środa, 11 lipca 2012

Za plecami anioła - Renata L. Górska

Kiedy z nieba leje się żar, z półek sklepowych błyskawicznie znikają litry napojów chłodzących, a większości czytelników trudno skupić się na lekturach wymagających, warto zajrzeć do książki miłej, lekkiej i przyjemnej, ale nie banalnej ani schematycznej. Tak też zrobiłam. Wybrałam powieść Renaty L. Górskiej. Autorka od wielu lat mieszka za naszą zachodnią granicą, ma w swoim dorobku takie powieści obyczajowe jak: „Cztery pory lata” i „Błędne siostry” i wytrwale pisze kolejne. Moje pierwsze spotkanie z tą przesympatyczną panią zdecydowałam rozpocząć nie od jej debiutu, ale od książki „Za plecami anioła”, która ukazała się w 2010 roku. Zachęcił mnie intrygujący tytuł i opis znajdujący się na okładce: „Pod skrzydłami anioła chowamy to, co bezcenne. Za jego plecami możemy odkryć tajemnice…” Przejdźmy zatem do fabuły:

Marta to młoda Polka mieszkająca w Niemczech. Ma za sobą nieudane małżeństwo i związek, który właśnie się rozpadł, traci także pracę, co skutecznie podkopuje jej pewność siebie i zniechęca do nawiązywania kolejnych znajomości. Nie mogąc odnaleźć się na obczyźnie, zamierza wrócić do Polski. Lecz zamiast w kraju, wysiada w małym, górskim miasteczku, Tauburgu. I choć zakłada, że jest tu tylko na chwilę, słowa nie dotrzyma… Dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu zostaje opiekunką seniorki rodu von Tauburgów, pani Adeli (będącej także Polką), która po wylewie potrzebuje miłego towarzystwa i solidnej rehabilitacji. Marta szybko znajduje sobie także dwie przyjaciółki: Paulinę i Lucy (o zdecydowanie odmiennym usposobieniu), które wspierają ją szczególnie mocno, kiedy społeczność niemieckiego miasteczka zaczyna rozpowszechniać na jej temat plotki. Stanie się tak m.in. za sprawą rzekomego romansu Marty z jednym z synów pani Adeli, który stanowi główny motyw książki i nie zostanie tu dalej opisany z wiadomych względów :-)

„Za plecami anioła” to powieść bez wątpienia godna polecenia wszystkim, którzy lubią książki z wątkiem miłosnym w tle, ale te, stworzone bez zbędnej ckliwości czy patosu. Bardzo podoba mi się kobiecość, jaki Renata L. Górska przemyciła w swojej prozie. Widoczna jest jej dbałość o szczegóły (dowodem niech będzie bardzo dokładny opis sukienki Marty, który mogła stworzyć jedynie kobieta) czy zamiłowanie do urokliwych zamków kryjących w sobie tajemnice. Autorka nie stroni od tematów złożonych i niewygodnych. Wspomina o trudach życia na emigracji w (rzekomo) tolerancyjnych Niemczech; powiększającej się grupie neonazistów i metodach ich działania, prowadzących do dojścia do władzy u naszych zachodnich sąsiadów; o problemie przyznania się do odmiennej orientacji seksualnej czy trudach wychowania dzieci. Fabuła jest interesująca, dobrze przemyślana, zdecydowanie nieschematyczna, a narracja-ciekawa. Bohaterowie nie są czarno-biali (może poza Sabiną; reszta jest zróżnicowana), a fakt, że mamy okazję poznać ich historię, tok myślenia i motywy działania, czyni z nich postaci nam bliskie, bo popełniające błędy jak każdy z nas. To, co może męczyć to zbyt mała czcionka przy tak ogromnej ilości stron. Myślę, że książka mogłaby być o 1/3 krótsza, bo ponad 500 stron tekstu pisanego ‘drobnym maczkiem’ może niewprawionego czytelnika zwyczajnie odstraszyć. Dodatkowo należy wspomnieć o błędach w redakcji (pojawiają się, niestety), oraz dość długich opisach (choć te dotyczące przyrody w wykonaniu pani Renaty są pierwsza klasa!). Jednakże nawet w takim rozmiarze, w jakim powieść Renaty L. Górskiej się ukazała, czyta się ją bardzo przyjemnie. Historia Marty i mieszkańców Tauburga wzbudza naszą ciekawość i daje wytchnienie, gdy szukamy lekkiej lektury na czas upalnych wakacji. Kto z nas nie chciałby przenieść się, choćby na chwilę, do ukochanego przez Martę Engelhaus, gdzie panuje cudowna atmosfera, gdzie z bliska można obserwować piękno przyrody, skryć się przed słońcem przy rzeźbie tajemniczego anioła, pobawić się z dwoma rozkosznymi labradorami, a u kresu dnia zastanowić się, co zrobić, by urzeczywistnić nasze marzenia i stać się szczęśliwym, niezależnie od miejsca, w którym przyszło nam żyć? "Za plecami anioła" to dobry wybór na te gorące dni, przekonajcie się sami :-)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję portalowi Oblicza Kultury

9 komentarzy :

  1. Koniecznie muszę się za nią rozejrzeć !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Początek opisanej przez Ciebie fabuły niebezpiecznie kojarzy mi się z "Błędnymi siostrami". Czyżby niektórzy pisarze mieli dużą trudność w odchodzeniu od tego, co już raz odniosło jakiś sukces? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem :/ Nie czytałam "Błędnych sióstr", ale jak przeczytam - dam znać :) Tymczasem pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Dziękuję ślicznie za recenzję mojej powieści! :) Cieszę się, że spodobała się i mam nadzieję, że dzięki Pani zdobędzie dalszych czytelników! Serdecznie pozdrawiam!

    Nawiązując do uwagi powyżej - uspokajam, że obydwie powieści różnią się i to bardzo: miejscem akcji (raz Niemcy, raz Polska), rodzajem narracji, klimatem powieści, itd. - przekona się, kto przeczyta obydwie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za odwiedziny! Czuję się zaszczycona móc gościć kolejną już Autorkę w moich skromnych progach :) Pozdrawiam ciepło :))

      Usuń
  4. Eh, nie moje klimaty, aczkolwiek chętnie bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już od dawna ciekawi mnie ta książka, a okładka przyciąga jak magnes. Ale trafiałam też na bardzo negatywne recenzje i z większymi poszukiwaniami się wstrzymuję. Historia ciekawa, bohaterka Marta (kolejny plus ^^) i mam ostatnio ochotę na takie dobre czytadło... ale kasy brak :D A biblioteka chyba nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja trzymam kciuki, żeby jednak się udało :))

      Usuń
  6. Bardzo chętnie zapoznam się z twórczością pani Renaty L. Górskiej, bo wiele dobrego słyszałam o jej książkach. Zaciekawiła mnie fabuła tej powieści, więc mimo małych błędów postaram się ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń