić. Prawie mu się udało. Kiedy śpieszy się do Sama do szkoły, by spędzić z nim Dzień Ojca i Syna, na skutek nieszczęśliwego splotu okoliczności, zostaje potrącony przez samochód. Do szkoły nie dociera, niestety.

Po wypadku Henri jest w śpiączce, nie ma z nim kontaktu, a rokowania są złe. Sam odwiedza go po kryjomu przed zazdrosną o uczucia syna mamą. O tragicznym zdarzeniu dowiaduje się również była dziewczyna Henriego, Eddie, którą ten ustanowił jako osobę reprezentującą jego interesy w przypadku zagrożenia życia. Skinner przez trzy lata stanowił centrum [jej] świata, wokół niego kręciły się [jej] tygodnie, dni i uczucia napędzane jego obecnością. Kochała go do szaleństwa, a on odrzucił jej miłość. Teraz znów się spotykają, ale okoliczności stały się bardziej drastyczne, czy jest zatem szansa choćby na pojednanie?

To doświadczenie, tak trudne zarówno dla Eddie jak i Sama, całkowicie zmienia ich optykę. Henri, który utknął „między brakiem końca i brakiem początku”, ma wreszcie obok siebie ukochane istoty, którym wcześniej nie dawał odczuć, ile dla niego znaczą. Wcześniej podejmował złe decyzje, szukał własnego miejsca w życiu, sam przekreślał wszystkie możliwości. Teraz dochodzi do smutnego wniosku: Życie mija(ło) w milczeniu (…) Odgrodziłem się od miłości, dzieci, i nocy, które mógłbym przespać. Wtedy przestałbym się bać śmierci. Obecnie lekarze informują o ciągle pogarszającym się stanie zdrowia Henriego, a on niestety nic nie może zrobić, by odbudować relacje z najbliższymi. Słyszy, co się wokół niego dzieje, chciałby zareagować, ale nie może nic powiedzieć. Działać może za to Eddie, która ryzykując utratę zaufania obecnego partnera, codziennie odwiedza Henriego, dba o niego, a nawet przynosi mu… zapachy! To aromaty tego, co kiedyś wspólnie jedli i pili oraz [r]zeczy z przeszłości. Stare gazety. Wilgotny piasek. Rozmaryn. Świeże naleśniki (…) Codziennie szukam w pamięci tego, co lubił. I choć lekarze twierdzą, że pacjent na pewno nie słyszy ich i nie rozumie, Eddie codziennie puszcza Henriemu muzykę, którą lubił, szczególnie tanga, do których tańczyli. Poza tym myje mu stopy, namaszcza je olejkiem, masuje go, mówi do niego. Jej codzienność zmienia się, a ona sama przechodzi błyskawiczną metamorfozę: Wydaje mi się, że nigdy nie żyłam tak intensywnie jak teraz. Z każdym dotknięciem ciała Henriego czuję, jak moje życie się rozszerza. Cierpię, kocham, walczę. Wszystko, co piękne, staje się piękniejsze niż kiedykolwiek. Wszystko, co błahe, oddala się. Czuję się tak, jakbym wreszcie znalazła się we właściwym miejscu.

Sam tymczasem, w przeciwieństwie do swego ojca, prowadzi życie pełne przeżyć. Nie jest ono łatwe i wygodne, ale zdecydowanie pełniejsze niż życie jego najbliższych. Może to dlatego, że odbiera rzeczywistość nietypowo? A może dlatego, że nie oszukuje, jest uczciwy i szczery w stosunku do ludzi? Chłopiec dobrze ‘czuje’ ojca i chce towarzyszyć mu w tym trudnym czasie zawieszenia. Czasami wstydzi się, że jest niepozbierany, że myli piętra i zamiast do sali ojca, wchodzi na oddział ‘dla warzyw’; do pokoju, z którego słychać muzykę, i w którym dostrzega Madelyn – uroczą dziewczynę o przenikliwym spojrzeniu… Walkę ze sobą stoczyć będzie musiało serce i rozum… Tylko czy uczucie może wykiełkować w takim miejscu?

„Księga snów”
to poruszająca historia balansująca między życiem a śmiercią, między strachem a spełnieniem. Nina George subtelnie, z wyczuciem i delikatnością prowadzi czytelnika przez narrację trzech związanych ze sobą osób, pozwalając czytelnikowi spojrzeć na te same fakty z różnych perspektyw. Nie brak tu miejsca na egzystencjalną refleksję, na chwilę zadumy nad kondycją współczesnego człowieka i nad tym, ile możemy zyskać, gdy pozbędziemy się strachu. Zresztą tam, po drugiej stronie nie jest chyba aż tak źle i można się tam z pomocą pewnych atrybutów szybko odnaleźć: Można zabrać ze sobą wszystko to, co za życia tak trudno było nam zatrzymać, to, co czujemy tylko przez chwilę, czasem w skrytości ducha. Można zabrać ze sobą szczęście. I miłość. Wszystkie najpiękniejsze godziny życia, światło niosące spokój, piękny zapach, śmiech i przyjaźń. Wszystkie pocałunki, najczulsze pieszczoty, śpiew. Wiatr, który smaga twarz i tango. Muzykę, szelest trawy, która jesienią pokrywa się w nocy szronem. Migotanie gwiazd, radość, odwagę i wielkoduszność. To wszystko można zabrać. To wszystko istnieje pomiędzy. Niech wasze serca nigdy nie będą puste... Zatem do zobaczenia!

Cytaty za: Księga snów, Nina George, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.

Ocena: 5/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Między światami. Na rozstaju dróg

poniedziałek, 27 lutego 2017

Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu - Joanna Jax

Joanna Jax. Pierwsza myśl – nie znam i chyba nawet nie chcę poznać, choć cenię sobie literaturę polską. Przyznaję zupełnie szczerze – nigdy nie słyszałam o tej autorce. Druga myśl – tytuł – „Zemsta i przebaczenie” – kolejna saga. Pewnie zwyczajna, może nawet naciągana, na 99% nudna. Nie mam ochoty. „Narodziny gniewu” (tom pierwszy) odkładam w nieskończoność. Często tylko na niego patrzę, ot tyle. Nawet okładka mnie nie zachęca, mimo że klimatyczna, jasna, intrygująca. Wreszcie zaczynam czytać. I… przepadam bez reszty. Nie mogę się oderwać od lektury. W tym momencie biję się w piersi – nie doceniłam twórczości pani Joanny. Zawiódł mnie mój własny, tak wprawiony czytelniczy nochal. Zwyczajnie mi wstyd. Pani Joanno, przepraszam…

„Zemsta i przebaczenie” to powieść obyczajowa osadzona w XX wieku. Akcja rozpoczyna się w 1915, w Chełmicach, gdzie poznajemy bohaterów z różnych warstw społecznych. Są to np. ofiary pierwszej wojny światowej, jak Ignacy Lewin, który stracił nie tylko nogi, ale i sens swojego istnienia, oraz jego rodzina: żona Anna i dwoje dzieci – Hanna i Emil. Jest także 16-letnia Alicja Rosińska, której dziadek jest krawcem, a dość postępowa babcia Alutka (zawsze marzyła o zostaniu projektantką mody) z całych sił wspiera ukochaną wnuczkę. Obie rodziny to ludzie żyjący bardzo skromnie, ciężko pracujący. Ale jest również Antoni Chełmicki, człowiek majętny, który lubi pieniądze i czerpie z ich wydawania przyjemność. Antoni robi interesy nie tylko z rodakami, ale także z Niemcami i Rosjanami - ma nosa do dobrych inwestycji. Najwyższym dobrem jest dla niego spokój i dobrobyt rodziny, a należą do niej: młodsza od niego o 20 lat ukochana żona Izabela (z domu Wołoszyńska) oraz syn Julian. To właśnie najmłodsze pokolenie staje się protagonistami tejże powieści. Bohaterami, których losy w niesamowity sposób są ze sobą połączone i na które ogromny wpływ wywrze ówczesna sytuacja polityczna…

