wtorek, 29 listopada 2016

Ma być czysto - Anna Cieplak

Najnowsza książka Anny Cieplak, animatorki kultury i aktywistki miejskiej, pt. „Ma być czysto”, jest dla części z nas bezradnych, niekiedy niegodnych zaufania dorosłych, niczym wyrzut sumienia. To wołanie młodego człowieka, będącego w trudnym wieku, o pomoc, wsparcie, zrozumienie i miłość. Jest to również próba odnalezienia się w prowincjonalnej, zafajdanej Polsce, do której przeważnie nie mamy albo nie chcemy mieć dostępu. Cieplak snując tę historię przedziera się do skomplikowanego świata nastolatków (przeważnie dziewcząt), w którym oprócz modnych ciuchów, niezłego chłopaka przy boku czy fajnych zdjęć na Snapchacie, liczy się przyjaźń, poczucie wspólnoty czy matczyne ciepło. „Ma być czysto” to obiektywna, prawdziwa i szczera do bólu powieść, która mogłaby uchodzić za książkę o charakterze edukacyjnym. Mogłaby, lecz na szczęście nią nie jest.

[M]ieć piętnaście lat to jak mieć przed sobą perspektywę przynajmniej pięciu lat uporczywych zaburzeń urojeniowych, których nie da się niczym wyleczyć. Kompleks wyrasta na kompleksie i tylko co bardziej gruboskórni nie czują się jak gówno. Albo przynajmniej dobrze udają. Zapamiętujesz dokładnie każdą uwagę na swój temat i odtwarzasz ją w samotności, interpretując na sto sposobów. W takim właśnie wieku są główne bohaterki tej powieści. 15-letnia Oliwka opiekuje się swoim rodzeństwem, Sonią i Oskarem. Towarzyszy im we wszystkim niczym matka – codziennie ich budzi, ubiera, robi śniadania, itd. Zaś ta prawdziwa, dorosła, przebywa za granicą – pracuje tam i rzadko przyjeżdża do Polski. Dzieci, choć przyzwyczajone do ciągłej nieobecności mamy, w głębi duszy tęsknią za nią, za jej czułością, ciepłem, wsparciem w trudnych chwilach. Opiekę nad nimi dość nieudolnie sprawuje ich ojczym, który nieustannie przypomina Oliwce, że ma kuratora i że musi uważać, by jej nie odesłano do ośrodka jak młodej Urbańskiej…

Julka Sajak też ma 15 lat. Jest najlepszą przyjaciółką Oliwki. Obecnie mieszka z ojcem i jego trzynaście lat młodszą dziewczyną, Magdą. Wcześniej, kiedy mieszkała z mamą (Exelą), było jej naprawdę ciężko. Dzięki jej wygórowanym ambicjom ojciec latał z córką na wszystkie zajęcia dodatkowe: te w domu kultury, na basenie, na naukę gra na keyboardzie, na szachy i balet: Od poniedziałku do czwartku popołudnia małej były wypełnione jak kalendarz prezeski. I nie ma zlituj się, choroby nie wchodzą w grę, chyba że grypa żołądkowa. Kiedyś dzieci miały dwutygodniowe anginy, teraz mają kilkunastogodzinne biegunki. Czasy szybkie jak sraczka. Teraz w życiu Juli nadeszły inne czasy, ale to nie znaczy, że jest jej łatwiej…

Oprócz rodziców czy innych opiekunów zawodzą również nauczyciele/przedstawiciele organów państwowych. Łatwo oskarżają (Że demoralizacja, że opuszczone godziny w szkole, że brak nadzoru pedagogicznego, że opuszczanie zajęć w świetlicy kuratorskiej), zamiast rozwiązywać problemy czy wspierać swych uczniów/podopiecznych we wszelkich trudnościach. Bywa i tak, że zamiatają problemy pod dywan. Choćby wtedy, kiedy mają świadomość, gdzie młodzież pali papierosy i dlatego wolą się tam nie pojawiać. Gorsze jest tylko to, gdy okazuje się, że prawo nie traktuje młodych jednakowo. W zależności od tego, w jakiej sytuacji życiowej/materialnej, etc., znajduje się dany delikwent, prawo dobiera odpowiednie środki, choć niekoniecznie są one sprawiedliwe…

Anna Cieplak w swej przejmującej powieści zwraca uwagę na ogromną rolę mediów społecznościowych w życiu młodzieży. Dzięki różnym portalom można dowolnie kreować swój wizerunek lub ocenić kogoś choćby tylko na podstawie jego profilu, zamieszczanych na nim zdjęć, wpisów, itd. W internecie można również publikować rzeczy, które pozwalają zaistnieć wśród rówieśników i zebrać lajki (niekiedy za rzeczy absurdalne), które mogą skutecznie poprawić samoocenę młodego człowieka: Po drodze jeszcze sprawdzi powiadomienia na necie. Kto co jej polubił, skomentował, gdzie ją otagował. Dodała na Snapchata zdjęcie z przystanku autobusowego. #busmiuciekl. Wydaje się niekiedy, iż życie wirtualne jest dla bohaterek Anny Cieplak ważniejsze niż to tu i teraz: [Julka] już miała transfer danych, więc bardziej była w smartfonie niż w szkole. Do tego dochodzi oczywiście kwestia wyglądu – dziewczyny pożyczają sobie ubrania, zbierają kasę na kosmetyki, bo doskonale wiedzą, że odpowiednia stylizacja odgrywa ogromną rolę, jeśli chce się na kimś wywrzeć wrażenie.

To, co pozwala idealnie wpasować się w klimat biednej, zapomnianej, menelskiej prowincji (miejsce akcji: Ząbkowice), która pachnie meliną, wyuzdaniem i nieudolnością, to bez wątpienia stylizowany język. Autorka trafiła w sedno – nie przerysowała postaci, nie ośmieszyła ich ze względu na sposób i styl wypowiedzi. Być może to zasługa miejsca, w którym pracuje (od 2009 zajmuje się dziećmi i młodzieżą w Świetlicy Krytyki Politycznej "Na Granicy" w Cieszynie) i wykształcenia (jest absolwentką pedagogiki na Uniwersytecie Śląskim, poza tym prowadzi projekty animacyjne i edukacyjne). Cokolwiek by to nie było – wyszło wiarygodnie. Oto jeden z wielu przykładów: Miała już po dziurki w nosie tego pierdolenia Pani-Zbawiam- Świat. Ona sobie pójdzie ze swoją kremową torbą do domu, do dzieci, zakupów w Internecie, a Oliwka zostanie i tak sama ze schodami, Chomikiem i dziećmi na chacie. Czego chce? O chuj pyta? Dokąd zmierza?

Zapłakana piętnastolatka wymaga więcej współczucia niż wyjące dziecko. Takie poryczą i zapomną, a dziewczyna, która ma okres, przetłuszczające się włosy i chłopaka dziewiętnastolatka? Jej smutek ma coś wspólnego z nieskończonością, leży zresztą zwinięta w kłębek, jakby na moment wróciła do stanu prenatalnego. To prosta prawda, o której my dorośli często zapominamy fundując naszym dzieciom, uczniom czy podopiecznym niezłe piekiełko. Przesuwając odpowiedzialność na młodych, zmuszamy ich do pełnienia ról, do jakich nie dojrzeli (podobnie jak niektórzy dorośli nie dorośli do posiadania dzieci…) Ta smutna diagnoza współczesnego świata nastolatków, świata, który zmienia się w błyskawicznym tempie, który nie zdaje egzaminu wobec młodego, zagubionego człowieka, jest dla nas wskazówką, by zmienić tok rozumowania, by doskonalić przepisy prawne i działanie instytucji państwowych i z obecnego poziomu gimbazy przejść choćby o jeden level wyżej.

Cytaty za: Ma być czysto, Anna Cieplak, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016.

Ocena: 6/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: "Czasy szybkie jak sraczka" – jak żyć?

środa, 16 listopada 2016

Dzielnica występku - Mario Vargas Llosa

„Dzielnica występku”, jeśli idzie o tematykę powieści, ma w sobie wszystko to, z czego Mario Vargas Llosa jest powszechnie znany. Są tu polityka, seks, piękne kobiety i misterne intrygi, wreszcie są też przemoc i denat. Warto podkreślić wulgarny język i śmiałe słownictwo oraz odrażające dziennikarstwo. To taka krótka zapowiedź tego, co nas czeka już za chwilę.

Miejscem akcji jest pogrążona w potężnym kryzysie Lima lat 90. Zamachy i porwania Świetlistego Szlaku i MRTA, Ruchu Rewolucyjnego imienia Tupaca Amaru, eksplozje bomb, morderstwa, porwania, to rzeczywistość limian za rządów reżimu Alberta Fujimoriego. W tej trudnej sytuacji politycznej każdy radzi sobie jak może. Jedni popadają w konflikty z prawem, inni w namiętności, a jeszcze inni próbują w tych ciężkich czasach ugrać coś dla siebie niszcząc przy okazji drugiego człowieka. Peru szuka rozrywki i staje się krajem plotkarzy. Chcemy znać sekrety innych ludzi, a najchętniej te łóżkowe. Innymi słowy i za przeproszeniem, wiedzieć, kto się z kim pieprzy i w jakiej pozycji. Wtykać nos w intymne sprawy znanych osób. Możnych, słynnych, ważnych. Polityków, przedsiębiorców, sportowców, śpiewaków, i tak dalej, szczerze wyjaśni jeden z dziennikarzy. W takiej oto scenerii Llosa przedstawia nam głównych bohaterów swojej najnowszej powieści. Dwa zamożne, powszechnie szanowane małżeństwa, Marisę i Enrique (dla przyjaciół Quique) Cárdenas oraz Chabelę i Luciano Casasbellas.

Pewnego dnia do poukładanego, nieprzyzwoicie bogatego świata Quique’a wkracza odrażający Rolando Garro. To właściciel tygodnika „Destapes”, dzięki któremu [c]ałe Peru (…) mogło zaspokoić chorobliwą ciekawość, apetyt na plotki, odczuć tę niezmierzoną rozkosz, jaką daje miernocie, czyli przeważającej części ludzkości, świadomość, że sławni, szanowani, celebrowani, przyzwoici są ulepieni z takiego samego nędznego błota jak wszyscy inni. Garro przynosi ze sobą plik zdjęć pana Cárdenasa, przedstawiających go w niekorzystnym świetle i zaczyna szantażować go ich publikacją. Biznesmen nie ugina się, a fotografie z jego podobizną szybko trafiają na pierwszą stronę szmatławca tegoż szantażysty wywołując skandal obyczajowy. Od tego momentu zaczyna się walka nie tylko o dobre imię, ale i o wpływy na najwyższym szczeblu. Nie obędzie się bez trupa, nietrafionego wyroku i przemocy. Żeby nie było zbyt drastycznie, Llosa dorzucił częste igraszki w łóżku. Tym razem jednak więcej miejsca poświęcił miłości, tudzież eksperymentom dwóch przyjaciółek, ewentualnie trójkątowi erotycznemu aniżeli tradycyjnie rozumianym namiętnościom damsko-męskim. Bez wątpienia nie każdemu ten wątek przypadnie do gustu, choć noblista znany jest z zamiłowania do opisywania zbliżeń seksualnych. Zdaje się jednakże, iż nie one są w tej książce najistotniejsze.

To, co bez wątpienia wyróżnia tę powieść, to zwrócenie oczu czytelnika na dziennikarstwo, na tendencje w nim panujące i gusta czytelnicze oraz konsekwencje jego stabloidyzowania. Brukowce, tabloidy czy inne szmatławce bardzo często niszczyły reputację swoich przeciwników politycznych w Limie. Jak trafnie podsumował Rolando Garro, [t]en rodzaj dziennikarstwa sprzedaje się najlepiej i jest najbardziej nowoczesny w dzisiejszym świecie (…). Pełne golizny, wulgaryzmów czy plotek, stanowią idealne miejsce na upublicznienie wstydliwych sekretów ludzi. Zaś ich wydobywanie na światło dzienne dziennikarzom czy redaktorom naczelnym przysparzało satysfakcji zawodowej i osobistej. Często to właśnie mierny artykuł w podrzędnej gazecie był w stanie zrujnować komuś karierę lub skutecznie zneutralizować opozycję za czasów Alberta Fujimoriego.

„Dzielnica występków” pełna jest podstępnej polityki, złego dziennikarstwa, wyuzdanego seksu i niebywałego okrucieństwa. To oblicze Limy z lat 90. ubiegłego wieku, kiedy Mario Vargas Llosa mierzył się z Albertem Fujimorim w drugiej turze wyborów prezydenckich. To fikcyjny świat literacki, który zaskakująco dużo ma wspólnego z tym rzeczywistym, co u czytelnika wywołuje gęsią skórkę. Na koniec krótki cytat dla dziennikarzy oraz redaktorów mający na celu uświadomienie, jak ważna jest wolność słowa i dający odpowiedź, dlaczego warto dla niej wszystko postawić na jedną szalę: [B]ez wolności słowa i krytyki władza może popełniać wszelkie nadużycia, zbrodnie, rozboje, takie jak te, które zaciemniły naszą najnowszą historię. I z miłości do prawdy i sprawiedliwości, wartości, dla których dziennikarz powinien być gotów poświęcić wszystko, nawet życie.

