środa, 31 sierpnia 2016

Cztery rzęsy nietoperza - Hanna Kowalewska

W „Czterech rzęsach nietoperza”, szóstym tomie bestsellerowego i uwielbianego przez czytelników cyklu o Zawrociu, Hanna Kowalewska kreśli portret małej społeczności, w której główni bohaterowie muszą się zmierzyć z przeciwnościami losu i walczyć o swoje szczęście. Zmagają się również z samymi sobą, z własnymi lękami, niepewnościami, ograniczeniami oraz ludźmi, którzy chcą zniszczyć ich miłość. Narratorką zostaje Matylda, która relacjonuje bieżące wydarzenia zmarłej babce, dzięki której dworek i cała posiadłość znalazły się w jej rękach. W tej powieści, której daleko do sentymentalnych czy ckliwych romansideł, najbardziej przypadł mi do gustu poetycki styl autorki. Poza tym warto od razu zaznaczyć, że zarówno postaci jak i fabuła są dopracowane, co pozwala czytelnikowi przez ponad sześćset stron przejść bezboleśnie.

Nadchodzą jesienne, mgliste i mroczne dni. Zakochani nie zdążyli się dobrze poznać ani ułożyć swoich spraw, a już muszą się rozstać. Paweł jedzie do Ameryki, by spotkać się z producentem filmu, do którego napisał muzykę. Poza tym musi porozmawiać z rodzicami o swoim nowym związku i planach na przyszłość. Tymczasem ciężarna Matylda zostaje sama w Zawrociu i już od pierwszych stron powieści musi stawić czoła mrożącym krew w żyłach knowaniom. Telefony z pogróżkami, przyczepiona do klamki ropucha pachnąca Chanel No.5, papuga z poderżniętym gardłem czy ociekający czerwonym atramentem nietoperz, to tylko preludium do tego, co ją czeka. Żadna z najbliższych osób nie popiera związku Maty i Pawła. Także znajomi chłopaka nie akceptują nowej dziewczyny i nie potrafią zrozumieć, jak mógł pozwolić wykiełkować temu uczuciu. Mają za złe Matyldzie, że owinęła sobie ich przyjaciela wokół palca i że to przez nią odsunął się od nich. Jego siostra, Emila, też nie może sobie poradzić z wyborem brata. Nie wystarczyło jej spalenie fortepianu-teraz knuje nowe intrygi, które zachęciłyby młodą właścicielkę Zawrocia do powrotu do Warszawy i skutecznie zniechęciły ją do Starskiego. Jest jeszcze na podorędziu kilka starych miłości Pawła i związanych z nimi pikantnych wspomnień. To wszystko sprawia, że dookoła pełno jest negatywnych uczuć. Na szczęście Maty to osoba, która potrafi szybko otrząsnąć się z przykrych sytuacji i z nadzieją patrzeć w przyszłość, mimo że los jej nie oszczędza i że wciąż musi radzić sobie sama. I choć narratorka nie ma zbyt wielu znajomych w miasteczku, jest nieustannie porównywana do babki Milskiej, staje się ofiarą wielu plotek, a na dodatek zdaje się kompletnie nie pasować do tego małomiasteczkowego społeczeństwa, nie załamuje się. Stara się pozyskać sympatię otoczenia i krok po kroku, ostrożnie, próbuje nawiązać kontakty towarzyskie, co stanowi nie lada wyzwanie. Ma dość kontaktu jedynie z Jóźwiakami i psami (choć bez wątpienia bez nich byłoby dużo gorzej!), pracy przy tłumaczeniach, czytania, a przede wszystkim nieustannego rozmyślania i dzielenia włosa na czworo. Chce działać, by stworzyć dla ‘Fasolki’ i narzeczonego cudowny, pełen ciepła i miłości dom. Bez problemu nawiązuje nić porozumienia z kuzynką Ewą, młodą mamą, która nieraz okaże jej prawdziwe wsparcie. Matylda bardzo go potrzebuje. Jest w ciąży, w jej ciele buzują hormony. Kobieta bardzo przeżywa, że z każdym dniem zmienia się nie tylko jej psychika, ale i ciało. Kiedy Paweł wróci, nie będzie już wyglądała tak jak wcześniej. Jest już psychicznie gotowa na zmianę życiowej roli, ale swoją wspólną drogę zakochani będą musieli zacząć już w zupełnie innym miejscu. Czy Paweł jest na to przygotowany? Z poprzednich części cyklu wiemy, że Maty ma apetyt na życie i seks, jest pewna siebie i ciekawa świata. W szóstym tomie będzie miała wiele okazji, by wykazać się również uporem w dociekaniu prawdy i próbować walczyć z okrutnymi intrygami i stalkingiem. Czy jej wojna zakończy się sukcesem? Czy zły los/źli ludzie rozdzielą zakochanych? Jak zakończy się ten pełen zawirowań i zaklętego kręgu zranień tom?

