środa, 14 czerwca 2017

Zemsta i przebaczenie. Otchłań nienawiści - Joanna Jax

„Otchłań nienawiści” to drugi tom zyskującej na popularności sagi Joanny Jax. Autorka za sprawą pierwszej części podniosła samej sobie poprzeczkę bardzo wysoko, dużo przy tym ryzykując. Sugestywne „Narodziny gniewu”, z mocno zarysowaną historią i pełnokrwistymi postaciami, znalazły uznanie wśród czytelników. Czy z „Otchłanią…” będzie podobnie? Czy znajdą się jeszcze osoby, które zechcą przeczytać „Rzekę tęsknoty”, trzeci tom cyklu i kolejne?

Tymczasem jest rok 1941 i znów jesteśmy w Warszawie (choć to oczywiście nie jedyne miejsce akcji). Trwa okupacja, ludzie żyją w ciągłym zagrożeniu, a ich życie zmieniło się diametralnie. Na scenę wkraczają dobrze znani (i lubiani!) z poprzedniej części bohaterowie. Wracający do ojczyzny Julian Chełmicki, zakochana w nim Alicja Rosińska, lubiąca wygodę i dostatek Hanka Lewinówna i jej cwany brat Emil. Ich sytuacje życiowe mocno się skomplikowały, a oni sami mogli się dzięki temu wiele o sobie dowiedzieć. Pojawiają się też nowe twarze, jak choćby Szymon Wielopolski, Holly Evans czy Irena „Wariatka”.

Część ludzi żyje wspomnieniami, tęskni za beztroskim dzieciństwem tak brutalnie odebranym im przez wojnę. Koszmar ten dotyka tak młodych, jak i starych, zamożnych i biednych. Niektórzy tracą rozum i uciekają w obłęd, inni wybierają ucieczkę za granicę. Jeszcze inni zapominają o moralności, a czasem nawet udają patriotów gotowych oddać życie za ojczyznę, choć w rzeczywistości tak bardzo i za wszelką cenę chcieliby żyć… Wielu ląduje na Pawiaku, gdzie marzą już tylko o śmierci. Szczęśliwcy (?!?) zaś korzystają z uroków życia z okupantem, przy którego boku niczego im nie brakuje. A jeśli nie starcza im odwagi czy sił, to znajdują inną, bezpieczną przystań, np. u dobrodusznego profesora, wrażliwej lekarki czy w przytułku u sióstr. Niektórzy z nich dostrzegają wyraźnie położenie ojczyzny, są gotowi do poświęceń, nie brakuje im heroicznej wręcz odwagi, by ponieść męczeńską śmierć za ukochany kraj. Inni – do składania ofiary z siebie są gotowi, ale jedynie dla ludzi, których kochają. Zdarza się, że wówczas nie chcą się odkryć, zakładają maski, za których sprawą trudno odgadnąć, jakie mają zamiary. Bo idealnym człowiekiem tak łatwo jest być, gdy wszystko układa się według naszych marzeń, i tak trudno, gdy życie zmienia swój bieg, wprowadzając w ludzie losy zakręty i zawirowania… Owe zawirowania skłaniają jednakże do refleksji – zwłaszcza, gdy okazuje się, że to, w co wierzymy, nagle runęło z hukiem. Duchowe bankructwo, brak ideałów boli po stokroć. Mimo wszystko zawsze należy starać się być przyzwoitym – bez względu na położenie, potrzeby czy ambicje... W obliczu ogromu cierpienia, nieustannego zagrożenia i braku perspektyw, przychodzi myśl, że w trakcie wojny każda chwila była na wagę złota. Każda minuta spokoju, miłości i błogiego snu była cennym darem, który należało szanować. Tylko pogodne myśli mogły sprawić, że nie zauważało się mankamentów otaczającego świata. Trzeba było się nauczyć cieszyć z każdej, nawet najdrobniejszej przyjemności. Choćby takiej jak: zapach świeżo ściętych kwiatów, które sprzedawały na mieście kwiaciarki, smak wiejskiego chleba wypiekanego na chrzanowych liściach, czyjś śmiech, a nade wszystko bliskość drugiego… Tylko jak radować się w obliczu śmierci, rozdzielenia z bliskimi, bólu i cierpienia? Jak myśleć o przyjemności, gdy ukochany daleko albo z inną, a dziecko/rodzeństwo/ rodzice/ przyjaciele w nieustannym niebezpieczeństwie?

Bohaterowie Joanny Jax otrzymują od losu w drugim tomie tejże sagi lekcję pokory. Wiedzą już, że mimo obaw i trosk trzeba żyć normalnie i nie dać się wpędzić w koszmarne i pełne lęku myśli. Potrzebują jednakże potwierdzenia, że ich wybory są słuszne, że nie są złymi ludźmi, choć wciąż są wygodni, cyniczni i leniwi, albo mają inne (dużo cięższe!!!) grzechy na sumieniu. Mają już dość ciągłej walki nie tylko z okupantem/ wrogiem/ przeciwnikiem, ale i z własnym strachem czy własnymi uczuciami. Chcą wreszcie nacieszyć się sobą, swoją obecnością, piękną pogodą czy dobrym jedzeniem. Póki co nie mają na to szans, niestety. Muszą uwierzyć, że życie jest cudem, bo jak inaczej wyjaśnisz, że (…) jesteś? Że myślisz, że czujesz. Cierpisz i radujesz się. Kochasz i nienawidzisz. Wierzysz i wątpisz. Czy jakakolwiek istota oprócz człowieka to potrafi? To cud, że możesz żyć. Bez względu na to, ile ów żywot potrwa… Czekamy zatem w napięciu na trzeci tom, wierząc, że Joannie Jax nie zabraknie ani pomysłów, ani rozmachu w tworzeniu barwnych kolei losów swoich bohaterów.


Ocena: 5/6

Cytaty za: Zemsta i przebaczenie. Otchłań nienawiści, Joanna Jax, Videograf, Chorzów 2017.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Życie cudem jest

poniedziałek, 27 marca 2017

Księga snów - Nina George

„Księga snów” Niny George zamyka cykl trzech jej powieści (w jego skład wchodzą również „Księżyc nad Bretanią” i „Lawendowy pokój”), który dotykał problemu nieskończoności. Niemiecka pisarka i dziennikarka w swej najnowszej książce chciała „opowiedzieć o […] strachu przed przemijaniem, budując ‘bajkowe’ rzeczywistości równoległe, istniejące między światami, niebem i ziemią.” „Księga snów” dotyczy również relacji międzyludzkich. Tych, które zostały zaprzepaszczone i tych, które właśnie są odbudowywane. To spotkanie z ludźmi, których niszczy dogłębnie paraliżujący strach, dotkliwa samotność, niewysłowiona tęsknota za bliskością i poczuciem bezpieczeństwa oraz potworny lęk przed śmiercią.

Samuel Valentiner ma 13 lat. To niezwykle inteligentny chłopiec (iloraz inteligencji 148, członek Mensy) będący synestetykiem. Jest chorobliwie nieśmiały i nadwrażliwy, nie potrafi poradzić sobie z intensywnością życia, z natłokiem odczuć i wrażeń. Osaczony przez wrażenia, których zwyczajni ludzie nie rejestrują, przyznaje, iż [o]dbiera(…) rzeczywistość nietypowo. Dostrzega(…) barwy dźwięków, głosów i muzyki. Rodzice Sama nie są razem. Chłopca wychowuje mama, Mariefrance (kiedyś korespondentka wojenna), która stworzyła rodzinę z innym mężczyzną, Steve’em. Ojciec Sama to Henrie M. Skinner, także korespondent wojenny, wyróżniony przezMagazyn ‘Time’ jako Człowiek Roku - jeden z tych, którzy „ryzykują życie, żeby opowiedzieć o jego ciemnych stronach”. Mężczyzna jest praktycznie nieobecny w życiu syna, choć to nie tylko jego wina. Mariefrance od lat starała się zniechęcić Sama do ojca. Najpierw ograniczyła Henriemu prawa do spotkań z dzieckiem, później przypisywała mu wszystkie najgorsze cechy, by wybić Samuelowi z głowy chęć kontaktów z tatą. Nie udało się. Sam nieustannie śledził w gazetach poczynania ojca, czekał na jakiś sygnał od niego, choćby najmniejsze zainteresowanie. Ale Skinner milczał zatopiony we własnym cierpieniu. Pogrążony w ciemności, depresji i bezsensie istnienia, nie miał o sobie najlepszego zdania. Był świadomy, że jest kiepskim ojcem, ale pragnął to zmienić. Prawie mu się udało. Kiedy śpieszy się do Sama do szkoły, by spędzić z nim Dzień Ojca i Syna, na skutek nieszczęśliwego splotu okoliczności, zostaje potrącony przez samochód. Do szkoły nie dociera, niestety.

Po wypadku Henri jest w śpiączce, nie ma z nim kontaktu, a rokowania są złe. Sam odwiedza go po kryjomu przed zazdrosną o uczucia syna mamą. O tragicznym zdarzeniu dowiaduje się również była dziewczyna Henriego, Eddie, którą ten ustanowił jako osobę reprezentującą jego interesy w przypadku zagrożenia życia. Skinner przez trzy lata stanowił centrum [jej] świata, wokół niego kręciły się [jej] tygodnie, dni i uczucia napędzane jego obecnością. Kochała go do szaleństwa, a on odrzucił jej miłość. Teraz znów się spotykają, ale okoliczności stały się bardziej drastyczne, czy jest zatem szansa choćby na pojednanie?

To doświadczenie, tak trudne zarówno dla Eddie jak i Sama, całkowicie zmienia ich optykę. Henri, który utknął „między brakiem końca i brakiem początku”, ma wreszcie obok siebie ukochane istoty, którym wcześniej nie dawał odczuć, ile dla niego znaczą. Wcześniej podejmował złe decyzje, szukał własnego miejsca w życiu, sam przekreślał wszystkie możliwości. Teraz dochodzi do smutnego wniosku: Życie mija(ło) w milczeniu (…) Odgrodziłem się od miłości, dzieci, i nocy, które mógłbym przespać. Wtedy przestałbym się bać śmierci. Obecnie lekarze informują o ciągle pogarszającym się stanie zdrowia Henriego, a on niestety nic nie może zrobić, by odbudować relacje z najbliższymi. Słyszy, co się wokół niego dzieje, chciałby zareagować, ale nie może nic powiedzieć. Działać może za to Eddie, która ryzykując utratę zaufania obecnego partnera, codziennie odwiedza Henriego, dba o niego, a nawet przynosi mu… zapachy! To aromaty tego, co kiedyś wspólnie jedli i pili oraz [r]zeczy z przeszłości. Stare gazety. Wilgotny piasek. Rozmaryn. Świeże naleśniki (…) Codziennie szukam w pamięci tego, co lubił. I choć lekarze twierdzą, że pacjent na pewno nie słyszy ich i nie rozumie, Eddie codziennie puszcza Henriemu muzykę, którą lubił, szczególnie tanga, do których tańczyli. Poza tym myje mu stopy, namaszcza je olejkiem, masuje go, mówi do niego. Jej codzienność zmienia się, a ona sama przechodzi błyskawiczną metamorfozę: Wydaje mi się, że nigdy nie żyłam tak intensywnie jak teraz. Z każdym dotknięciem ciała Henriego czuję, jak moje życie się rozszerza. Cierpię, kocham, walczę. Wszystko, co piękne, staje się piękniejsze niż kiedykolwiek. Wszystko, co błahe, oddala się. Czuję się tak, jakbym wreszcie znalazła się we właściwym miejscu.

Sam tymczasem, w przeciwieństwie do swego ojca, prowadzi życie pełne przeżyć. Nie jest ono łatwe i wygodne, ale zdecydowanie pełniejsze niż życie jego najbliższych. Może to dlatego, że odbiera rzeczywistość nietypowo? A może dlatego, że nie oszukuje, jest uczciwy i szczery w stosunku do ludzi? Chłopiec dobrze ‘czuje’ ojca i chce towarzyszyć mu w tym trudnym czasie zawieszenia. Czasami wstydzi się, że jest niepozbierany, że myli piętra i zamiast do sali ojca, wchodzi na oddział ‘dla warzyw’; do pokoju, z którego słychać muzykę, i w którym dostrzega Madelyn – uroczą dziewczynę o przenikliwym spojrzeniu… Walkę ze sobą stoczyć będzie musiało serce i rozum… Tylko czy uczucie może wykiełkować w takim miejscu?

„Księga snów”
to poruszająca historia balansująca między życiem a śmiercią, między strachem a spełnieniem. Nina George subtelnie, z wyczuciem i delikatnością prowadzi czytelnika przez narrację trzech związanych ze sobą osób, pozwalając czytelnikowi spojrzeć na te same fakty z różnych perspektyw. Nie brak tu miejsca na egzystencjalną refleksję, na chwilę zadumy nad kondycją współczesnego człowieka i nad tym, ile możemy zyskać, gdy pozbędziemy się strachu. Zresztą tam, po drugiej stronie nie jest chyba aż tak źle i można się tam z pomocą pewnych atrybutów szybko odnaleźć: Można zabrać ze sobą wszystko to, co za życia tak trudno było nam zatrzymać, to, co czujemy tylko przez chwilę, czasem w skrytości ducha. Można zabrać ze sobą szczęście. I miłość. Wszystkie najpiękniejsze godziny życia, światło niosące spokój, piękny zapach, śmiech i przyjaźń. Wszystkie pocałunki, najczulsze pieszczoty, śpiew. Wiatr, który smaga twarz i tango. Muzykę, szelest trawy, która jesienią pokrywa się w nocy szronem. Migotanie gwiazd, radość, odwagę i wielkoduszność. To wszystko można zabrać. To wszystko istnieje pomiędzy. Niech wasze serca nigdy nie będą puste... Zatem do zobaczenia!

Cytaty za: Księga snów, Nina George, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.

Ocena: 5/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Między światami. Na rozstaju dróg

poniedziałek, 27 lutego 2017

Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu - Joanna Jax

Joanna Jax. Pierwsza myśl – nie znam i chyba nawet nie chcę poznać, choć cenię sobie literaturę polską. Przyznaję zupełnie szczerze – nigdy nie słyszałam o tej autorce. Druga myśl – tytuł – „Zemsta i przebaczenie” – kolejna saga. Pewnie zwyczajna, może nawet naciągana, na 99% nudna. Nie mam ochoty. „Narodziny gniewu” (tom pierwszy) odkładam w nieskończoność. Często tylko na niego patrzę, ot tyle. Nawet okładka mnie nie zachęca, mimo że klimatyczna, jasna, intrygująca. Wreszcie zaczynam czytać. I… przepadam bez reszty. Nie mogę się oderwać od lektury. W tym momencie biję się w piersi – nie doceniłam twórczości pani Joanny. Zawiódł mnie mój własny, tak wprawiony czytelniczy nochal. Zwyczajnie mi wstyd. Pani Joanno, przepraszam…

„Zemsta i przebaczenie” to powieść obyczajowa osadzona w XX wieku. Akcja rozpoczyna się w 1915, w Chełmicach, gdzie poznajemy bohaterów z różnych warstw społecznych. Są to np. ofiary pierwszej wojny światowej, jak Ignacy Lewin, który stracił nie tylko nogi, ale i sens swojego istnienia, oraz jego rodzina: żona Anna i dwoje dzieci – Hanna i Emil. Jest także 16-letnia Alicja Rosińska, której dziadek jest krawcem, a dość postępowa babcia Alutka (zawsze marzyła o zostaniu projektantką mody) z całych sił wspiera ukochaną wnuczkę. Obie rodziny to ludzie żyjący bardzo skromnie, ciężko pracujący. Ale jest również Antoni Chełmicki, człowiek majętny, który lubi pieniądze i czerpie z ich wydawania przyjemność. Antoni robi interesy nie tylko z rodakami, ale także z Niemcami i Rosjanami - ma nosa do dobrych inwestycji. Najwyższym dobrem jest dla niego spokój i dobrobyt rodziny, a należą do niej: młodsza od niego o 20 lat ukochana żona Izabela (z domu Wołoszyńska) oraz syn Julian. To właśnie najmłodsze pokolenie staje się protagonistami tejże powieści. Bohaterami, których losy w niesamowity sposób są ze sobą połączone i na które ogromny wpływ wywrze ówczesna sytuacja polityczna…

Hanna Lewin kończy 20 lat i wciąż nie ma narzeczonego. Matka, przekonana, że życie po prostu trzeba przeżyć, najeść się do syta i mieć dach nad głową, decyduje, by wydać ją za mąż za Stefka Koniuszkę, miejscowego pijaka. Dla ambitnej dziewczyny zakochanej w żydowskim młodzieńcu, Jakubie Moselu, to koniec marzeń. A Hanka ma ambicje, by zrobić karierę w kulturze; śni o wielkim świecie, a nie bezbarwnym życiu na prowincji u boku prostaka i nieudacznika. Dziewczyna po niespodziewanej śmierci rodziców, błyskawicznie decyduje się na wyjazd do Warszawy. W tej ryzykownej wyprawie towarzyszy jej Alicja Rosińska, która pragnie tańczyć u Tacjanny Wysockiej (polskiej tancerki, choreografki, pedagoga i teoretyka baletu – jest to postać autentyczna). Los jest na szczęście dla przyjaciółek łaskawy. Hanka zostaje pieśniarką i śpiewa ówczesne szlagiery zbierając pochlebne recenzje. Alicja też robi to, co kocha - jest tancerką knajpianą i kabaretową. Wszystko układa się wyjątkowo dobrze. Kraj zdaje się rozkwitać. W stolicy królują kabarety i kawiarnie artystyczne, kręcą lekkie komedie. Kobiety interesują się modą i kinem, a mężczyźni - wyścigami konnymi. Ówczesny ideał kobiety to obdarzone seksapilem diwy w mocnym makijażu i w błyszczących sukniach, które oślepia[ją] zbyt dużą ilością brokatu. Tak, mężczyźni kocha[ją] takie kobiety jak Hanka Ordonówna, Pola Negri czy ekscentryczna Tamara Łempicka. Urodziwe dziewczęta z Chełmic również mają wielu adoratorów. Czasem zdarza im się wykorzystywać swoją urodę rzucając się w wir romansów, by zarobić dodatkowe pieniądze czy wzbogacić się o kosztowną biżuterię. Zresztą nie tylko one – w przedwojennej Warszawie rozwiązłe życie prowadzi wiele kobiet, a niektóre z nich bardzo sobie takie życie chwalą... Podczas gdy Alicja wciąż myśli o Julianie Chełmickim (zaręczonym z Adrianną Daleszyńską), jej przyjaciółka wychodzi za mąż za majętnego hrabiego Niechowskiego i zachodzi w ciążę. Ich dość spokojne, choć nieidealne życie, niszczy wybuch drugiej wojny światowej. Zmieniają się priorytety - życie złudzeniami, marzeniami i płonnymi nadziejami nie wchodzi już w grę. Teraz liczy się tylko (prze)życie, a radości szuka się w małych rzeczach. Szczęściem według Hanki jest budzić się rano i mieć wybór. A żeby móc wybierać, trzeba mieć pieniądze, jakieś umiejętności, które możesz wykorzystać, i wtedy możesz podejmować decyzje. Dobre, złe, nieważne. Ale własne. Ludzie żyją w nieustannym strachu: Niemcy pal[ą] całe wsie, rozstrzeliw[ują] dziesiątki mieszkańców lub zamyka[ją] w stodołach i podkłada[ją] ogień. Śmierć bardziej niż kiedykolwiek sta[je] się częścią życia i nikt nie zna[…] rodziny, która nie straciłaby kogoś bliskiego…

Podczas gdy Antoni Chełmicki uważa wojnę za idiotyczny sposób łechtania zbyt wybujałego ego, jego syn, Julian, odbywa szkolenia w Wielkiej Brytanii w desancie spadochronowym (uczy się: języków obcych, alfabetu Morse’a, rozpalać ognisko, zdobywać pożywienie - poluje na wiewiórki i króliki, budować szałasy, strzelać, cicho podrzynać gardła). By dotrzeć do ukochanego, Alicja daje się zwerbować wywiadowi brytyjskiemu oraz … wysoko postawionemu Niemcowi, Augustowi Grossowi. Tymczasem Hanna, osamotniona po wyjeździe męża, przypadkowo natrafia na bolszewika, Igora Łyszkina, przyjaciela Juliana, działającego w Komunistycznej Partii Polski, któremu marzy się kraj wzorowany na Związku Radzieckim. Tych dwoje zaczyna coś łączyć, ale nie na długo. Za sprawą Emila, brata Lewinówy, współpracującego z gestapo, który nie jest z nikim związany emocjonalnie i z nikim się nie liczy, sytuacja mocno się komplikuje. Hanka po jego donosie ląduje na Pawiaku i musi rozstać się z nowonarodzoną córką. Igor przepada bez wieści, Jakub Mosel trafia do getta, a Adrianna ląduje na ulicy…

Jak zakończą się losy tych młodych ludzi? Czy Alicji uda się dotrzeć do Wielkiej Brytanii i spotkać z ukochanym? Czy Hanka zdradzi Igora podczas okrutnych przesłuchań przy alei Szucha? Co stanie się z Adrianną, narzeczoną Juliana, z którą związał się Emil? I czy brat Hanki naprawdę jest nieślubnym dzieckiem Chełmickiego?

Joanna Jax stworzyła bardzo sugestywną powieść, z pełnokrwistymi bohaterami, którym historia skutecznie niszczy plany, nie pozwalając realizować swoich marzeń, cieszyć się powiększającą rodziną czy sukcesem zawodowym. Buzujące w nich emocje, hormony i uczucia, przeżywają podczas wojennej zawieruchy. Być może dlatego nie mają czasu ani sił, by analizować własne zachowania, bo kiedy ocierasz się o śmierć w każdej minucie swojego życia, nie myślisz o swoich błędach i o tym, co zrobiłeś w życiu źle. Żałujesz, że wielu rzeczy nie zrobiłeś… Z całego serca polecam Wam tę monumentalną sagę. To kawał porządnej literatury o sile miłości i przyjaźni, nienawiści i wielkiej namiętności - uczuciach, które bliskie są każdemu z nas.

Cytaty za: Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu, Joanna Jax, Videograf SA, Chorzów 2016.

Ocena: 5/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Pani Joanno – przepraszam…

sobota, 18 lutego 2017

Ostatnie wyjście - Federico Axat

Umysł to magiczna skrzynka. Pełna niespodzianek. Zawsze jakoś cię ostrzega. Daje ci możliwość ucieczki. Wskazuje ci drzwi wyjściowe… Thriller psychologiczny argentyńskiego inżyniera telekomunikacji, Federico Axata, „Ostatnie wyjście” dotyczy właśnie owej skrzynki. Nieprzewidywalna, tajemnicza, zaskakująca, ale przede wszystkim sugestywna - to przymiotniki najlepiej określające tę powieść. Potwierdzeniem moich słów niech będzie informacja, że została ona sprzedana do ponad trzydziestu krajów.

Historia od samego początku jest zagmatwana i wywołuje u czytelnika dreszcz emocji. Majętny Ted McKay, mąż i ojciec, jest nieuleczalnie chory (prawdopodobnie rak w stadium nieoperacyjnym) i nie chce już żyć. W idealnym do tego momencie, gdy jest sam w domu i jest gotowy, by ze sobą skończyć, zaczyna dzwonić dzwonek u drzwi wejściowych. Pojawia się w nich Justin Lynch, obcy człowiek (?), posiadający ogromną wiedzę na temat Teda. Postanawia namówić go do wstąpienia w szeregi pewnej tajnej organizacji, która rekrutuje ludzi takich jak on, żeby wymierzać sprawiedliwość. Chodziło o likwidowanie zbrodniarzy, którzy przez jakiś błąd systemu uniknęli kary. W zamian za to McKay ma zostać włączony w coś w rodzaju łańcucha samobójców - on również zostanie zamordowany, ale nie będzie musiał sam siebie zabijać, a jego córki nie nabawiają się traumy na całe życie jako dzieci samobójcy. Ted dość szybko przystaje na tę propozycję i bez oporów, błyskawicznie wręcz, pozbawia życia dwóch mężczyzn. Co ciekawe, prawie natychmiast zaczynają się wokół niego dziać dziwne rzeczy. Mężczyzna nieustannie w różnych miejscach widzi natarczywe, niszczycielskie oposy, których praktycznie nikt poza nim nie dostrzega. Podczas rozmowy z Laurą, swoją terapeutką (?), przyznaje się, że cierpi na okropne nudności i bóle głowy, prawdopodobnie miewa również halucynacje. Ma też luki w pamięci: Nie pamiętałem i nadal nie pamiętam prawie niczego z ostatnich dni. To są same fragmenty, bardzo niejasne, po części dlatego, że… Cóż, trochę trudno to wytłumaczyć… Po części dlatego, że na nie nakładają się inne. Zupełnie jakby ten rak wszystko ze wszystkim wymieszał… Podczas tych sesji z Laurą, Ted wraca wspomnieniami do dzieciństwa, kiedy grywał w szachy, gdy odkrył, że ojciec zdradza mamę, w konsekwencji czego doszło do rozwodu, itp. Kiedy ktoś włamuje się do domu Teda, niszczy mieszkanie, otwiera sejf i kradnie pieniądze, robi się niebezpiecznie. Gdy zaś jeden z mężczyzn, którego miał zabić Ted, żyje i ma się całkiem dobrze, a bliski śmierci jest tajemniczy Lynch, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Problemem jest również żona Teda, Holly, która też nie jest bez winy, a na dodatek niespodziewanie żąda od męża rozwodu… Przychodzi jednakże czas, kiedy zamknięte drzwi ludzkiego umysłu się otwierają, a niepełne rzeczywistości, w których obraca się główny bohater ulegają erozji…

Federico Axat funduje czytelnikowi thriller, którego głównym bohaterem jest ludzki umysł i jego tajemnice. Deformowanie rzeczywistości (lub takie jej przekształcanie, by stała się mniej bolesna), fałszywe wspomnienia mające silną realną podstawę czy układanie elementów rzeczywistości wedle swoich potrzeb, to tylko niektóre zagadnienia, których dotyka Argentyńczyk.

„Otwórz drzwi” to thriller z krwi i kości. Axat zwodzi nas co krok, kokietując przy tym pomysłowością. Powieść jest przepełniona aurą tajemniczości, zagrożenie jest wciąż realne, a zaskakujące rozwiązanie akcji następuje na sam koniec utworu. Gdyby nie kilka literówek i kalek językowych (za przekład odpowiada Barbara Jaroszuk), nie miałabym się do czego przyczepić. Polecam, warto podnieść sobie ciśnienie, gdy za oknem szaro i buro, a telewizja serwuje nam wciąż te same odgrzewane kotlety...

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Na granicy między dwoma światami

czwartek, 2 lutego 2017

Zwierzęta nocy - Austin Wright

"Zwierzęta nocy” Austina Wrighta to nie jest nowa książka. To reedycja powieści wydanej w 1993 roku pod tytułem „Tony i Susan”. Wydawca reklamuje ją jako arcydzieło literatury amerykańskiej. Przyznaję, że to dość odważne stwierdzenie, chyba zbyt patetyczne. Obecnie zrobiło się o niej głośno za sprawą filmu Toma Forda, który w listopadzie zeszłego roku zagościł na ekranach naszych kin. Czy warto wracać do powieści z XX wieku? Czy nie straciła na aktualności? Może lepiej sięgnąć po coś bardziej współczesnego?

Na wstępie trzeba nadmienić, że książka Wrighta ma konstrukcję szkatułkową. To powieść w powieści – zabieg znany w literaturze nie od dziś. Główną bohaterką jest Susan Morrow, która pewnego dnia otrzymuje od swego byłego męża, Edwarda Sheffielda, aspirującego pisarza, napisaną przez niego książkę - „Zwierzęta nocy”. Jak się okazuje z czasem, wbrew obawom Morrow, to dość dobry thriller. I choć Susan wiedzie dostatnie życie i ma nową rodzinę, myśli Edwarda przelane na papier burzą jej spokój. Dlaczego? To trudne pytanie, bo i odpowiedzi może być kilka. Tą najbardziej prawdopodobną jest, że Austin Wright wyraźnie daje do zrozumienia, jak wielką moc i siłę sprawczą ma literatura. Intryguje już sam proces czytania nadesłanej książki, zaś zaangażowanie Susan w akcję, jej współodczuwanie z bohaterami pozwala czytelnikowi podejrzeć, co się z nami dzieje podczas lektury, jak wpływa ona na czytającego, jego życie i jak skłania go do autorefleksji.

Faktem jest, iż Susan niechętnie zabiera się do czytania otrzymanej książki. Mając swoje poukładane nowe życie oraz wrażenie, że jest szczęśliwa, nie chce wracać do przeszłości: Problemem były stare wspomnienia, eksplodujące niczym wulkan, napawające bojaźnią i drżeniem. Cała ta zapomniana intymność, jego przedawniona wiedza na jej temat i to, co ona wiedziała o nim. Wspomnienie jego podziwu dla samego siebie, jego próżności, a także jego lęków – jego małości – które musi zignorować, jeśli ma podejść do lektury uczciwie. Jej emocjonalna więź z autorem, wspomnienia niełatwej relacji z Edwardem, a ostatecznie teraźniejszość mieszająca się z retrospekcjami i fikcją, sprawiają, że kobieta bardzo mocno przeżywa tę powieść i nieustannie zastanawia się, po co ją otrzymała. Tu warto nadmienić, że czytelnik również…

Kilka słów o tym, o czym traktuje powieść Sheffielda. Książka stworzona przez Edwarda to brutalny i trzymający w napięciu thriller o dramacie pewnej rodziny. Profesor Tony Hastings, jego żona Laura i córka Helen podróżują do letniego domku w Maine. Podczas podróży autostradą samochód prowadzony przez nieznanych mężczyzn próbuje zepchnąć ich z drogi. Kiedy rodzina zatrzymuje się, by wyjaśnić sprawę, bandyci porywają kobiety, a Tony’ego zmuszają do poprowadzenia auta w bliżej nieznanym kierunku. Z czasem profesor zostaje wyrzucony w lesie, a ślad po jego najbliższych się urywa. Okazuje się, że kobiety zostały brutalnie zgwałcone i zamordowane, a Hastings ma swoje za uszami... W tej książce nie ma przyszłości. Jej miejsce zajęła przemoc, zastępująca strach dreszczem, takim jak ten podczas jazdy kolejką górską. Nigdy nie zapominaj o tym, co może się wydarzyć – taką informację o „Zwierzętach…” otrzymuje Susan. Kobieta błyskawicznie zagłębia się w dramat tej rodziny, choć sama jest zaskoczona własnym postępowaniem – czyta i [z]daje sobie sprawę z dziwności tego, co robi teraz – czyta wymyśloną przez kogoś historię, która „[w]prowadza [ją] w jakiś osobliwy stan, przypominający trans, i pozwala komuś innemu [=Edwardowi] pokazywać sobie obrazy, które nie są rzeczywiste. Nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy ta opowieść czegoś ją uczy ani czy świat stanie się lepszy dzięki temu, że ona ją pozna. Dochodzi za to do smutnego wniosku, że bycie człowiekiem kulturalnym oznacza ogromną słabość… Czemu zatem „Zwierzęta nocy” aż tak ją poruszają i dlaczego bezpodstawnie (?!?) utożsamia się z Tony’m? Co powieść Edwarda ma z nią wspólnego? I czym jest – jego rozrachunkiem z przeszłością, odwetem na Susan za brak wiary w umiejętności twórcze Sheffielda czy osobistą zemstą za zdradę żony? A może jeszcze czymś innym?

Książka Austina Wrighta jest niejednoznaczna, bez wątpienia również trudna w odbiorze. Czytelnik lawiruje między dość spokojną, nostalgiczną opowieścią Susan o swoim życiu (przeszłym i teraźniejszym) oraz krwawą, budzącą grozę, napięcie, niepokój i strach historią Tony’ego i jego rodziny. Lektura tychże obarczona jest koniecznością ciągłego wypadania z rytmu i odnajdywania go ponownie. Pociechą, czy wręcz nagrodą, jest uczestniczenie w procesie tworzenia i oddziaływania literatury. Podobnie jak doświadczenie niemożności życia bez niej – zarówno jako twórca jak i odbiorca. Dla mnie „Zwierzęta nocy” pozostaną apoteozą przekazywania swych myśli na piśmie (choćby przez niespełnionego pisarza jakim niewątpliwie jest Edward), ocalania ich na przyszłość. Bo bez tego nie ma życia, bo [p]isanie jest jak widzenie, (…) a niepisanie jest ślepotą… Czyż nie?


Cytaty za: Zwierzęta nocy, Austin Wright, WAB, Warszawa 2016.

Ocena: 4+/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem:Pisanie to ocalanie słów na przyszłość. Czyżby?

środa, 11 stycznia 2017

Księga Potworów - Michał Rusinek

Michała Rusinka zna chyba każdy. Przede wszystkim z racji jego wyjątkowej pracodawczyni - Wisławy Szymborskiej, której to obowiązki sekretarza pełnił. Niestety, od śmierci laureatki Nobla Nobla minęły ponad cztery lata i aktywność zawodowa pana Michała, tudzież projekty, w które się angażował również uległy zmianie. Rusinek to literaturoznawca, tłumacz i pisarz. Co ciekawe, publikuje z powodzeniem także dla dzieci, a to już prawdziwe wyzwanie. Dziś słów kilka o tejże właśnie twórczości i najnowsza propozycja autora, pt. „Księga Potworów”. Sprawdzę, nie tylko czy będzie śmiesznie, czy może raczej strasznie, ale przede wszystkim dowiem się, czy nie jest to kolejna potworna książka dla naszych pociech jakich pełno na rynku…

Książka dla dzieci ma szczególne zadanie – kształtuje osobowość, rozwija wyobraźnię, uczy empatii i pokonywania lęków. To ostatnie zagadnienie idealnie wypełnia „Księga potworów” autorstwa wspomnianego wyżej Michała Rusinka. Jeśli dodam, że tę publikację zilustrował niezwykle utalentowany Daniel de Latour, laureat wielu nagród i wyróżnień w kategorii ilustracja dla dzieci, to macie zestaw idealny, jeśli idzie o literaturę dla najmłodszych. Mam na to dowody!