Cytaty za: Dzielnica występku, Mario Vargas Llosa, Znak, Kraków 2016.

Ocena: 5/6

Tę książkę możecie zamówić tutaj: www.gandalf.com.pl/b/dzielnica-wystepku a wszystkie inne, w tym m.in. wyjątkową promocję '1000 pomysłów na prezent' znajdziecie tu: www.gandalf.com.pl/opis-promocji/pomysly-na-prezent/ Polecam gorąco!


środa, 26 października 2016

Nie jesteś sobą - Michaelle Wildgen

„Nie jesteś sobą” amerykańskiej pisarki, Michaelle Wildgen, to książka trudna, bo opowiadająca o blaskach i cieniach prawdziwego życia. Życia, które zamiast cieszyć, daje mocno w kość i podcina skrzydła. To historia przyjaźni dwóch, obcych sobie początkowo, kobiet, której nikt nie oczekiwał, a której narodziny dały im wielką moc, choć nie doprowadziły, niestety, do happy endu…

Evan i Kate są szczęśliwym małżeństwem. Początkowo ich życie jest pasmem sukcesów: piękny dom, dobra praca, wierne grono przyjaciół. Z czasem pojawia się jednakże problem nie do przeskoczenia - choroba. U Kate lekarze wykrywają stwardnienie zanikowe boczne. Z przedsiębiorczej biznesmenki, idealnej pani domu, podziwianej przyjaciółki i szanowanej sąsiadki, staje się unieruchomioną (obecnie porusza się na wózku) i skazaną na pomoc innych (ma m.in. problemy z mówieniem, jest karmiona dojelitowo), schorowaną kobietą. Do opieki, początkowo jedynie na czas wakacji, zostaje zatrudniona sympatyczna studentka o imieniu Becky (w skrócie nazywana Bec). 21-letnia dziewczyna, której życie też pozostawia wiele do życzenia. Wplątana w beznadziejny romans z żonatym mężczyzną (na dodatek wykładowcą akademickim), bez pomysłu na przyszłość, stale imprezująca, by zagłuszyć wyrzuty sumienia i gorzkie refleksje na temat swojej egzystencji. To przyjaciółka Bec, Jill, namawia ją na przyjęcie posady u Kate. Przekonuje, że to dobra szansa, by zmienić coś w swoim życiu, a poza tym taka praca (nieustanna pomoc drugiej osobie) może dać jej wreszcie satysfakcję. I choć Bec nie jest świadoma, jak wygląda opieka nad osobą niepełnosprawną, jak wygląda dzień z chorym na SLA, przystaje na tę propozycję.
Dziewczyna ma za zadanie ogarnąć ogólne sprawy umożliwiające poruszanie się i komunikację. A więc pomoc Kate na przykład: podczas kąpieli, korzystania z toalety, mycia zębów, itp. Żadne skomplikowane zabiegi medyczne nie są wpisane w jej zakres obowiązków, ale mimo to nieustannie pojawiają się trudności innego rodzaju: niezręczności w kontaktach czy zwykła niewiedza. Becky spędza w domu Evana i Kate coraz więcej czasu, przy okazji mając także możliwość poznać przyjaciół tej pary, ich zwyczaje, problemy, itd. Ku jej wielkiemu zdziwieniu szybko okazuje się, że Evan nie radzi sobie z bolesną rzeczywistością i pewnego dnia bez zbędnych słów opuszcza swą schorowaną żonę, zupełnie nie przejmując się jej stanem. Tym samym Kate może polegać jedynie na Bec, z którą coraz bardziej zacieśnia więzy przyjaźni. Ta szczerze współczuła Kate, choć ona [n]ie lubiła roztkliwiania. Miała rację. Nie musiała martwić się o zdrowie. Cierpiała na chorobę Lou Gehriga od prawie trzech lat, a wielu umierało po dwóch latach od diagnozy. W pewien sposób mogła robić wszystko… Zamiast się załamać, kobieta zaczyna realizować swoje plany i cieszyć się każdą chwilą, jaka jeszcze jej pozostała. Kupuje piękny dom, urządza go, popala jointy z Bec, a niekiedy jada niezdrowe jedzenie przygotowane przez przyjaciółkę. Żyje według własnych zasad, pogardza współczuciem, nie chcąc brać jedynie tego, co jej dawano. Podejście Kate nie do końca odpowiada rodzicom Bec, którzy uważają, że wykorzystuje ich córkę i że to ona sama powinna ponosić konsekwencje swoich decyzji (np. odejście męża), zamiast obarczać troskami ich dziecko. Tymczasem przedsiębiorcza studentka angażuje się coraz bardziej w życie swej pracodawczyni. Czuje się z nią dobrze, przyjmując nieświadomie jej styl bycia. Ku wielkiemu zaskoczeniu – Bec towarzysząc ciężko choremu człowiekowi znajduje wreszcie to, czego szukała – odnajduje siebie, jasny cel w życiu i nową pasję. Każdego dnia (z czasem także każdej nocy…) czuwając przy Kate, jest naocznym świadkiem pogarszającego się jej stanu zdrowia. Te niezwykle trudne momenty wiążą je ze sobą tak mocno, że kobiety nie mają oporów, by wyjawiać sobie najskrytsze tajemnice, nawet te dotyczące własnej seksualności. Kate ma jednakże coraz mniej czasu i chce odejść z tego świata na własnych warunkach. Czy Bec będzie w stanie jej w tym pomóc? Czy ich przyjaźń wytrzyma tę próbę?