Hanna Lewin kończy 20 lat i wciąż nie ma narzeczonego. Matka, przekonana, że życie po prostu trzeba przeżyć, najeść się do syta i mieć dach nad głową, decyduje, by wydać ją za mąż za Stefka Koniuszkę, miejscowego pijaka. Dla ambitnej dziewczyny zakochanej w żydowskim młodzieńcu, Jakubie Moselu, to koniec marzeń. A Hanka ma ambicje, by zrobić karierę w kulturze; śni o wielkim świecie, a nie bezbarwnym życiu na prowincji u boku prostaka i nieudacznika. Dziewczyna po niespodziewanej śmierci rodziców, błyskawicznie decyduje się na wyjazd do Warszawy. W tej ryzykownej wyprawie towarzyszy jej Alicja Rosińska, która pragnie tańczyć u Tacjanny Wysockiej (polskiej tancerki, choreografki, pedagoga i teoretyka baletu – jest to postać autentyczna). Los jest na szczęście dla przyjaciółek łaskawy. Hanka zostaje pieśniarką i śpiewa ówczesne szlagiery zbierając pochlebne recenzje. Alicja też robi to, co kocha - jest tancerką knajpianą i kabaretową. Wszystko układa się wyjątkowo dobrze. Kraj zdaje się rozkwitać. W stolicy królują kabarety i kawiarnie artystyczne, kręcą lekkie komedie. Kobiety interesują się modą i kinem, a mężczyźni - wyścigami konnymi. Ówczesny ideał kobiety to obdarzone seksapilem diwy w mocnym makijażu i w błyszczących sukniach, które oślepia[ją] zbyt dużą ilością brokatu. Tak, mężczyźni kocha[ją] takie kobiety jak Hanka Ordonówna, Pola Negri czy ekscentryczna Tamara Łempicka. Urodziwe dziewczęta z Chełmic również mają wielu adoratorów. Czasem zdarza im się wykorzystywać swoją urodę rzucając się w wir romansów, by zarobić dodatkowe pieniądze czy wzbogacić się o kosztowną biżuterię. Zresztą nie tylko one – w przedwojennej Warszawie rozwiązłe życie prowadzi wiele kobiet, a niektóre z nich bardzo sobie takie życie chwalą... Podczas gdy Alicja wciąż myśli o Julianie Chełmickim (zaręczonym z Adrianną Daleszyńską), jej przyjaciółka wychodzi za mąż za majętnego hrabiego Niechowskiego i zachodzi w ciążę. Ich dość spokojne, choć nieidealne życie, niszczy wybuch drugiej wojny światowej. Zmieniają się priorytety - życie złudzeniami, marzeniami i płonnymi nadziejami nie wchodzi już w grę. Teraz liczy się tylko (prze)życie, a radości szuka się w małych rzeczach. Szczęściem według Hanki jest budzić się rano i mieć wybór. A żeby móc wybierać, trzeba mieć pieniądze, jakieś umiejętności, które możesz wykorzystać, i wtedy możesz podejmować decyzje. Dobre, złe, nieważne. Ale własne. Ludzie żyją w nieustannym strachu: Niemcy pal[ą] całe wsie, rozstrzeliw[ują] dziesiątki mieszkańców lub zamyka[ją] w stodołach i podkłada[ją] ogień. Śmierć bardziej niż kiedykolwiek sta[je] się częścią życia i nikt nie zna[…] rodziny, która nie straciłaby kogoś bliskiego…

Podczas gdy Antoni Chełmicki uważa wojnę za idiotyczny sposób łechtania zbyt wybujałego ego, jego syn, Julian, odbywa szkolenia w Wielkiej Brytanii w desancie spadochronowym (uczy się: języków obcych, alfabetu Morse’a, rozpalać ognisko, zdobywać pożywienie - poluje na wiewiórki i króliki, budować szałasy, strzelać, cicho podrzynać gardła). By dotrzeć do ukochanego, Alicja daje się zwerbować wywiadowi brytyjskiemu oraz … wysoko postawionemu Niemcowi, Augustowi Grossowi. Tymczasem Hanna, osamotniona po wyjeździe męża, przypadkowo natrafia na bolszewika, Igora Łyszkina, przyjaciela Juliana, działającego w Komunistycznej Partii Polski, któremu marzy się kraj wzorowany na Związku Radzieckim. Tych dwoje zaczyna coś łączyć, ale nie na długo. Za sprawą Emila, brata Lewinówy, współpracującego z gestapo, który nie jest z nikim związany emocjonalnie i z nikim się nie liczy, sytuacja mocno się komplikuje. Hanka po jego donosie ląduje na Pawiaku i musi rozstać się z nowonarodzoną córką. Igor przepada bez wieści, Jakub Mosel trafia do getta, a Adrianna ląduje na ulicy…

Jak zakończą się losy tych młodych ludzi? Czy Alicji uda się dotrzeć do Wielkiej Brytanii i spotkać z ukochanym? Czy Hanka zdradzi Igora podczas okrutnych przesłuchań przy alei Szucha? Co stanie się z Adrianną, narzeczoną Juliana, z którą związał się Emil? I czy brat Hanki naprawdę jest nieślubnym dzieckiem Chełmickiego?

Joanna Jax stworzyła bardzo sugestywną powieść, z pełnokrwistymi bohaterami, którym historia skutecznie niszczy plany, nie pozwalając realizować swoich marzeń, cieszyć się powiększającą rodziną czy sukcesem zawodowym. Buzujące w nich emocje, hormony i uczucia, przeżywają podczas wojennej zawieruchy. Być może dlatego nie mają czasu ani sił, by analizować własne zachowania, bo kiedy ocierasz się o śmierć w każdej minucie swojego życia, nie myślisz o swoich błędach i o tym, co zrobiłeś w życiu źle. Żałujesz, że wielu rzeczy nie zrobiłeś… Z całego serca polecam Wam tę monumentalną sagę. To kawał porządnej literatury o sile miłości i przyjaźni, nienawiści i wielkiej namiętności - uczuciach, które bliskie są każdemu z nas.

Cytaty za: Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu, Joanna Jax, Videograf SA, Chorzów 2016.

Ocena: 5/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Pani Joanno – przepraszam…

sobota, 18 lutego 2017

Ostatnie wyjście - Federico Axat

Umysł to magiczna skrzynka. Pełna niespodzianek. Zawsze jakoś cię ostrzega. Daje ci możliwość ucieczki. Wskazuje ci drzwi wyjściowe… Thriller psychologiczny argentyńskiego inżyniera telekomunikacji, Federico Axata, „Ostatnie wyjście” dotyczy właśnie owej skrzynki. Nieprzewidywalna, tajemnicza, zaskakująca, ale przede wszystkim sugestywna - to przymiotniki najlepiej określające tę powieść. Potwierdzeniem moich słów niech będzie informacja, że została ona sprzedana do ponad trzydziestu krajów.

Historia od samego początku jest zagmatwana i wywołuje u czytelnika dreszcz emocji. Majętny Ted McKay, mąż i ojciec, jest nieuleczalnie chory (prawdopodobnie rak w stadium nieoperacyjnym) i nie chce już żyć. W idealnym do tego momencie, gdy jest sam w domu i jest gotowy, by ze sobą skończyć, zaczyna dzwonić dzwonek u drzwi wejściowych. Pojawia się w nich Justin Lynch, obcy człowiek (?), posiadający ogromną wiedzę na temat Teda. Postanawia namówić go do wstąpienia w szeregi pewnej tajnej organizacji, która rekrutuje ludzi takich jak on, żeby wymierzać sprawiedliwość. Chodziło o likwidowanie zbrodniarzy, którzy przez jakiś błąd systemu uniknęli kary. W zamian za to McKay ma zostać włączony w coś w rodzaju łańcucha samobójców - on również zostanie zamordowany, ale nie będzie musiał sam siebie zabijać, a jego córki nie nabawiają się traumy na całe życie jako dzieci samobójcy. Ted dość szybko przystaje na tę propozycję i bez oporów, błyskawicznie wręcz, pozbawia życia dwóch mężczyzn. Co ciekawe, prawie natychmiast zaczynają się wokół niego dziać dziwne rzeczy. Mężczyzna nieustannie w różnych miejscach widzi natarczywe, niszczycielskie oposy, których praktycznie nikt poza nim nie dostrzega. Podczas rozmowy z Laurą, swoją terapeutką (?), przyznaje się, że cierpi na okropne nudności i bóle głowy, prawdopodobnie miewa również halucynacje. Ma też luki w pamięci: Nie pamiętałem i nadal nie pamiętam prawie niczego z ostatnich dni. To są same fragmenty, bardzo niejasne, po części dlatego, że… Cóż, trochę trudno to wytłumaczyć… Po części dlatego, że na nie nakładają się inne. Zupełnie jakby ten rak wszystko ze wszystkim wymieszał… Podczas tych sesji z Laurą, Ted wraca wspomnieniami do dzieciństwa, kiedy grywał w szachy, gdy odkrył, że ojciec zdradza mamę, w konsekwencji czego doszło do rozwodu, itp. Kiedy ktoś włamuje się do domu Teda, niszczy mieszkanie, otwiera sejf i kradnie pieniądze, robi się niebezpiecznie. Gdy zaś jeden z mężczyzn, którego miał zabić Ted, żyje i ma się całkiem dobrze, a bliski śmierci jest tajemniczy Lynch, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Problemem jest również żona Teda, Holly, która też nie jest bez winy, a na dodatek niespodziewanie żąda od męża rozwodu… Przychodzi jednakże czas, kiedy zamknięte drzwi ludzkiego umysłu się otwierają, a niepełne rzeczywistości, w których obraca się główny bohater ulegają erozji…

Federico Axat funduje czytelnikowi thriller, którego głównym bohaterem jest ludzki umysł i jego tajemnice. Deformowanie rzeczywistości (lub takie jej przekształcanie, by stała się mniej bolesna), fałszywe wspomnienia mające silną realną podstawę czy układanie elementów rzeczywistości wedle swoich potrzeb, to tylko niektóre zagadnienia, których dotyka Argentyńczyk.

„Otwórz drzwi” to thriller z krwi i kości. Axat zwodzi nas co krok, kokietując przy tym pomysłowością. Powieść jest przepełniona aurą tajemniczości, zagrożenie jest wciąż realne, a zaskakujące rozwiązanie akcji następuje na sam koniec utworu. Gdyby nie kilka literówek i kalek językowych (za przekład odpowiada Barbara Jaroszuk), nie miałabym się do czego przyczepić. Polecam, warto podnieść sobie ciśnienie, gdy za oknem szaro i buro, a telewizja serwuje nam wciąż te same odgrzewane kotlety...

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Na granicy między dwoma światami

czwartek, 2 lutego 2017

Zwierzęta nocy - Austin Wright

"Zwierzęta nocy” Austina Wrighta to nie jest nowa książka. To reedycja powieści wydanej w 1993 roku pod tytułem „Tony i Susan”. Wydawca reklamuje ją jako arcydzieło literatury amerykańskiej. Przyznaję, że to dość odważne stwierdzenie, chyba zbyt patetyczne. Obecnie zrobiło się o niej głośno za sprawą filmu Toma Forda, który w listopadzie zeszłego roku zagościł na ekranach naszych kin. Czy warto wracać do powieści z XX wieku? Czy nie straciła na aktualności? Może lepiej sięgnąć po coś bardziej współczesnego?

Na wstępie trzeba nadmienić, że książka Wrighta ma konstrukcję szkatułkową. To powieść w powieści – zabieg znany w literaturze nie od dziś. Główną bohaterką jest Susan Morrow, która pewnego dnia otrzymuje od swego byłego męża, Edwarda Sheffielda, aspirującego pisarza, napisaną przez niego książkę - „Zwierzęta nocy”. Jak się okazuje z czasem, wbrew obawom Morrow, to dość dobry thriller. I choć Susan wiedzie dostatnie życie i ma nową rodzinę, myśli Edwarda przelane na papier burzą jej spokój. Dlaczego? To trudne pytanie, bo i odpowiedzi może być kilka. Tą najbardziej prawdopodobną jest, że Austin Wright wyraźnie daje do zrozumienia, jak wielką moc i siłę sprawczą ma literatura. Intryguje już sam proces czytania nadesłanej książki, zaś zaangażowanie Susan w akcję, jej współodczuwanie z bohaterami pozwala czytelnikowi podejrzeć, co się z nami dzieje podczas lektury, jak wpływa ona na czytającego, jego życie i jak skłania go do autorefleksji.

Faktem jest, iż Susan niechętnie zabiera się do czytania otrzymanej książki. Mając swoje poukładane nowe życie oraz wrażenie, że jest szczęśliwa, nie chce wracać do przeszłości: Problemem były stare wspomnienia, eksplodujące niczym wulkan, napawające bojaźnią i drżeniem. Cała ta zapomniana intymność, jego przedawniona wiedza na jej temat i to, co ona wiedziała o nim. Wspomnienie jego podziwu dla samego siebie, jego próżności, a także jego lęków – jego małości – które musi zignorować, jeśli ma podejść do lektury uczciwie. Jej emocjonalna więź z autorem, wspomnienia niełatwej relacji z Edwardem, a ostatecznie teraźniejszość mieszająca się z retrospekcjami i fikcją, sprawiają, że kobieta bardzo mocno przeżywa tę powieść i nieustannie zastanawia się, po co ją otrzymała. Tu warto nadmienić, że czytelnik również…