To, co od razu rzuca się w oczy biorąc „Księgę…” do ręki, to fantastyczny projekt typograficzny, zgodny ze wszystkim zasadami obowiązującymi przy projektowaniu książek dla dzieci. Po pierwsze publikacja jest graficznie bardzo kolorowa, urozmaicona i intrygująca dla młodego czytelnika. Widać ścisłą i doskonałą wręcz współpracę autora z ilustratorem. Ilustracje (całe mnóstwo ilustracji!) współgrają z tekstem, ale nie dublują się – wręcz przeciwnie. Na każdej stronie jest stosunkowo mała ilość tekstu, który został umieszczony na białym lub jaśniejszym (w porównaniu do ilustracji) tle, co zostawia dużo miejsca na dziecięcą fantazję. Tekst jest nowocześnie złożony, dobrze rozmieszczony, czytelny (!!!) nawet wtedy, gdy jest częścią ilustracji (albo niektóre jego fragmenty są fantazyjnie wlane). Co ważne – nic jej nie ujmuje. To bardzo trudne, by tekstu nie zepchnąć na margines bogatą formą graficzną, gdy prym wiedzie ilustracja. Podkreślam to, bo taki błąd często się zdarza w podobnych publikacjach. Pomyłką nie jest oczywiście brak paginacji, a kolejny wielki plus należy się za twardą oprawę (idealna dla dziecięcych rączek!) i świetny (bo grubszy!) papier. Warto zaznaczyć także, iż książka jest szyta - dzięki temu możemy mieć pewność, że powinna zachować dobrą formę na długo.

Co do treści - nie jest to moim zdaniem propozycja dla małych dzieci, bo tematyka może się okazać zbyt ciężka. Michał Rusinek przedstawia młodym czytelnikom całą plejadę potworów, w tym m.in.: Stracha, Bazyliszka, Centaura, Dżinna, Elfa, Gnoma (tekst z błędami ortograficznymi – koniecznie przeczytajcie!), Goblina, Gremlina, Harpie, Kikimorę (bardzo ciekawy utwór w formie deklinacji), Krakena, Minotaura, Nibelunga, Ogra, Orka, Potwora z Loch Ness, Rusałkę, Smoka, Sylfa, Syrenę, Trolla, Trytona, Uroborosa, Utopca, Walkirię, Wilkołaka, Yeti oraz Rusinki i Delatury (hmm, te dwa ostatnie brzmią nieco egzotycznie, prawda?). Bez wątpienia jest w czym wybierać! Na końcu książki znajduje się również (genialny!) Alfabetyczny spis Potworów wraz z objaśnieniami. Jest naprawdę świetny - nawiązuje do współczesnych filmów i bajek, a w powietrzu czuć mnogość inspiracji. Rewelacja!

Na koniec łyżka dziegciu – jest jedna rzecz, która nie przypadła mi do gustu. W tekście o Chimerze pojawia się słowo ‘cholera’. Podejrzewam, że trafiło tu dość przypadkowo, bo na gwałt potrzebny był rym. Ponieważ uważam, że książka ma być źródłem, z którego dziecko czerpie wzory językowe i ma ona zaznajamiać je z nowym słownictwem, tudzież poszerzać jego zasoby, należałoby wątpliwe słowa zastąpić innym. Rodzice powinni zawsze wybierać taką literaturę dla dzieci, która jest napisana lub tłumaczona ładną, poprawną (nigdy wulgarną!) polszczyzną. Więcej zarzutów nie mam.

Przy czytaniu „Księgi Potworów” dobrze bawi się zarówno rodzic, jak i dziecko. Dominuje w niej humor, pozytywne nastawienie do świata oraz dość wyraźna ekspresja mimiczna postaci (wielkie gratulacje dla pana de Latour). Warto przyzwyczajać nasze pociechy od początku, że książkę można traktować jako dzieło sztuki. To ważne, by od najmłodszych lat proponować im książki estetyczne, które przywracają wolność ich wyobraźni po disneyowskim koszmarze. „Księga Potworów” to pozycja, która zaprasza do zabawy, uwrażliwia na sztukę, promuje wychowanie estetyczne. Na koniec ostatnia, aczkolwiek niezwykle istotna kwestia. Jednym z zadań, jakie mają do spełnienia książki wobec dzieci, jest zwalczanie lęków i rozwiązywanie problemów. To właśnie książka może niekiedy pomóc pokonać dziecięcymi niepokoje, fobie czy strachy. Może także dawać odpowiedź na nurtujące pytania i rozwiewać wątpliwości. Owo posłannictwo „Księga Potworów” spełnia z nawiązką.
Szturmujcie księgarnie – to idealny, mądry i nieprzeciętny prezent dla Waszych dzieci. Z czystym sercem polecam Wam tę lekturę.

Ocena: 6/6-

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem:Potworna książka