„Cztery rzęsy nietoperza” to poruszająca powieść o dojrzewaniu do różnych życiowych ról. To historia pełna intryg, zdrad i tęsknoty, ale również nienawiści i zazdrości. To opowieść o ludziach z krwi i kości, którym zdarza się popełniać błędy. To także rzecz o intrygujących, mocnych kobietach, które nigdy się nie poddają, ale walczą za wszelką cenę wszystkim dostępnymi sposobami. To dobrze, bo wciąż brakuje polskiej literatury, która pomogłaby Polkom zacząć wierzyć we własne możliwości, dodającej im pewności siebie i uczącej radości z każdego dnia.

Cztery rzęsy nietoperza, Hanna Kowalewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

Ocena: 4/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Zaklęty krąg zranień

czwartek, 25 sierpnia 2016

Wszystkie śmierci dziadka Jurka - Matthias Nawrat

Wszystkie śmierci dziadka Jurka” to trzecia powieść w dorobku 37-letniego Matthiasa Nawrata, ale pierwsza jak dotąd opublikowana w Polsce. Autor jako dziesięciolatek przeprowadził się z rodzicami do Niemiec, gdzie obecnie z powodzeniem tworzy i zdobywa liczne nagrody literackie. Jego najnowsza książka powstała m.in. po to, by historie życia dziadków zachować dla potomności. Nie jest to jednakże powieść biograficzna, choć bez wątpienia jest oparta na faktach. By ją uwiarygodnić autor wrócił do kraju, który kojarzy z dzieciństwa - jeździł po Polsce, rozmawiał z ludźmi, próbował poczuć klimat swojej ojczyzny, etc. Efektem owych podróży jest omawiana właśnie publikacja. Zapraszam Was w podróż po XX-wiecznej Polsce, w której co rusz tragizm miesza się z komizmem, a nad wszystkim czuwa tytułowy bohater, (po)ważny dziadek Jurek...

Dziadek Jurek umierał wiele razy: nocą na ulicach okupowanej Warszawy, kiedy wpadł w ręce niemieckich żołnierzy; w Auschwitz; w zniszczonym przez wojnę Opolu oraz gdy jego córka zakochała się w synu opozycjonistów, który chciał ja porwać do Kanady. Zanim umarł naprawdę, mieszkał w Opolu, robił błyskotliwą karierę i z wielkim zaangażowaniem opowiadał swoim wnukom przeróżne historie z własnego życia. Krótko przed śmiercią przykazał im, by niczego z nich nie zapomnieli. Pierwszoosobowy narrator konsekwentnie się do tego stosuje i relacjonuje czytelnikowi to, czego się za młodu nasłuchał: o dzieciństwie dziadka w Warszawie, o mieszkaniu na Woli oraz o jego ulubionym miejscu - księgarni Gebethner i Wolff na Krakowskim Przedmieściu prowadzonej przez pana Mikulskiego. Jest też relacja z Zielonki pod Warszawą, kiedy młody Jurek pomagał przy wykopkach i spotykał się z kuzynką bez jednego oka. Z czasem jednak te wspomnienia stają się coraz poważniejsze – pewnego dnia dziadek i jego towarzysze z fabryki świec zostają zabrani pociągiem do Oświęcimia, gdzie doświadczają ‘odwracania rzeczy’ oraz przykrego stanu, w którym człowiek [jest] przez cały czas martwy, mimo że przez cały czas wierzy […], że żyje (…). Dziadek Jurek na szczęście przeżyje obóz koncentracyjny i szczęśliwie wróci do Warszawy, gdzie będzie świadkiem akcji zbrojnej w getcie oraz powstania warszawskiego. Później, po wojnie, zdaje się już być zdecydowanie lepiej. Np. kiedy zostaje kierownikiem filii sklepu spożywczego nr 6, dyrektorem największego domu towarowego w Opolu „Raj” przy Krakowskiej czy dyrektorem ośrodka wczasowego w Turawie. To właśnie za sprawą barwnego życiorysu dziadka Jurka czytelnik ma okazję poznać ówczesne polskie realia.

Największą zaletą tej powieści jest umiejętne wplatanie tragicznej historii Polski z czasów wojny oraz komunizmu i zgrabne połączenie jej z humorem, tak by nie zamęczyć czytelnika (przede wszystkim niemieckiego) ciężką tematyką. Jest tu więc ‘sławny niemiecki polityk z wąsikiem jak Charlie Chaplin’ (a nie Adolf Hitler) i ‘światowej sławy radziecki mąż stanu w białej kelnerskiej marynarce’ (Józef Stalin). Nawrat wspomina o Bierucie i wprowadzonych przez niego zmianach, o Jaruzelskim i stanie wojennym, o Solidarności i wizycie Jana Pawła II w Polsce. I choć te retrospekcje mają niestety szary kolor (Spojrzenia w oknach – szare. Apel na szkolnym dziedzińcu – szary. Kolejka do punktu sprzedaży drobiu w przejściu między blokami 24 i 26, kurczaki wiszące głowami w dół na hakach przy ścianie – szare), dzięki błyskotliwości Matthiasa Nawrata zaczynają nabierać rumieńców.

„Wszystkie śmierci dziadka Jurka” to przykład powieści, w której pisarz prowadzi inteligentną grę z inteligentnym czytelnikiem. Od początku uderza wiara w człowieka, jego siłę, moc pozwalającą przekraczać granic i ostateczne zwycięstwo. Bo choć dziadek Jurek umierał kilkukrotnie, to za każdym razem się podnosił, by walczyć dalej. By smutną, szarą rzeczywistość z uporem maniaka raz po raz kolorować. Piękne jest w życiu to, powiedział nam kiedyś [dziadek], że człowiek, gdy mu się zdaje, że znalazł się w najczarniejszej sytuacji bez wyjścia, dostrzega nagle nad sobą kosmos z miliardami słońc i planet. A ten kosmos nosimy tak naprawdę w sobie, między ciałkami krwi i w myślach, w każdym wspomnieniu, jakie w nas tkwi. I to właśnie sprawia, że człowiek zawsze nosi w sobie wszystko, co wydarzyło się dotychczas w miejscu, w którym żyje. Oto owa moc człowieka i jego wspomnień…

Cytaty za: Wszystkie śmierci dziadka Jurka, Matthias Nawrat, Czarna Owca, Warszawa 2016.

Ocena: 5/6

Tę książkę możecie zamówić tutaj: www.gandalf.com.pl/b/wszystkie-smierci-dziadka-jurka a wszystkie inne, w tym m.in. ostatnie wakacyjne nowości znajdziecie jak zwykle na: www.gandalf.com.pl Polecam gorąco!


poniedziałek, 27 czerwca 2016

We mgle - Linn Ullmann

„We mgle” norweskiej dziennikarki i pisarki, Linn Ullmann, to powieść, która ciągle jest we mnie, choć minęło już kilka tygodni od zakończenia lektury. Książka ze skromną okładką, wydana bez nachalnej promocji, wkradła się do mojego serca i zostanie w nim na zawsze. To zasługa melancholijnego klimatu i minimalistycznego stylu charakterystycznego dla surowej Skandynawii. Połączenie to sprawia, że cała uwaga czytelnika kierowana jest na postaci, które muszą poradzić sobie z sytuacją graniczną. Jaką? Dlaczego? Z jakim skutkiem? Odpowiedzi na (niektóre) pytania znajdziecie poniżej.

Jon Dreyer i jego żona Siri mają dwoje dzieci – Almę (12 lat) i Liv (5 lat). Siri prowadzi restaurację, Jon nieustannie (i co ważne - bezskutecznie) pisze swoją trzecią powieść. Są zabiegani, brakuje im czasu dla siebie nawzajem oraz dla córek. Pewnego dnia dochodzą do wniosku, że potrzebują kogoś do opieki nad dziećmi, by mogli się realizować. Wybór pada na młodziutką i urodziwą 19-letnią Mille. Dziewczyna jest chętna do pracy i szybko zdobywa sympatię swoich podopiecznych oraz pana domu, który wyraźnie ją intryguje. Siri przeciwnie – nieustannie ma do Mille uwagi, krytykuje ją, jest niezadowolona z jej działalności w ich domu i najchętniej by się jej pozbyła. Niestety, jej pretensje najczęściej są bezpodstawne i ewidentnie powoduje je coś z przeszłości: Było coś w tej dziewczynie – może spojrzenie – co przypominało Siri o niej samej w tym wieku. Nie chciała do tego wracać. Uśmiechnęła się (zamiast oddychać), myśląc, w jaki sposób się z tego wyplątać. Jon miał rację. To był zły pomysł. Bardzo, bardzo zły. Pewnego dnia, po przyjęciu, które pani Dreyer organizuje dla swojej matki z racji jej 75-tych urodzin, Mille znika bez wieści. Mimo dużego zaangażowania gazet, TV, policji i znajomych sprawy nie udaje się szybko wyjaśnić. Dopiero po dwóch latach przypadkowo zostaje odnalezione zmasakrowane ciało dziewczyny. Kto dopuścił się tego haniebnego czynu? Czy sprawcą był ktoś z pracodawców młodej kobiety? Dlaczego matka Mille nieustannie nęka Jona smsami? A przede wszystkim - czy można było tej śmierci uniknąć? Czy ktoś mógł uratować atrakcyjną Mildred?

Ot, streszczenie fabuły „We mgle”. Autorka nie analizuje samej zbrodni (choć krótki opis gwałtu wywołał u mnie gęsią skórkę), nie przeprowadza drobiazgowego dochodzenia – skupia się na ludziach, którzy żyją i muszą poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Jest to coś, co rozkłada czytelnika lubującego się w psychologii na łopatki. Przy okazji tej makabrycznej zbrodni na jaw wychodzą mroczne sekrety, rodzinne niesnaski, dawne przewinienia. Śmieć tej młodej, obcej Dreyerom dziewczyny, zmusza ich do konfrontacji z własnym sumieniem i sobą nawzajem. Okazuje się, że w małżeństwie Jona i Siri nie dzieje się dobrze. Nie sypiają ze sobą, a Jon nie zawsze bywa wierny swej żonie. Siri też nie jest kryształowa – dawno temu nie uchroniła swego brata od tragicznej śmierci (czego wciąż nie może wybaczyć jej matka), a obecnie nie radzi sobie z własną samotnością, na którą prawdopodobnie zasłużyła własną biernością przez lata: Umiała tylko płakać, chociaż wiedziała, że to w niczym nie pomoże... Oboje mają do siebie mnóstwo pretensji i żalów. Jon przykładowo zarzuca Siri, że ta odgrywa teatr, kiedy są wśród ludzi - udaje pogodną, ustępliwą, czarującą, a w rzeczywistości jest przygnębiona i wściekła. Ich córka – Alma - nienawidzi ojca, nie rozmawia z matką i ma problemy w szkole (obcięła nauczycielce włosy!). Jest jeszcze babcia, matka Siri – Jenny Brodal, która mieszka z obcą kobietą, nie stroni od alkoholu i ewidentnie nie pasuje do obrazu idealnej matki i babci…

„We mgle” to powieść o relacjach rodzinnych – m.in. matki i córki. O dawnych urazach, o trudności w zapominaniu zaprzeszłych spraw, o braku miłości do członków rodziny, o wiecznym, wzajemnym żalu. To niezwykle sugestywna książka o granicach, które ciężko jest przekraczać każdego dnia. Bo kiedy nie potrafimy wyrażać własnych emocji, kiedy nie chcemy ze sobą szczerze rozmawiać, odgradzamy się murem od innych i skazujemy na samotność oraz cierpienie. To wyjątkowa publikacja o złu, samotności i czasie, który zmarnowany, nigdy nie wraca…

„We mgle” to książka pod każdym względem rewelacyjna, w której bez wątpienia czuć ducha Ingmara Bergmana, którego córką jest Linn Ullmann. Gorąco polecam - naprawdę choćby z tego względu warto.

Cytaty za: We mgle, Linn Ullmann, W.A.B., Warszawa 2016.

Ocena: 6/6


Tę książkę możecie zamówić tutaj: www.gandalf.com.pl/b/we-mgle, a wszystkie inne, w tym m.in. bardzo ciekawe wakacyjne nowości znajdziecie jak zwykle na: www.gandalf.com.pl Polecam gorąco!



wtorek, 31 maja 2016

Wieczorny wiatr - Jean d'Ormesson

"Wieczorny wiatr" to pierwszy tom trylogii o historii arystokratycznych rodów. To opowieść autorstwa francuskiego pisarza, dziennikarza i filozofa Jeana d'Ormesona o świecie, który już nie istnieje i który wspomina się z nostalgią. To wreszcie kalejdoskop wrażeń, wspomnień i barw, w którym historia XIX i XX wieku nieustannie przeplata się z życiem książkowych bohaterów, a którą poznajemy z relacji dociekliwego narratora. Ponieważ Jean d’Ormeson jest erudytą oraz członkiem Akademii Francuskiej (prestiżowej państwowej instytucji, której celem jest ochrona kultury i dbałość o wysoki poziom języka francuskiego) mamy do czynienia z prozą ze wszech miar wyjątkową, ale i nieszablonową zarazem.

Jak już nadmieniłam "Wieczorny wiatr" nie jest zwyczajną lekturą. To z jednej strony pastisz epoki, a z drugiej próba zachowania w pamięci wielu ważnych dla narratora osób: Świat istnieje i ludzie istnieją, a to, że są nieobecni i że już ich nie widzimy, to za mało, by przestali istnieć. Udaje się ich wskrzesić za sprawą wspomnień, a niekiedy również wyobraźni. Ponieważ d’Ormeson zdaje się unikać rozbudowanych opisów (rzeczywiście jest ich stosunkowo mało), szczególny nacisk kładzie na ludzkie losy. Narrator odtwarza je, próbuje odgadnąć myśli, uczucia i refleksje swoich bohaterów. To trudne zadanie, ale wykonuje je najlepiej jak potrafi: To, co robię, przypomina trochę układankę, śledztwo, policyjny raport. Na podstawie tego, co wiem, na podstawie tego, czego się domyślam, proponuję rekonstrukcję, która wydaje mi się najbardziej ze wszystkich wiarygodna. A nawet już teraz wiem, że tu i ówdzie mylę się i że wiele szczegółów wyglądało inaczej. Obawiam się zwłaszcza, że w mojej chronologii jest trochę bałaganu, zresztą wcale nie twierdzę, że wszystkie wydarzenia relacjonuję we właściwej kolejności (…) Próbuję nadać im trochę klarowności, ale nie zawsze im się to udaje. A wszystko po to, by wskrzesić miniony świat, który nadal żyje w opowiadającym i przywrócić światu jego bliskich na nowo: To, co ich spotykało, i to, co ja wam relacjonuję, określa jedno i to samo słowo: tym słowem jest historia. Wszyscy ci Romerowie i Finkelsteinowie, Rivera i Wrońscy, O’Shaughnessy’owie i Landsdownowie mieli jakiś swój minimalny udział w tworzeniu naszej zbiorowej historii. Niesieni nurtem czasu w pewnym znikomym stopniu przyczynili się do takiego, a nie innego jej oblicza. Odeszli już lub właśnie odchodzą – a ja, nim sam umrę, opowiadam wam ich historię. Tych historii jest całe mnóstwo, podobnie jak i przewijających się w nich postaci. Są to przede wszystkim przedstawiciele dwóch rodzin. Pierwsza – Romerów – składa się z czterech braci. Druga – O’Shaughnessych – z czterech sióstr. Lecz ilość osób w tej powieści jest ogromna (stąd nieodzowne drzewa genealogiczne i noty biograficzne o głównych bohaterach), podobnie jak i miejsc akcji i związanych z nimi wydarzeń historycznych (np. zniesienie niewolnictwa w Brazylii, panowanie dynastii mandżurskiej, tajpingowie, powstanie bokserów, pogromy Żydów polskich, rosnący w siłę socjalizm, itd.). Nie będę próbowała zarysować ani jednego wątku, bo jest ich naprawdę dużo. Obejmują one kilka pokoleń i kilka kontynentów. Uwierzcie mi jednak, że Jean d'Ormeson balansując na granicy fikcji i prawdy, stwarza mistrzowskie wręcz złudzenie, że wszystko, co opisuje, wydarzyło się naprawdę. …

Zgodnie z wolą autora, powieść ta ma być dla czytelnika przede wszystkim rozrywką. To dość kontrowersyjny pomysł. Choćby ze względu na poważną, na pierwszy rzut oka, tematykę tejże publikacji oraz na częste nawiązania do kultury europejskiej: malarstwa, muzyki, idei i obyczajów. Ponadto jest to połączenie sagi rodzinnej z powieścią historyczną, a w książce przewijają się postaci historyczne (m.in.: Cyd Waleczny, Giuseppe Verdi, Marcel Proust, Królowa Wiktoria, Adolf Hitler) czy literackie (Desdemona, Ulisses).

Najbardziej nieprawdopodobną ze wszystkich powieści przygodowych jest i zawsze będzie samo życie – deklaruje Jean d’Ormeson. Bez obaw – w „Wieczornym wietrze” nie ma za grosz sentymentalizmu. Jest za to nieustannie snuta refleksja o życiu i upływającym czasie, a momentami także wspomniany wyżej dowcip. Czas jest tu wyjątkowo tolerancyjny i uczy każdego z nas wymazywać z pamięci wszystko to, co nie jest warte zapamiętania. Powieść tego francuskiego twórcy napisana w niezwykle ciepły sposób, pięknym językiem i z poczuciem humoru, ma szanse znaleźć uznanie w oczach czytelnika. W czerwcu w księgarniach pojawi się drugi tom trylogii – „Mężczyźni za nią szaleją”. Polecam!

Cytaty za: Wieczorny wiatr, Jean d'Ormesson, Marginesy, Warszawa 2016.

Ocena: 3/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Wind of change

czwartek, 12 maja 2016

Nieśmiertelność. Prometejski sen medycyny - Andrzej Szczeklik

Nieśmiertelność. Prometejski sen medycyny to ostatnia książka (zawierająca dwanaście esejów) wybitnego lekarza-naukowca, humanisty, pisarza i filozofa medycyny, Andrzeja Szczeklika. Już sam jej tytuł jest symboliczny w obliczu przedwczesnej śmierci profesora. Dlatego też możemy tę publikację rozpatrywać w kategorii testamentu zmarłego, który współczesna medycyna powinna rozpoznać i wypełnić. Warto w tym miejscu podkreślić, iż Nieśmiertelność to przede wszystkim dowód erudycji autora, który podobnie jak inni wielcy medycy pragnął zapewnić ludzkości nieśmiertelność. Do jakich wniosków doszedł? Czy nadzieje rozbudzone przez odczytany genom, medycynę regeneracyjną i komórki macierzyste mają szansę urzeczywistnić ów odwieczny sen? Czy współczesna medycyna ma jeszcze szansę czerpać ze swych humanistycznych korzeni?

Długą mamy historię. Zanim wyjdziemy na świat, powtarzamy ją w łonie matki. I jest w nas wówczas ryba, co przemienia się w płaza, ten z kolei w gada, a z niego wyłania się ssak, relacjonował ewolucję Andrzej Szczeklik. Sam był naocznym świadkiem ogromnego postępu w medycynie, sam pisał jej historię, poznając nowe, trudne do zdiagnozowania i leczenia choroby. Profesor lubił sięgać do źródeł, zgłębiał interesujące go tematy. Np. dokładnie przeanalizował, w jaki sposób nasi przodkowie szukali sposobów leczenia ran, przepędzenia choroby czy przywracania zdrowia. Odkrył, że często sięgali po rośliny lub znajdywali w sobie samych magiczne siły uzdrowicielskie. W tym kontekście celnie nawiązywał do Empedoklesa (czarodzieja i przyrodnika zarazem, filozofa i poety, kapłana i uzdrowiciela), Paracelsusa (opromienionego czarodziejską sławą lekarza cudotwórcy) oraz dążących do zawładnięcia przemianami materii alchemików z XVI i XVII wieku.

Andrzej Szczeklik uważał, iż nie da się zrozumieć człowieka bez pierwiastka duchowego. Sam dobór naturalny nie wszystko tłumaczy: Jeśli jest prawdą, że mieszka w nas, żyje, mała dziewczynka Kore – nasze ‘ja’, dusza – która odbiera równocześnie wydarzenia toczące się na wszystkich scenach naszego wnętrza, to może nie tylko widzi ona, ale też słyszy? Słucha symfonii, której rytm nadaje serce, tempo – szum krwi, a grają ją organy wewnętrzne? W chwilach zachwytu, olśnienia, spotkania z Najwyższym, woła nas głosem muezina i posyła do tańca w ekstazie szamanów i chasydów. Wówczas odpowiadamy echem na to pierwsze, niebiańskie w nas wtargnięcie, my – 'Echo Przedwczesnej Twórczej Potęgi'. Do religii nawiązywał również, gdy poruszał temat śmierci – szczególnie, kiedy o byciu w zaświatach opowiadali mu zmarli, którzy wrócili do życia. Współczesna medycyna opóźnia odejście z tego świata, wspomaga nawet tych, których umysł umarł, a ciało znajduje się w ‘życiu-nieżyciu’. Te skomplikowane procedury, podobnie jak wszystko, co związane z rozwojem medycyny (np. nowe techniki diagnostyczne i wciąż udoskonalane leki) sprawiają, że wydatki na nią rosną w tempie ekspresowym. W tym chorym, nastawionym przede wszystkim na pieniądz systemie, choruje także lekarz. Wypala się. Objawia się to wyczerpaniem emocjonalnym, depersonalizacją, zagubieniem sensu pracy i utratą ideałów. Potocznie mówi się o medycynie zdehumanizowanej, technokratycznej, rządzącej się ekonomią. ‘Wypalenie się’ to ‘rozziew między tym, czym ludzie są, a tym, co robić muszą’, to ‘erozja ludzkiej duszy’…

Profesor był również doskonałym obserwatorem zmieniających się na przestrzeni wieków relacji lekarz - pacjent. Jako wzór stawiał własnym studentom ojca medycyny i twórcę etyki lekarskiej – Hipokratesa, który w swoich pismach wymieniał cechy, jakie winien wykształcić w sobie lekarz. Były to cechy osobowości, charakteru, zachowania i postępowania. Szczeklik dobrze diagnozował dzisiejsze relacje lekarz - pacjent, określał je mianem modelu konsumpcyjnego: Lekarz jest w nim sprzedawcą usług medycznych (…) Ma być naturalny, może radzić – i to lepiej dystansu – ale nie wpływać na decyzję chorego. Zresztą nawet radzić nie bardzo ma już kiedy. Spętany siecią obowiązków administracyjnych, wtłoczony w tryby machiny ‘służby zdrowia’ coraz rzadziej znajduje czas na rozmowę z chorym...

Nieśmiertelność to niezwykle cenne i ubogacające spotkanie z wyjątkowym człowiekiem, a właściwie z wieloma wybitnymi postaciami nauki, sztuki, religii. Wymienię zaledwie kilka z nich: Pascal, Kartezjusz, Henri Bergson, Zygmunt Freud, Albert Schweitzer, Cicely Saunders (twórczyni medycyny paliatywnej) oraz święci: Albert Chmielowski, Matka Teresa czy Jan Paweł II. Ogromną zasługą profesora jest fakt, że pisał tak pięknym językiem o skomplikowanych zagadnieniach z zakresu medycyny i humanistyki (np. o badaniach nad klonowaniem, genomem oraz o medycynie nuklearnej) w sposób porywający i zrozumiały dla wszystkich. Podobnie, kiedy przywoływał niektóre fakty z mitologii, medycyny starożytnych Egipcjan i Greków, szamańskich rytuałów czy magii. Wartość książki podnoszą osobiste wspomnienia profesora i liczne anegdoty, które ukazują go jako niezwykle ciepłego, życzliwego pacjentowi specjalistę, który świetnie odnajduje się nie tylko wśród zagadnień medycznych, ale potrafi również przybliżyć swoim czytelnikom kulturowe korzenie człowieka.

Cytaty za: Nieśmiertelność. Prometejski sen medycyny, Andrzej Szczeklik, Znak, Kraków 2012.

Ocena: 5/6

Tę książkę możecie zamówić tutaj: www.gandalf.com.pl/b/niesmiertelnosc-prometejski-sen, a wszystkie inne, w tym m.in. bardzo ciekawe majowe nowości znajdziecie jak zwykle na: www.gandalf.com.pl Polecam gorąco!