Kilka słów o tym, o czym traktuje powieść Sheffielda. Książka stworzona przez Edwarda to brutalny i trzymający w napięciu thriller o dramacie pewnej rodziny. Profesor Tony Hastings, jego żona Laura i córka Helen podróżują do letniego domku w Maine. Podczas podróży autostradą samochód prowadzony przez nieznanych mężczyzn próbuje zepchnąć ich z drogi. Kiedy rodzina zatrzymuje się, by wyjaśnić sprawę, bandyci porywają kobiety, a Tony’ego zmuszają do poprowadzenia auta w bliżej nieznanym kierunku. Z czasem profesor zostaje wyrzucony w lesie, a ślad po jego najbliższych się urywa. Okazuje się, że kobiety zostały brutalnie zgwałcone i zamordowane, a Hastings ma swoje za uszami... W tej książce nie ma przyszłości. Jej miejsce zajęła przemoc, zastępująca strach dreszczem, takim jak ten podczas jazdy kolejką górską. Nigdy nie zapominaj o tym, co może się wydarzyć – taką informację o „Zwierzętach…” otrzymuje Susan. Kobieta błyskawicznie zagłębia się w dramat tej rodziny, choć sama jest zaskoczona własnym postępowaniem – czyta i [z]daje sobie sprawę z dziwności tego, co robi teraz – czyta wymyśloną przez kogoś historię, która „[w]prowadza [ją] w jakiś osobliwy stan, przypominający trans, i pozwala komuś innemu [=Edwardowi] pokazywać sobie obrazy, które nie są rzeczywiste. Nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy ta opowieść czegoś ją uczy ani czy świat stanie się lepszy dzięki temu, że ona ją pozna. Dochodzi za to do smutnego wniosku, że bycie człowiekiem kulturalnym oznacza ogromną słabość… Czemu zatem „Zwierzęta nocy” aż tak ją poruszają i dlaczego bezpodstawnie (?!?) utożsamia się z Tony’m? Co powieść Edwarda ma z nią wspólnego? I czym jest – jego rozrachunkiem z przeszłością, odwetem na Susan za brak wiary w umiejętności twórcze Sheffielda czy osobistą zemstą za zdradę żony? A może jeszcze czymś innym?

Książka Austina Wrighta jest niejednoznaczna, bez wątpienia również trudna w odbiorze. Czytelnik lawiruje między dość spokojną, nostalgiczną opowieścią Susan o swoim życiu (przeszłym i teraźniejszym) oraz krwawą, budzącą grozę, napięcie, niepokój i strach historią Tony’ego i jego rodziny. Lektura tychże obarczona jest koniecznością ciągłego wypadania z rytmu i odnajdywania go ponownie. Pociechą, czy wręcz nagrodą, jest uczestniczenie w procesie tworzenia i oddziaływania literatury. Podobnie jak doświadczenie niemożności życia bez niej – zarówno jako twórca jak i odbiorca. Dla mnie „Zwierzęta nocy” pozostaną apoteozą przekazywania swych myśli na piśmie (choćby przez niespełnionego pisarza jakim niewątpliwie jest Edward), ocalania ich na przyszłość. Bo bez tego nie ma życia, bo [p]isanie jest jak widzenie, (…) a niepisanie jest ślepotą… Czyż nie?


Cytaty za: Zwierzęta nocy, Austin Wright, WAB, Warszawa 2016.

Ocena: 4+/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem:Pisanie to ocalanie słów na przyszłość. Czyżby?

środa, 11 stycznia 2017

Księga Potworów - Michał Rusinek

Michała Rusinka zna chyba każdy. Przede wszystkim z racji jego wyjątkowej pracodawczyni - Wisławy Szymborskiej, której to obowiązki sekretarza pełnił. Niestety, od śmierci laureatki Nobla Nobla minęły ponad cztery lata i aktywność zawodowa pana Michała, tudzież projekty, w które się angażował również uległy zmianie. Rusinek to literaturoznawca, tłumacz i pisarz. Co ciekawe, publikuje z powodzeniem także dla dzieci, a to już prawdziwe wyzwanie. Dziś słów kilka o tejże właśnie twórczości i najnowsza propozycja autora, pt. „Księga Potworów”. Sprawdzę, nie tylko czy będzie śmiesznie, czy może raczej strasznie, ale przede wszystkim dowiem się, czy nie jest to kolejna potworna książka dla naszych pociech jakich pełno na rynku…

Książka dla dzieci ma szczególne zadanie – kształtuje osobowość, rozwija wyobraźnię, uczy empatii i pokonywania lęków. To ostatnie zagadnienie idealnie wypełnia „Księga potworów” autorstwa wspomnianego wyżej Michała Rusinka. Jeśli dodam, że tę publikację zilustrował niezwykle utalentowany Daniel de Latour, laureat wielu nagród i wyróżnień w kategorii ilustracja dla dzieci, to macie zestaw idealny, jeśli idzie o literaturę dla najmłodszych. Mam na to dowody!

To, co od razu rzuca się w oczy biorąc „Księgę…” do ręki, to fantastyczny projekt typograficzny, zgodny ze wszystkim zasadami obowiązującymi przy projektowaniu książek dla dzieci. Po pierwsze publikacja jest graficznie bardzo kolorowa, urozmaicona i intrygująca dla młodego czytelnika. Widać ścisłą i doskonałą wręcz współpracę autora z ilustratorem. Ilustracje (całe mnóstwo ilustracji!) współgrają z tekstem, ale nie dublują się – wręcz przeciwnie. Na każdej stronie jest stosunkowo mała ilość tekstu, który został umieszczony na białym lub jaśniejszym (w porównaniu do ilustracji) tle, co zostawia dużo miejsca na dziecięcą fantazję. Tekst jest nowocześnie złożony, dobrze rozmieszczony, czytelny (!!!) nawet wtedy, gdy jest częścią ilustracji (albo niektóre jego fragmenty są fantazyjnie wlane). Co ważne – nic jej nie ujmuje. To bardzo trudne, by tekstu nie zepchnąć na margines bogatą formą graficzną, gdy prym wiedzie ilustracja. Podkreślam to, bo taki błąd często się zdarza w podobnych publikacjach. Pomyłką nie jest oczywiście brak paginacji, a kolejny wielki plus należy się za twardą oprawę (idealna dla dziecięcych rączek!) i świetny (bo grubszy!) papier. Warto zaznaczyć także, iż książka jest szyta - dzięki temu możemy mieć pewność, że powinna zachować dobrą formę na długo.

Co do treści - nie jest to moim zdaniem propozycja dla małych dzieci, bo tematyka może się okazać zbyt ciężka. Michał Rusinek przedstawia młodym czytelnikom całą plejadę potworów, w tym m.in.: Stracha, Bazyliszka, Centaura, Dżinna, Elfa, Gnoma (tekst z błędami ortograficznymi – koniecznie przeczytajcie!), Goblina, Gremlina, Harpie, Kikimorę (bardzo ciekawy utwór w formie deklinacji), Krakena, Minotaura, Nibelunga, Ogra, Orka, Potwora z Loch Ness, Rusałkę, Smoka, Sylfa, Syrenę, Trolla, Trytona, Uroborosa, Utopca, Walkirię, Wilkołaka, Yeti oraz Rusinki i Delatury (hmm, te dwa ostatnie brzmią nieco egzotycznie, prawda?). Bez wątpienia jest w czym wybierać! Na końcu książki znajduje się również (genialny!) Alfabetyczny spis Potworów wraz z objaśnieniami. Jest naprawdę świetny - nawiązuje do współczesnych filmów i bajek, a w powietrzu czuć mnogość inspiracji. Rewelacja!

Na koniec łyżka dziegciu – jest jedna rzecz, która nie przypadła mi do gustu. W tekście o Chimerze pojawia się słowo ‘cholera’. Podejrzewam, że trafiło tu dość przypadkowo, bo na gwałt potrzebny był rym. Ponieważ uważam, że książka ma być źródłem, z którego dziecko czerpie wzory językowe i ma ona zaznajamiać je z nowym słownictwem, tudzież poszerzać jego zasoby, należałoby wątpliwe słowa zastąpić innym. Rodzice powinni zawsze wybierać taką literaturę dla dzieci, która jest napisana lub tłumaczona ładną, poprawną (nigdy wulgarną!) polszczyzną. Więcej zarzutów nie mam.

Przy czytaniu „Księgi Potworów” dobrze bawi się zarówno rodzic, jak i dziecko. Dominuje w niej humor, pozytywne nastawienie do świata oraz dość wyraźna ekspresja mimiczna postaci (wielkie gratulacje dla pana de Latour). Warto przyzwyczajać nasze pociechy od początku, że książkę można traktować jako dzieło sztuki. To ważne, by od najmłodszych lat proponować im książki estetyczne, które przywracają wolność ich wyobraźni po disneyowskim koszmarze. „Księga Potworów” to pozycja, która zaprasza do zabawy, uwrażliwia na sztukę, promuje wychowanie estetyczne. Na koniec ostatnia, aczkolwiek niezwykle istotna kwestia. Jednym z zadań, jakie mają do spełnienia książki wobec dzieci, jest zwalczanie lęków i rozwiązywanie problemów. To właśnie książka może niekiedy pomóc pokonać dziecięcymi niepokoje, fobie czy strachy. Może także dawać odpowiedź na nurtujące pytania i rozwiewać wątpliwości. Owo posłannictwo „Księga Potworów” spełnia z nawiązką.
Szturmujcie księgarnie – to idealny, mądry i nieprzeciętny prezent dla Waszych dzieci. Z czystym sercem polecam Wam tę lekturę.

Ocena: 6/6-

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem:Potworna książka

wtorek, 13 grudnia 2016

Bracia Burgess - Elizabeth Strout

Elizabeth Strout, amerykańska pisarka, autorka bestsellera „New York Times” „Olive Kitteridge” (za którą dostała nagrodę Pulitzera w 2009 roku) to już marka sama w sobie. Nawet na naszym rodzimym rynku. Polacy pokochali ją za powieść „Mam na imię Lucy” i rozpływając się nad jej talentem liczyli na kolejne, przełożone na język polski, publikacje. Nakładem wydawnictwa Wielka Litera pod koniec września ukazała się powieść „Bracia Burgess”. Nie ma w niej ozdobników, przytłaczającej ilości stron i postaci, nie ma moralizatorskiego tonu i nie ma też nudy. A co jest? Czy polscy czytelnicy nie będą rozczarowani stylem autorki? Czy Strout znów okaże się dbającą o język, wnikliwą literatką, której cechą rozpoznawczą jest oszczędność w słowa i powściągliwość paradoksalnie wyrażająca tak wiele?

Tytułowi bracia to Jim i Bob, obaj związani z prawem, mieszkający w Nowym Jorku. Jest jeszcze siostra – Susan, bliźniaczka Boba, która zamiast ruszyć na podbój wielkiego świata, wybrała życie w ich niewielkiej, rodzinnej miejscowość - Shirley Falls w stanie Maine. Rodzeństwo nigdy nie było ze sobą zbyt mocno związane. Już na pierwszy rzut oka wiele ich różni: status materialny, charakter pracy, stan cywilny i usposobienie. Z czasem, w toku lektury, te kontrasty są coraz bardziej widoczne…

Jim Burgess jako dziecko był faworyzowany przez surową matkę. Przekonany o własnej wartości, szybko piął się po szczeblach kariery, niekoniecznie troszcząc się o drugiego człowieka. Ludzie chętnie pytali go o zdanie, występował w telewizji, wygłaszał wykłady. Najbardziej cieszyły go propozycje zawrotnych honorariów, bo dzięki nim nie był wreszcie zależy od majątku bogatej żony. Jim już od dziecka traktował ludzi z wyższością. Drwił z Boba, kiedy matki nie było w pobliżu i odnosił się do niego z pogardą. Nieustannie go prowokował, wyzywał, czerpał satysfakcję, gdy ukazywał mu swoją wyższość: Nic nie wiesz o mieszkaniu wśród dorosłych, ani w akademiku. Nic nie wiesz o opłatach za prywatne szkoły, od przedszkola poczynając, kończąc najwcześniej na college’u. Nic o gosposiach i ogrodnikach, nic o utrzymaniu żony, po prostu nic nie wiesz, ty skretyniały palancie. Jim w przeciwieństwie do niego wiedział wszystko – miał przecież żonę i dorastające dzieci...

Bob był rozwodnikiem, nie miał potomstwa, nie osiągnął też tak wiele jak Jim w pracy zawodowej, na dodatek miał problem z alkoholem. Był przeciwieństwem brata - lubiany i pomocny, wrażliwy na krzywdę bliźniego. Ludzie dobrze się z nim czuli, choć bywał bezradny i miał problem z odnalezieniem się w rzeczywistości. Pracował w wydziale apelacyjnym Legal Aid i udzielał pomocy prawnej. Był wyczulony na niesprawiedliwość losu. Życie Boba było naznaczone dramatycznymi wydarzeniami z dzieciństwa, kiedy to przez przypadek śmiertelnie potrącił własnego ojca. Ta tragedia sprawiła, iż Bob od dziecka żywił przekonanie, że jest popaprańcem i że do niczego się nie nadaje…

Życie Susan, podobnie jak brata bliźniaka nie było usłane różami. Gnębiona przez oziębłą matkę, która nie lubiła dziewczynek, straciła pewność siebie i odwagę, by realizować swe marzenia. Od siedmiu lat była rozwódką samotnie wychowującą syna, Zacha. Liczne niepowodzenia i problemy wychowawcze sprawiły, że Susan odsunęła się od ludzi i stała się niezwykle samotna (podobnie zresztą jak jej najbliższa rodzina…). Nie mogła się pogodzić z tym, że jej dziecko było inne niż sobie wyobrażała: [U]dawała i udawała, mając cień nadziei, że wszystko się wyprostuje. Zach dorośnie i stanie się sobą. Będzie miał przyjaciół i będzie korzystał z życia. Tak się jednak nie stało.

Pewnego dnia Bob zadzwonił do Jima z wiadomością, iż ich siostrzeniec, Zachary Olson, wrzucił do meczetu (podczas modlitwy w czasie ramadanu!) zamrożony łeb świni. W miasteczku rozpętała się burza – szukano sprawcy, obawiano się rozruchów, a w mediach zawrzało. To zdarzenie sprawiło, że Bob natychmiast wyruszył do Shirley Falls, by wspierać siostrę, a niedługo po nim dołączył do nich Jim, który starał się wyciszyć sprawę z uwagi na dużą grupę uchodźców z Somalii, z którymi niewielkie miasteczko nie mogło sobie poradzić. W obliczu nowych przeciwności rodzeństwo będzie próbowało zrozumieć swoją historię, zaakceptować wzajemne (bolesne) relacje, wyjawić skrywane od lat tajemnice i zatroszczyć się o przyszłość. Najważniejsze, iż będąc razem częściej niż dotychczas, okazując sobie wsparcie, szacunek i miłość, zapisywali nową, czystą kartę wspólnej drogi.

„Bracia Burgess”
to właściwie najzwyklejsza historia pewnej przeciętnej, amerykańskiej rodziny. Jest w niej jednak coś wyjątkowego. Coś, co sprawia, że czytelnik pochłania tę prozę zachłannie, wnika w nią i zaczyna snuć refleksję nad sobą. Tak, analizuje siebie i swoich bliskich przez pryzmat postaci stworzonych przez Elizabeth Strout. Autorka na przykładzie swych protagonistów ukazała nam, jak bardzo jesteśmy naznaczeni przeszłością, jak dalece determinuje ona naszą, niełatwą teraźniejszość i ile warte są relacje międzyludzkie.

Powieść jest bardzo prosta, jej fabuła zaś nieskomplikowana, wręcz powściągliwa. Autorce udało się oddać prozaiczne życie zwyczajnych ludzi, ich codzienne emocje, powszechne problemy, słowem – to, czego ja i ty doświadczamy w naszym życiu. Największą zaletą „Braci Burgess” jest zakorzeniona w niej prawda o ludzkich relacjach i emocjach. Co istotne - bez krzty moralizmu. Warto zwrócić uwagę na poruszony tu również wątek Somalijczyków, ich problemów z asymilacją, akceptacją wśród Amerykanów, strachem przed roznoszeniem chorób, etc. Ten aktualny obecnie temat udało się Strout bardzo dobrze wkomponować w fabułę, a umiejętne połączenie zagadnień dotyczących relacji między jednostką, rodziną i społeczeństwem, jest iście mistrzowskie. Życzmy sobie, by rok 2017 przyniósł nam jedynie tak dobre powieści obyczajowe, jak te wychodzące spod pióra Elizabeth Strout.

Cytaty za: Bracia Burgess, Elizabeth Strout, Wielka Litera, Warszawa 2016.

Ocena: 5/6

Tę książkę możecie zamówić tutaj: www.gandalf.com.pl/b/bracia-burgess, a ciekawe podpowiedzi co komu kupić na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia szukajcie tutaj: www.gandalf.com.pl/opis-promocji/pomysly-na-prezent/ Polecam gorąco!


wtorek, 29 listopada 2016

Ma być czysto - Anna Cieplak

Najnowsza książka Anny Cieplak, animatorki kultury i aktywistki miejskiej, pt. „Ma być czysto”, jest dla części z nas bezradnych, niekiedy niegodnych zaufania dorosłych, niczym wyrzut sumienia. To wołanie młodego człowieka, będącego w trudnym wieku, o pomoc, wsparcie, zrozumienie i miłość. Jest to również próba odnalezienia się w prowincjonalnej, zafajdanej Polsce, do której przeważnie nie mamy albo nie chcemy mieć dostępu. Cieplak snując tę historię przedziera się do skomplikowanego świata nastolatków (przeważnie dziewcząt), w którym oprócz modnych ciuchów, niezłego chłopaka przy boku czy fajnych zdjęć na Snapchacie, liczy się przyjaźń, poczucie wspólnoty czy matczyne ciepło. „Ma być czysto” to obiektywna, prawdziwa i szczera do bólu powieść, która mogłaby uchodzić za książkę o charakterze edukacyjnym. Mogłaby, lecz na szczęście nią nie jest.

[M]ieć piętnaście lat to jak mieć przed sobą perspektywę przynajmniej pięciu lat uporczywych zaburzeń urojeniowych, których nie da się niczym wyleczyć. Kompleks wyrasta na kompleksie i tylko co bardziej gruboskórni nie czują się jak gówno. Albo przynajmniej dobrze udają. Zapamiętujesz dokładnie każdą uwagę na swój temat i odtwarzasz ją w samotności, interpretując na sto sposobów. W takim właśnie wieku są główne bohaterki tej powieści. 15-letnia Oliwka opiekuje się swoim rodzeństwem, Sonią i Oskarem. Towarzyszy im we wszystkim niczym matka – codziennie ich budzi, ubiera, robi śniadania, itd. Zaś ta prawdziwa, dorosła, przebywa za granicą – pracuje tam i rzadko przyjeżdża do Polski. Dzieci, choć przyzwyczajone do ciągłej nieobecności mamy, w głębi duszy tęsknią za nią, za jej czułością, ciepłem, wsparciem w trudnych chwilach. Opiekę nad nimi dość nieudolnie sprawuje ich ojczym, który nieustannie przypomina Oliwce, że ma kuratora i że musi uważać, by jej nie odesłano do ośrodka jak młodej Urbańskiej…

Julka Sajak też ma 15 lat. Jest najlepszą przyjaciółką Oliwki. Obecnie mieszka z ojcem i jego trzynaście lat młodszą dziewczyną, Magdą. Wcześniej, kiedy mieszkała z mamą (Exelą), było jej naprawdę ciężko. Dzięki jej wygórowanym ambicjom ojciec latał z córką na wszystkie zajęcia dodatkowe: te w domu kultury, na basenie, na naukę gra na keyboardzie, na szachy i balet: Od poniedziałku do czwartku popołudnia małej były wypełnione jak kalendarz prezeski. I nie ma zlituj się, choroby nie wchodzą w grę, chyba że grypa żołądkowa. Kiedyś dzieci miały dwutygodniowe anginy, teraz mają kilkunastogodzinne biegunki. Czasy szybkie jak sraczka. Teraz w życiu Juli nadeszły inne czasy, ale to nie znaczy, że jest jej łatwiej…

Oprócz rodziców czy innych opiekunów zawodzą również nauczyciele/przedstawiciele organów państwowych. Łatwo oskarżają (Że demoralizacja, że opuszczone godziny w szkole, że brak nadzoru pedagogicznego, że opuszczanie zajęć w świetlicy kuratorskiej), zamiast rozwiązywać problemy czy wspierać swych uczniów/podopiecznych we wszelkich trudnościach. Bywa i tak, że zamiatają problemy pod dywan. Choćby wtedy, kiedy mają świadomość, gdzie młodzież pali papierosy i dlatego wolą się tam nie pojawiać. Gorsze jest tylko to, gdy okazuje się, że prawo nie traktuje młodych jednakowo. W zależności od tego, w jakiej sytuacji życiowej/materialnej, etc., znajduje się dany delikwent, prawo dobiera odpowiednie środki, choć niekoniecznie są one sprawiedliwe…

Anna Cieplak w swej przejmującej powieści zwraca uwagę na ogromną rolę mediów społecznościowych w życiu młodzieży. Dzięki różnym portalom można dowolnie kreować swój wizerunek lub ocenić kogoś choćby tylko na podstawie jego profilu, zamieszczanych na nim zdjęć, wpisów, itd. W internecie można również publikować rzeczy, które pozwalają zaistnieć wśród rówieśników i zebrać lajki (niekiedy za rzeczy absurdalne), które mogą skutecznie poprawić samoocenę młodego człowieka: Po drodze jeszcze sprawdzi powiadomienia na necie. Kto co jej polubił, skomentował, gdzie ją otagował. Dodała na Snapchata zdjęcie z przystanku autobusowego. #busmiuciekl. Wydaje się niekiedy, iż życie wirtualne jest dla bohaterek Anny Cieplak ważniejsze niż to tu i teraz: [Julka] już miała transfer danych, więc bardziej była w smartfonie niż w szkole. Do tego dochodzi oczywiście kwestia wyglądu – dziewczyny pożyczają sobie ubrania, zbierają kasę na kosmetyki, bo doskonale wiedzą, że odpowiednia stylizacja odgrywa ogromną rolę, jeśli chce się na kimś wywrzeć wrażenie.

To, co pozwala idealnie wpasować się w klimat biednej, zapomnianej, menelskiej prowincji (miejsce akcji: Ząbkowice), która pachnie meliną, wyuzdaniem i nieudolnością, to bez wątpienia stylizowany język. Autorka trafiła w sedno – nie przerysowała postaci, nie ośmieszyła ich ze względu na sposób i styl wypowiedzi. Być może to zasługa miejsca, w którym pracuje (od 2009 zajmuje się dziećmi i młodzieżą w Świetlicy Krytyki Politycznej "Na Granicy" w Cieszynie) i wykształcenia (jest absolwentką pedagogiki na Uniwersytecie Śląskim, poza tym prowadzi projekty animacyjne i edukacyjne). Cokolwiek by to nie było – wyszło wiarygodnie. Oto jeden z wielu przykładów: Miała już po dziurki w nosie tego pierdolenia Pani-Zbawiam- Świat. Ona sobie pójdzie ze swoją kremową torbą do domu, do dzieci, zakupów w Internecie, a Oliwka zostanie i tak sama ze schodami, Chomikiem i dziećmi na chacie. Czego chce? O chuj pyta? Dokąd zmierza?

Zapłakana piętnastolatka wymaga więcej współczucia niż wyjące dziecko. Takie poryczą i zapomną, a dziewczyna, która ma okres, przetłuszczające się włosy i chłopaka dziewiętnastolatka? Jej smutek ma coś wspólnego z nieskończonością, leży zresztą zwinięta w kłębek, jakby na moment wróciła do stanu prenatalnego. To prosta prawda, o której my dorośli często zapominamy fundując naszym dzieciom, uczniom czy podopiecznym niezłe piekiełko. Przesuwając odpowiedzialność na młodych, zmuszamy ich do pełnienia ról, do jakich nie dojrzeli (podobnie jak niektórzy dorośli nie dorośli do posiadania dzieci…) Ta smutna diagnoza współczesnego świata nastolatków, świata, który zmienia się w błyskawicznym tempie, który nie zdaje egzaminu wobec młodego, zagubionego człowieka, jest dla nas wskazówką, by zmienić tok rozumowania, by doskonalić przepisy prawne i działanie instytucji państwowych i z obecnego poziomu gimbazy przejść choćby o jeden level wyżej.

Cytaty za: Ma być czysto, Anna Cieplak, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016.

Ocena: 6/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: "Czasy szybkie jak sraczka" – jak żyć?

środa, 16 listopada 2016

Dzielnica występku - Mario Vargas Llosa

„Dzielnica występku”, jeśli idzie o tematykę powieści, ma w sobie wszystko to, z czego Mario Vargas Llosa jest powszechnie znany. Są tu polityka, seks, piękne kobiety i misterne intrygi, wreszcie są też przemoc i denat. Warto podkreślić wulgarny język i śmiałe słownictwo oraz odrażające dziennikarstwo. To taka krótka zapowiedź tego, co nas czeka już za chwilę.

Miejscem akcji jest pogrążona w potężnym kryzysie Lima lat 90. Zamachy i porwania Świetlistego Szlaku i MRTA, Ruchu Rewolucyjnego imienia Tupaca Amaru, eksplozje bomb, morderstwa, porwania, to rzeczywistość limian za rządów reżimu Alberta Fujimoriego. W tej trudnej sytuacji politycznej każdy radzi sobie jak może. Jedni popadają w konflikty z prawem, inni w namiętności, a jeszcze inni próbują w tych ciężkich czasach ugrać coś dla siebie niszcząc przy okazji drugiego człowieka. Peru szuka rozrywki i staje się krajem plotkarzy. Chcemy znać sekrety innych ludzi, a najchętniej te łóżkowe. Innymi słowy i za przeproszeniem, wiedzieć, kto się z kim pieprzy i w jakiej pozycji. Wtykać nos w intymne sprawy znanych osób. Możnych, słynnych, ważnych. Polityków, przedsiębiorców, sportowców, śpiewaków, i tak dalej, szczerze wyjaśni jeden z dziennikarzy. W takiej oto scenerii Llosa przedstawia nam głównych bohaterów swojej najnowszej powieści. Dwa zamożne, powszechnie szanowane małżeństwa, Marisę i Enrique (dla przyjaciół Quique) Cárdenas oraz Chabelę i Luciano Casasbellas.

Pewnego dnia do poukładanego, nieprzyzwoicie bogatego świata Quique’a wkracza odrażający Rolando Garro. To właściciel tygodnika „Destapes”, dzięki któremu [c]ałe Peru (…) mogło zaspokoić chorobliwą ciekawość, apetyt na plotki, odczuć tę niezmierzoną rozkosz, jaką daje miernocie, czyli przeważającej części ludzkości, świadomość, że sławni, szanowani, celebrowani, przyzwoici są ulepieni z takiego samego nędznego błota jak wszyscy inni. Garro przynosi ze sobą plik zdjęć pana Cárdenasa, przedstawiających go w niekorzystnym świetle i zaczyna szantażować go ich publikacją. Biznesmen nie ugina się, a fotografie z jego podobizną szybko trafiają na pierwszą stronę szmatławca tegoż szantażysty wywołując skandal obyczajowy. Od tego momentu zaczyna się walka nie tylko o dobre imię, ale i o wpływy na najwyższym szczeblu. Nie obędzie się bez trupa, nietrafionego wyroku i przemocy. Żeby nie było zbyt drastycznie, Llosa dorzucił częste igraszki w łóżku. Tym razem jednak więcej miejsca poświęcił miłości, tudzież eksperymentom dwóch przyjaciółek, ewentualnie trójkątowi erotycznemu aniżeli tradycyjnie rozumianym namiętnościom damsko-męskim. Bez wątpienia nie każdemu ten wątek przypadnie do gustu, choć noblista znany jest z zamiłowania do opisywania zbliżeń seksualnych. Zdaje się jednakże, iż nie one są w tej książce najistotniejsze.

To, co bez wątpienia wyróżnia tę powieść, to zwrócenie oczu czytelnika na dziennikarstwo, na tendencje w nim panujące i gusta czytelnicze oraz konsekwencje jego stabloidyzowania. Brukowce, tabloidy czy inne szmatławce bardzo często niszczyły reputację swoich przeciwników politycznych w Limie. Jak trafnie podsumował Rolando Garro, [t]en rodzaj dziennikarstwa sprzedaje się najlepiej i jest najbardziej nowoczesny w dzisiejszym świecie (…). Pełne golizny, wulgaryzmów czy plotek, stanowią idealne miejsce na upublicznienie wstydliwych sekretów ludzi. Zaś ich wydobywanie na światło dzienne dziennikarzom czy redaktorom naczelnym przysparzało satysfakcji zawodowej i osobistej. Często to właśnie mierny artykuł w podrzędnej gazecie był w stanie zrujnować komuś karierę lub skutecznie zneutralizować opozycję za czasów Alberta Fujimoriego.