„Nie jesteś sobą” to powieść, która od początku intryguje, niepokoi, wzbudza refleksję. Czytelnik czuje napięcie już od pierwszych zdań. To nie jest lektura miła i przyjemna. Niewiele jest tu momentów naprawdę radosnych czy skłaniających do śmiechu. Przytłacza ciężar nieuleczalnej choroby, trud opieki i nieporadność opiekunów, która fizycznie sprawia ból czytającemu. To książka ważna (gratulacje dla autorki za odwagę!), bo łamie tabu m.in. opowiadając o seksualności osób niepełnosprawnych. Intymność, poczucie wstydu połączone z dojrzewaniem do pełnienia nowych ról i czerpaniem radości z życia zawsze i wszędzie, tworzą barwny kolaż prawdziwych emocji, które są główną siłą tej książki. Polecam wszystkim tym, którzy mają odwagę sięgnąć jesienią po nieco mniej optymistyczną literaturę.


Cytaty za: Nie jesteś sobą, Michaelle Wildgen, Marginesy, Warszawa 2016.

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

wtorek, 27 września 2016

Grunt pod nogami. Ksiądz Jan Kaczkowski nieco poważniej niż zwykle - Ks. Jan Kaczkowski

Grunt pod nogami. Ksiądz Jan Kaczkowski nieco poważniej niż zwykle to zbiór kazań wygłoszonych przez księdza Jana Kaczkowskiego między styczniem 2013 a lipcem 2015 roku, będący jednocześnie ostatnią jego książką. Jej tematyka oscyluje wokół choroby, opieki nad osobami śmiertelnie chorymi i umiłowanego dzieła duchownego – puckiego hospicjum, któremu poświęcił dziesięć lat swojego życia. Jeśli myślicie (sądząc choćby po tytule), że jest to pozycja depresyjna, nostalgiczna czy wręcz dołująca – mylicie się. Cierpiący na glejaka mózgu ksiądz Jan nie nudził, nie prosił o współczucie, ale zaskakiwał optymizmem i niespożytą energią: Dziękuję ci, mój raku, że wyzwoliłeś mnie z wielu strachów. Wy też się nie bójcie. Życie jest tak nieprzewidywalne! Za chwilę może się zdarzyć coś, co natychmiast rozwiąże wasze problemy…

Każdy, kto choć raz słuchał Jana Kaczkowskiego lub czytał jego książki, wie, że był wyjątkowy. Nie miał nic wspólnego z ‘pluszowym’ księdzem ani z katotalibem. Nie ma zgody na nieczułość. Nie ma zgody na pogardzanie kimkolwiek, bez względu na to, kim ten ktoś jest. (…) Obowiązkiem księdza jest być czytelnym znakiem, coś pokazywać a nie pouczać, twierdził. Kazania zawsze mówił z głowy, głosił je według zanotowanych przez siebie wcześniej punktów. Podkreślał, że chce budować mosty a nie dzielić, łączyć wierzących z niewierzącymi. Marzył, by rozkochać ludzkość w Eucharystii i nie mieszać religii z polityką. Był łagodny i zdawał sobie sprawę z tego, że nie wszystkie wybory człowieka są czarno-białe. Pragnął być księdzem z krwi i kości, który prowadzi swych wiernych do nieba, nieustannie im przypominając, że jedynym celem naszego życia jest zbawienie. Wszystkie środki mają służyć temu celowi, nawet zarabianie forsy. W swych kazaniach nie wstydził się mówić wprost o swojej chorobie, o strachu przed nią i obawach przed wznową. Pragnął cudu, korzystał z terapii zagranicą, ale był przygotowany na wszystko. Zdeterminowany w walce z chorobą, był realistą: Jak państwo słyszeli, jestem śmiertelnie chory. I oczywiście modlę się o cud, bo to, co się zagnieździło w mojej głowie, nie jest czymś, co mnie cieszy. Jestem otwarty na cud, ale na niego nie liczę. Modlę się. Nikt mi nie zabroni modlić się o cud, ale nie mogę zbudować swojej nadziei na nim, bo będę załamany, jeśli on nie nadejdzie. To za sprawą swojej ciężkiej choroby, mógł bez ogródek powiedzieć, czego potrzebuje człowiek terminalnie chory i bez wątpienia trafiał swymi opiniami w sedno: My, chorzy, od najbliższych wcale nie potrzebujemy głupiego pocieszactwa. Potrzebujemy, żebyście się nie bali z nami o tym rozmawiać. (…) Potrzebujemy od was takiego przekazu: ‘Boję się o ciebie, jak nie wiem co. To jest trudna sytuacja, zrobimy wszystko, żebyś wyzdrowiał, będziemy walczyć, ale nie bój się. Wszystko jedno jak będzie, czy dobrze, czy źle, ja z tobą będę, nie zostawię cię, bo cię kocham.’

Ksiądz Kaczkowski w zebranych tu kazaniach podkreślał, iż stanowisko Kościoła w sprawie terapii uporczywej jest jednoznaczne – jest ona zakazana moralnie. Nigdy jednak nie można odstąpić od terapii paliatywnej, czyli od zwykłej opieki. Tzn. że pacjentowi nie można pozwolić umrzeć z bólu, głodu, pragnienia, nie może się świadomie udusić. W nauce Kościoła nie ma tym samym zgody na eutanazję: Medycyna ma człowieka leczyć, a nie zabijać. Jeżeli zgodzimy się na usuwanie tych, którzy bardzo cierpią fizycznie lub psychicznie – także za ich zgodą – to medycyna zaprzeczy sama sobie. Tą samą ręką będzie unicestwiać, korzystając z tej samej wiedzy medycznej. Żadnej misji, tylko odpowiedź na zamówienie. Ponadto będzie się samo degradować. Przestanie szukać sposobów radzenia sobie z bólem, bo skoro usuwamy tych, których bardzo boli, to nie ma przestrzeni dla nowych leków, nowych badań, nowych rozwiązań. Katolicką odpowiedzią na dążący do eutanazji świat są hospicja. Na puckie Hospicjum pod wezwaniem św. Ojca Pio, ksiądz Kaczkowski, jego założyciel, nieustannie zbierał fundusze (sam nazywał się ekskluzywnym żebrakiem) i prosił przy każdej okazji, by po jego śmierci nie rozmienić go na drobne.

Najważniejsze już się dokonało – dostrzegłem, że wraz z chorobą nic się nie skończyło, a wiele rzeczy się zaczęło. To, co najpiękniejsze, to, co cudowne, dzieje się bardzo intymnie, przyznawał ksiądz Jan. Pełny nadziei, wiary i miłości chory kapłan pociąga swym błyskotliwym poczuciem humoru, wiernością sobie i wyrozumiałością dla bliźniego. To wyjątkowo mocne świadectwo człowieka, który nawet w obliczu śmiertelnej choroby ufa Bogu i wie, że najważniejsze jest zbawienie i bliska relacja ze Stwórcą. To także lekcja dla nas, by nigdy się nie poddawać i nie przestawać walczyć o lepszą wersję siebie każdego dnia. Trzeba żyć, zamiast narzekać, bo jest o wiele później niż nam się zdaje…


Cytaty za: Grunt pod nogami. Ksiądz Jan Kaczkowski nieco poważniej niż zwykle, Ks. Jan Kaczkowski, Wydawnictwo WAM, Kraków 2016.

Ocena: 6/6

Tę książkę możecie zamówić tutaj: www.gandalf.com.pl/b/grunt-pod-nogami a wszystkie inne, w tym m.in. jesienne nowości znajdziecie jak zwykle na: www.gandalf.com.pl Polecam gorąco!


poniedziałek, 5 września 2016

Czarne liście - Maja Wolny

„Czarne liście” utalentowanej i wrażliwej Mai Wolny to książka niebanalna, której tematyka oscyluje wokół historii, pamięci i traumy oraz wydarzeń, o których niekoniecznie chcemy pamiętać. To powieść o silnych i odważnych kobietach, ale przeznaczona zdecydowanie nie tylko dla płci pięknej. To wreszcie publikacja o rodzinie, która choć niedoceniana jest przecież najważniejsza, a tu dodatkowo zobrazowana bez krzty lukru. Umiejętność łączenia kontrowersyjnych, z punktu widzenia polskiego społeczeństwa, treści z poetyckim językiem oraz oszczędnością w słowie, czynią z „Czarnych liści” pozycję ze wszech miar godną uwagi.

Głównymi bohaterkami tej książki są trzy kobiety, które dzieli wszystko – przede wszystkim wiek, ale również stan cywilny, historia i problemy. Łączy zaś (o dziwo!) zaskakująco wiele: wiara w prawdę za wszelką cenę oraz niestrudzone dążenie do celu.

Pierwsza z owych protagonistek, notabene postać autentyczna, to Julia Pirotte (z domu Diamant) z Końskowoli. To komunistka żydowskiego pochodzenia, utalentowana fotografka i fotoreporterka. Losy jej oraz jej najbliższych (siostry Mindli, brata Majera i męża Jeana) poznajemy na tle drugiej wojny światowej i tuż po niej. Gdy Niemcy napadli na Polskę, Julia doskonale wiedziała, że nie zobaczy już krewnych. Toteż jej domem staje się Marsylia, gdzie kończy z wyróżnieniem kurs fotograficzny, dający jej możliwość skutecznej pomocy ruchowi oporu. Kiedy Pirotte wraca po wojnie do Polski zdaje sobie sprawę, że świat, który porzuciła zaledwie dziesięć lat temu, po prostu przestał istnieć: wypalony, zasypany gruzem, zduszony popiołem, pogrzebany żywcem. Zostali tylko niemi świadkowie dawnej rzeczywistości – drzewa, wzgórza, rzeka. Czwartego lipca 1946 roku ma miejsce tzw. pogrom kielecki, podczas którego ginie 40 osób, w tym kobiety i dzieci. Julia przybywa do Kielc, żeby zrobić fotorelację dla „Żołnierza Polskiego”. Kobieta ma możliwość przeprowadzenia rozmów z poszkodowanymi, ochoczo pomaga jej w tym również milicja. Zdjęcia, które zrobi ofiarom, a które później trafią do międzynarodowych archiwów, są podobnie jak informacje do niej docierające, przerażające. Poprzedniego dnia Kielce obiegła wiadomość o zaginionym ośmioletnim Heniu Błaszczyku. Dziecko zniknęło na głównej ulicy miasta. Ponoć widziano je w towarzystwie Żyda. Kiedy chłopiec nie wraca na noc, wybucha panika, że został rytualnie zamordowany. Następnego dnia wzburzony tłum owładnięty chęcią zemsty (wśród niego np. robotnicy z Huty ‘Ludwików’ z łomami i żeberkami od kaloryfera) ruszył na ulicę Planty 7/9, gdzie mieszkało ponad sto osób pochodzenia żydowskiego. Dokonano tam okrutnej zbrodni. Jeden z Żydów, któremu udało się przeżyć, tak relacjonował Julii te dramatyczne wydarzenia: Spędziłem trzy lata w Auschwitz. Koszmar. Ale wczoraj było straszniej, bo przyszli po nas swoi, nie żadni esesmani. Kop od esesmana mniej boli, bo nienawiść tłumi ból. A kop od swojego wbija się w mięso. Robi się otwarta rana wołająca o pomstę do nieba. Masakrowali twarze obcasami...

Jest rok 2011. Kwestia pogromu kieleckiego, którą kielczanie w znacznym stopniu wyparli ze świadomości, jest żywo obecna w życiu historyczki, Weroniki Czerny. Kiedy kobieta, obecnie zajmująca się postawami cywilnymi wobec Żydów, głośno mówi o tym, iż niekiedy to także polscy chłopi mordowali Żydów, staje się dla polskiego społeczeństwa ‘kieleckim Grossem’ oraz ‘łowcą antysemickich sensacji na polskiej wsi’. Patrioci Kielc nazywają ją zdzirą, żydowską szmatą i zdrajczynią narodu. Ale Weronika, której rodzina również ma krew na rękach, chce udowodnić swoim krajanom, że nie należy odcinać się od historii własnego miasta, nawet jeśli nie jest ona szczególnie chwalebna: Od tak dawna czekamy na to, że nienawiść i podejrzliwość, zasiane w nas, zwykłych ludziach, przez lata wojny i komunizmu, wreszcie wymrą. Te wielopokoleniowe niedobory prawdy, pieniędzy, wolności, uczyniły z nas naród zawistny i jednocześnie bardzo się tej zawiści wstydzący. Maskujemy ją rozmaitymi teoriami, wiarą, tradycją, poczuciem wyższości, sarmacką sławą, legionowym wąsem i Bóg wie jeszcze czym. Wciąż wierzę w zmianę pokoleniową. Moi studenci są inni: ci młodzi ludzie chłoną również i tę wiedzę, która jest ciężka do udźwignięcia. W tej atmosferze wzrasta trzecia, najmłodsza bohaterka, córka Weroniki - Laura. Dziewczynka wierzy mocno, że to, co się wydarzyło w czasie wojny, musi przetrwać w pamięci. Ochoczo bierze udział w szkolnym przedstawieniu o partyzantach z Gór Świętokrzyskich, które z pasją współtworzy jej mama. Nauczycielka Laury również uważa, że [d]zieci muszą poznawać prawdę o przeszłości. Nawet tę okrutną… Uczennica bierze sobie te słowa mocno do serca. Dzień po spektaklu, będącym jednocześnie pierwszym dniem wakacji, Laura niespodziewanie znika. Poszukiwania zakrojone na szeroką skalę, wsparte lokalnymi mediami, początkowo nie przynoszą efektu. Wiadomo na pewno jedno – dziewczynki nie ma u jej chorego psychicznie ojca, Żyda, mieszkającego w Niemczech. Co zatem się stało? Czy Laura uciekła z domu czy może została porwana? A jeśli uprowadzona, to czy ma to związek z pracą jej matki? Czy jest szansa na odnalezienie żywej dziewczynki? Jakie tajemnice skrywa Weronika i dlaczego jej córka nie poznała do tej pory własnej babci? Czy Weronika ma coś wspólnego z utalentowaną Julią Pirotte? Komu uda się rozwikłać tę trudną zagadkę – żądnemu sławy dziennikarzowi Andrzejowi Kaliszowi czy sympatycznemu, zauroczonemu panią Czerny policjantowi, komisarzowi Mirosławowi Zarębie?

Maja Wolny zaserwowała czytelnikom bardzo mądrą powieść, sprytnie przemycając walor edukacyjny. Autorka nieprzypadkowo na miejsce akcji wybiera Kielce wraz z ich trudną przeszłością. Daje tym samym do zrozumienia, że pogrom kielecki jest faktem i należy to przyjąć do wiadomości. „Czarne liście” to powieść wielowątkowa. To dobitne studium matczynej i rodzicielskiej miłości, związanej z samotnością, bólem, pielęgnowaniem przez lata kompleksów i wreszcie trudną sztuką przebaczania. To rzecz o przeszłości, o tym, jak wielki wpływ wywiera ona na nasze przyszłe życie i o tym, że nierzadko potrzeba wielu lat, by poradzić sobie z traumami z zamierzchłych czasów. To również swoista powieść drogi, dzięki której możliwe jest katharsis, odpuszczenie starych win i nowe uczucie. Pomyślałam, że droga do domu dana jest człowiekowi raz na zawsze, bez pytania, czy mu wygodnie i czy mu się ona podoba. Musimy ją przebyć po każdym ważnym doświadczeniu, żeby się upewnić, czy wciąż jeszcze istniejemy...

Cytaty za: Czarne liście, Maja Wolny, Czarna Owca, Warszawa 2016.

Ocena: 5+/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Żmudna droga do domu