czwartek, 14 listopada 2013

Spokojny chaos - Sandro Veronesi

„Spokojny chaos” Sandro Veronesiego, włoskiego pisarza i dziennikarza, to powieść opublikowana przez wydawnictwo Draft Publishing w serii ‘Europa odnaleziona’, prezentującej przekłady dzieł współczesnych pisarzy europejskich, których twórczość nie była dotąd tłumaczona na język polski. Książka ukazała się w 2005 roku we Włoszech, odnosząc tam duży sukces, nie tylko komercyjny. Rok później otrzymała bowiem najważniejszą włoską nagrodę – Premio Strega, a trzy lata od premiery została zekranizowana (reż. Antonio Luigi Grimaldi). Następnie wydana w dwudziestu krajach, przyniosła autorowi kolejne wyróżnienia. Na naszym rynku pojawił się w ostatnich tygodniach ów kawałek dobrej, współczesnej włoskiej prozy, który bez wątpienia zaskoczy wielu polskich czytelników – nie tylko niezwykle intrygującym tytułem i przepiękną, bajkową wprost okładką. Bo choć tematyka nie jest na pierwszy rzut oka zbyt wyszukana - opowieść o wdowcu, który po śmierci ukochanej, musi się zmierzyć z wychowaniem córki i swoimi uczuciami - to Veronesi zdumiewa sposobem, w jaki konstruuje akcję i jak przeprowadza przez nią swego bohatera.

Pewnego dnia dwaj bracia – Carl i Pietro Paladini - surfują nieopodal swojego domu. W pewnym momencie sielankę przerywa zamieszanie na plaży – dwie osoby się topią. Mężczyźni nie czekają ani chwili, pędzą na ratunek tonącym. Pietro dopływa do jednej z nich, kobiety w średnim wieku, ale ona zamiast mu pomóc, niespodziewanie wciąga swego wybawcę pod wodę: Nic z tego, teraz jest już jasne, że ta kobieta nie chce zostać uratowana, pragnie tylko, aby ktoś umarł razem z nią. Ja nie chcę umierać – myślę. Kocham życie. Mam kobietę i córkę, które czekają na mnie w domu. Za pięć dni biorę ślub. Mam czterdzieści trzy lata, mam swoją pracę: do diabła nie mogę umrzeć… Pietro ucieka z tego traumatycznego wydarzenia bez szwanku (podobnie jak topielica), za to z głową pełną refleksji. Paladini ma nadzieję odnaleźć spokój w domu, przy boku swoich dwóch ukochanych kobiet, lecz niestety dopiero tam czeka na niego prawdziwy dramat. Lara, jego przyszła żona, kobieta, z którą przeżył jedenaście lat pod wspólnym dachem, z którą ma córkę, nie żyje. Mężczyzna zostaje wdowcem. Jest bogaty, ma piękny dom w centrum Mediolanu, drugi nad morzem w Maremmie, który dzieli z bratem, dobry samochód, mieszańca foksteriera – Dylana i ukochaną 10-letnią córkę, Claudię. Zostają sami, ale nie są smutni, nie cierpią, nie mają wyrzutów. Ludzie dzwonią, żeby sprawdzić, w jakim są stanie, starają się im pomóc, czasem robiąc to bardzo nieumiejętnie. Tymczasem ani on ani córka nie odczuwają żałoby. Czy jest to spowodowane faktem, że nie mogą się odnaleźć w nowej rzeczywistości czy raczej tym, że jeszcze do nich nie dotarło, iż Lara nie żyje - trudno powiedzieć. Prawda jest taka, że ludzie patrząc na nich są zaskoczeni ich zimną postawą, a niektórzy zarzucają im nawet, że prawdopodobnie nie kochali Lary, skoro nie ma w nich żalu i bólu. Żeby chronić Claudię, która jak mniema [b]yć może nawet nie zauważa, że walczy ze wszystkich sił, żeby pozostać sobą, żeby pozostać dzieckiem, żeby się uratować. I musi to robić sama, decyduje się zostawać pod jej szkołą, kiedy dziewczynka jest na lekcjach. Mężczyzna przez chwilę zastanawia się, jak jest odbierany, ma do siebie pretensje, że nie potrafi przeżywać swego żalu jak wszyscy, że ludzie mogą go źle oceniać, bo zamiast płakać lub topić smutek w alkoholu, siedzi pod szkołą córki jakby był niespełna rozumu...

Tymczasem do spraw, które Pietro musi się przemyśleć, dołącza kolejna - tym razem ze sfery zawodowej. Nad jego firmę nadciąga wizja fuzji, mającą być ratunkiem na czas zbliżającego się kryzysu. O cięciach w budżecie i cierpieniach ludzi bogatych pozbawionych nagle niektórych przyjemności (np. własnego helikoptera), dowiaduje się od swoich znajomych z pracy. Oni są zasmuceni, udręczeni konsolidacją, on w ogóle się tym nie przejmuje. Po śmierci Lary, priorytety Pietro się zmieniają. Mężczyzna zdążył sobie wszystko przewartościować siedząc na ławce przed szkołą Claudii. Być może gdyby jego żona żyła, wszedłby w tę fuzję i stał się prawdziwym kapitalistą z krwi i kości. Ale ona nie żyje. Pod szkołę przychodzą do niego spontanicznie nie tylko znajomi z pracy, ale i siostra Lary. Wszyscy zwierzają mu się ze swoich problemów, często zamęczając go nimi, podczas kiedy to on (przynajmniej teoretycznie!) potrzebuje wsparcia. To dodatkowo obciąża jego psychikę: przychodzenie tu, by cierpieć i zwierzać się z własnych sekretów, staje się, nie wiem, z jakiego powodu, zwyczajem, trzeba żebym zachował dystans do tych, którzy to czynią, bym się od nich nie różnił i nie pozwolił się już wciągać w ich sprawy. Ważne, by wciąż pamiętać, że ja to nie oni. Muszę słuchać i obserwować z obojętnością. Muszę pozostawać na powierzchni. Muszę dostrzegać detale, czepiać się rzeczy nieistotnych, rozkojarzyć się. Pietro ma wrażenie, że to miejsce przyciąga ból, stąd tłum chętnych do odwiedzenia go. Ale jego obecność pod oknami szkoły to także możliwość poznania mieszkających tam dobrych i przyjaznych mu ludzi (np. właścicielka golden retrievera - atrakcyjna Jolanda i Cesare Tarammani goszczący Paladiniego na obiedzie) czy też tych, którzy w pobliżu załatwiają różne sprawy (chłopiec z Downem, który komunikuje się z alarmem [jego] auta). Mężczyzna wtopił się w tamten krajobraz, stał się jego nieodłączną częścią: jedynym powodem, dla którego nikt nie uważał mnie za szaleńca, choć przecież spędzałem całe dnie przed szkołą było to, że wszyscy myśleli, że jestem przed nią cały czas, przygwożdżony bólem w tym punkcie świata, a ten fakt stał się jednym z niewielu pewników, być może jedynym pewnikiem w ich życiu, i w jakiś przedziwny sposób ich uspokajał, ponieważ kiedy zastawali nie tutaj, znajdowali też odwagę, by mierzyć się ze swoim bólem, by najpierw przyznać się do niego, a potem go dotknąć i opowiedzieć o nim, i uwolnić się od niego na chwilę, przenosząc go na mnie, zanurzając mnie w zgniłej, tajemnej materii, z której był zrobiony, ponieważ w tym miejscu, które ich zdaniem wybrałem, żeby w nim cierpieć, wszyscy w tajemniczy sposób stawaliśmy się silni (…). Kiedy inni cierpieli przy nim, przeżywając swoje katharsis, on zapominając o swoim bólu, dochodzi do ważnego wniosku: teraz mam już definicję spokojnego chaosu: nieskończone polowanie, polowanie, w trakcie którego myśliwy w każdej chwili może zmienić się w ofiarę... Kogo miał na myśli?

Zaskoczyło mnie zmienne tempo i ‘dziwna’ narracja. Miałam wrażenie, że panuje w niej chaos (mogłabym powtórzyć za Pietro: To spokojny chaos, tak ten, który mam w środku. Spokojny chaos), jakby autor nie wiedział, dokąd zamierza poprowadzić swojego bohatera, zapewne za sprawą dość obszernie relacjonowanych uczuć Pietro. Sceneria jest jak najbardziej realistyczna, podobnie jak protagoniści, kontekst też jest prawdziwy, co sprawia, że książka za kilka lat może być cenna dla badaczy naszych czasów. Tłem jest miniony już okres wielkich fuzji we Włoszech – czas, kiedy próbowano się nimi ratować w obliczu kryzysu. Ta wyczuwalna obecność makroekonomii dla wielu ma moc niszczycielską, ale są i tacy, którzy czerpią z niej siłę do przemiany swego życia. Momentami intensywna, szybka akcja, sprawia, że wyraźnie czujemy emocje bohaterów. Na uwagę zasługuje też ostry, oszczędny w ozdobniki język (zdarzają się pasaże pełne wulgarnego słownictwa) sprawiający, że w ciemno można uznać, że autorem „Spokojnego” jest mężczyzna.

Jeśli macie ochotę na oryginalną książkę, w której czytelnik jest ciągle zaskakiwany (choćby długimi rozmyśleniami głównego bohatera) i nakłaniany do rozmyślań nad zagadnieniami egzystencjalnymi, to polecam Wam „Spokojny chaos”. Dawno nie czytałam tak intrygującej i wysmakowanej powieści. Książka z pewnością nie wszystkim przypadnie do gustu, ale bez wątpienia warto się nad nią pochylić, by zobaczyć, co we współczesnej literaturze włoskiej piszczy i uświadomić sobie, że w dzisiejszym kapitalistycznym świecie niezależnie od szerokości geograficznej pewna jest jedynie śmierć...

Cytaty za: Spokojny chaos, Sandro Veronesi, Draft Publishing, Warszawa 2013.

Ocena 4/6

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Draft Publishing

8 komentarzy :

  1. Ale wyczerpująca recenzja. Bardzo mi się spodobała. W wolnej chwili, jeżeli się uda to przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero jak skończyłam pisać, dotarło do mnie, ile znaków wyszło...

      Usuń
  2. Mnie też zaskoczyła ta specyficzna narracja w tej książce. Nie mogłam się jakoś do niej przyzwyczaić, ale ogólnie książka nie jest zła.Szczególnie zakończenie zaskakuje ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że też piszesz o 'specyficznej narracji', bo bałam się, że jestem jedyna. Myślę, że to kwestia niezrozumienia - może odmienne,j naszej polskiej wrażliwości od włoskiej. Książka jest intrygująca, zupełnie nieszablonowa, a sposób rozumowania głównego bohatera momentami zaskakuje i to bardzo, podobnie jak koniec :) Jednym słowem rzecz warta poznania, żeby wyrobić sobie własne zdanie!

      Usuń
  3. Boję się trochę chaosu. w tej powieści. Ale nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego bać, warto spróbować :))

      Usuń
  4. Bardzo czekałam na Twoją recenzję. Swoją drogą, może takie prowadzenie narracji było celowe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andro, z pewnością było celowe! Najbardziej mnie boli to, że nie do końca mogłam się przez tę narrację "Chaosem" rozkoszować :( że chyba nie do końca pojęłam zamysł autora :((

      Usuń