„Dzielnica występków” pełna jest podstępnej polityki, złego dziennikarstwa, wyuzdanego seksu i niebywałego okrucieństwa. To oblicze Limy z lat 90. ubiegłego wieku, kiedy Mario Vargas Llosa mierzył się z Albertem Fujimorim w drugiej turze wyborów prezydenckich. To fikcyjny świat literacki, który zaskakująco dużo ma wspólnego z tym rzeczywistym, co u czytelnika wywołuje gęsią skórkę. Na koniec krótki cytat dla dziennikarzy oraz redaktorów mający na celu uświadomienie, jak ważna jest wolność słowa i dający odpowiedź, dlaczego warto dla niej wszystko postawić na jedną szalę: [B]ez wolności słowa i krytyki władza może popełniać wszelkie nadużycia, zbrodnie, rozboje, takie jak te, które zaciemniły naszą najnowszą historię. I z miłości do prawdy i sprawiedliwości, wartości, dla których dziennikarz powinien być gotów poświęcić wszystko, nawet życie.

Cytaty za: Dzielnica występku, Mario Vargas Llosa, Znak, Kraków 2016.

Ocena: 5/6

Tę książkę możecie zamówić tutaj: www.gandalf.com.pl/b/dzielnica-wystepku a wszystkie inne, w tym m.in. wyjątkową promocję '1000 pomysłów na prezent' znajdziecie tu: www.gandalf.com.pl/opis-promocji/pomysly-na-prezent/ Polecam gorąco!


środa, 26 października 2016

Nie jesteś sobą - Michaelle Wildgen

„Nie jesteś sobą” amerykańskiej pisarki, Michaelle Wildgen, to książka trudna, bo opowiadająca o blaskach i cieniach prawdziwego życia. Życia, które zamiast cieszyć, daje mocno w kość i podcina skrzydła. To historia przyjaźni dwóch, obcych sobie początkowo, kobiet, której nikt nie oczekiwał, a której narodziny dały im wielką moc, choć nie doprowadziły, niestety, do happy endu…

Evan i Kate są szczęśliwym małżeństwem. Początkowo ich życie jest pasmem sukcesów: piękny dom, dobra praca, wierne grono przyjaciół. Z czasem pojawia się jednakże problem nie do przeskoczenia - choroba. U Kate lekarze wykrywają stwardnienie zanikowe boczne. Z przedsiębiorczej biznesmenki, idealnej pani domu, podziwianej przyjaciółki i szanowanej sąsiadki, staje się unieruchomioną (obecnie porusza się na wózku) i skazaną na pomoc innych (ma m.in. problemy z mówieniem, jest karmiona dojelitowo), schorowaną kobietą. Do opieki, początkowo jedynie na czas wakacji, zostaje zatrudniona sympatyczna studentka o imieniu Becky (w skrócie nazywana Bec). 21-letnia dziewczyna, której życie też pozostawia wiele do życzenia. Wplątana w beznadziejny romans z żonatym mężczyzną (na dodatek wykładowcą akademickim), bez pomysłu na przyszłość, stale imprezująca, by zagłuszyć wyrzuty sumienia i gorzkie refleksje na temat swojej egzystencji. To przyjaciółka Bec, Jill, namawia ją na przyjęcie posady u Kate. Przekonuje, że to dobra szansa, by zmienić coś w swoim życiu, a poza tym taka praca (nieustanna pomoc drugiej osobie) może dać jej wreszcie satysfakcję. I choć Bec nie jest świadoma, jak wygląda opieka nad osobą niepełnosprawną, jak wygląda dzień z chorym na SLA, przystaje na tę propozycję.
Dziewczyna ma za zadanie ogarnąć ogólne sprawy umożliwiające poruszanie się i komunikację. A więc pomoc Kate na przykład: podczas kąpieli, korzystania z toalety, mycia zębów, itp. Żadne skomplikowane zabiegi medyczne nie są wpisane w jej zakres obowiązków, ale mimo to nieustannie pojawiają się trudności innego rodzaju: niezręczności w kontaktach czy zwykła niewiedza. Becky spędza w domu Evana i Kate coraz więcej czasu, przy okazji mając także możliwość poznać przyjaciół tej pary, ich zwyczaje, problemy, itd. Ku jej wielkiemu zdziwieniu szybko okazuje się, że Evan nie radzi sobie z bolesną rzeczywistością i pewnego dnia bez zbędnych słów opuszcza swą schorowaną żonę, zupełnie nie przejmując się jej stanem. Tym samym Kate może polegać jedynie na Bec, z którą coraz bardziej zacieśnia więzy przyjaźni. Ta szczerze współczuła Kate, choć ona [n]ie lubiła roztkliwiania. Miała rację. Nie musiała martwić się o zdrowie. Cierpiała na chorobę Lou Gehriga od prawie trzech lat, a wielu umierało po dwóch latach od diagnozy. W pewien sposób mogła robić wszystko… Zamiast się załamać, kobieta zaczyna realizować swoje plany i cieszyć się każdą chwilą, jaka jeszcze jej pozostała. Kupuje piękny dom, urządza go, popala jointy z Bec, a niekiedy jada niezdrowe jedzenie przygotowane przez przyjaciółkę. Żyje według własnych zasad, pogardza współczuciem, nie chcąc brać jedynie tego, co jej dawano. Podejście Kate nie do końca odpowiada rodzicom Bec, którzy uważają, że wykorzystuje ich córkę i że to ona sama powinna ponosić konsekwencje swoich decyzji (np. odejście męża), zamiast obarczać troskami ich dziecko. Tymczasem przedsiębiorcza studentka angażuje się coraz bardziej w życie swej pracodawczyni. Czuje się z nią dobrze, przyjmując nieświadomie jej styl bycia. Ku wielkiemu zaskoczeniu – Bec towarzysząc ciężko choremu człowiekowi znajduje wreszcie to, czego szukała – odnajduje siebie, jasny cel w życiu i nową pasję. Każdego dnia (z czasem także każdej nocy…) czuwając przy Kate, jest naocznym świadkiem pogarszającego się jej stanu zdrowia. Te niezwykle trudne momenty wiążą je ze sobą tak mocno, że kobiety nie mają oporów, by wyjawiać sobie najskrytsze tajemnice, nawet te dotyczące własnej seksualności. Kate ma jednakże coraz mniej czasu i chce odejść z tego świata na własnych warunkach. Czy Bec będzie w stanie jej w tym pomóc? Czy ich przyjaźń wytrzyma tę próbę?

„Nie jesteś sobą” to powieść, która od początku intryguje, niepokoi, wzbudza refleksję. Czytelnik czuje napięcie już od pierwszych zdań. To nie jest lektura miła i przyjemna. Niewiele jest tu momentów naprawdę radosnych czy skłaniających do śmiechu. Przytłacza ciężar nieuleczalnej choroby, trud opieki i nieporadność opiekunów, która fizycznie sprawia ból czytającemu. To książka ważna (gratulacje dla autorki za odwagę!), bo łamie tabu m.in. opowiadając o seksualności osób niepełnosprawnych. Intymność, poczucie wstydu połączone z dojrzewaniem do pełnienia nowych ról i czerpaniem radości z życia zawsze i wszędzie, tworzą barwny kolaż prawdziwych emocji, które są główną siłą tej książki. Polecam wszystkim tym, którzy mają odwagę sięgnąć jesienią po nieco mniej optymistyczną literaturę.


Cytaty za: Nie jesteś sobą, Michaelle Wildgen, Marginesy, Warszawa 2016.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy.