piątek, 6 marca 2015

Biografia. Mario Vargas Llosa - Tomasz Pindel

Jego życie jest doskonałym materiałem na pierwszorzędną powieść. O osiągniętym sukcesie zadecydowały m.in. upór i talent oraz zaangażowanie i powaga, z jaką traktuje swoją pracę. Jest twórcą wybitnym, rozpoznawalnym na całym świecie, do czego bez wątpienia przyczyniła się literacka Nagroda Nobla, jaką otrzymał w 2010 roku. Jorge Mario Pedro Vargas Llosa, bo o nim mowa, fascynuje swoich czytelników nie tylko za sprawą własnej twórczości, ale i nieprzeciętnej biografii. Tomasz Pindel, pracownik Instytutu Książki i były wykładowca Katedry Ameryki Łacińskiej UJ oraz tłumacz literatury hiszpańskojęzycznej, zdecydował się poświęcić właśnie tej postaci swoją najnowszą książkę. „Biografia. Mario Vargas Llosa”, wydana w listopadzie 2014 roku, to próba opisania relacji między życiem Peruwiańczyka a jego twórczością. Czy zamiar autora został osiągnięty? A jeśli tak, to z jakim efektem?

Mario Vargas Llosa urodził się na południu Peru, w Arequipie (stąd podobno jego burzliwy charakter). To człowiek o nieprzeciętnej osobowości. Posiada predyspozycję do skandali natury obyczajowej i w sferze prywatnej, jak i ewidentną skłonność do angażowania się w spory, polemiki i debaty. Nie boi się mówić tego, co myśli na wszystkie tematy: społeczne, polityczne i kulturalne, przez co regularnie naraża się na ostrą krytykę. Jego życie to nieustanna wędrówka po obu Amerykach i Europie: Mając siedemdziesiąt trzy lata, (…) obliczył, że w ciągu całego życia mieszkał jak dotąd w pięćdziesięciu domach, przyjmując jako minimalny okres zakwaterowania miesiąc. Warto podkreślić, iż podróże są impulsem i inspiracją do tworzenia kolejnych dzieł. Przykładowo: tułaczka po Peru i Boliwii okazała się doskonałą wyprawą formującą go jako przyszłego pisarza, a ekspedycję naukową do amazońskiej puszczy z 1958 roku sam literat określił jako najbardziej płodną podróż, którą odbył i która potem przywołała ogrom wspomnień. Llosa przechowuje te obrazy w sobie przez kilka dekad, zanim zostają wykorzystane w jego utworach. Jest on również człowiekiem głęboko uwikłanym w polityczne i historyczne wydarzenia XX wieku, a w jego biografii odzwierciedlają się pasjonujące dzieje Europy i Ameryki Łacińskiej. Dlatego też czerpie on z historii i z własnych doświadczeń, które zmyślnie przetwarza: Literatura nie może karmić się ludzkim szczęściem, wyrasta z nieszczęścia, z tego co na tym świecie złe, twierdzi. Ów żmudny proces pracy twórczej umilają mu najczęściej piękne owady: W okresach najbardziej intensywnej pracy do mojej pracowni – nie wiadomo skąd – tłumnie przylatują motyle. Nawet zimą! Nawet wtedy, gdy wokół nigdzie nie ma motyli! To wprost niesamowite! – przyznaje.

Llosa z wielką powagą traktuje swoją profesję. Takie podejście do tematu sprawia, że grono jego fanów systematycznie się powiększa. Od debiutu – „Miasta i psów” – praktycznie każda jego książka spotyka się z zachwytem krytyki oraz zwykłych czytelników. Wynika to przede wszystkim z podziwu dla literackiego i technicznego kunsztu pisarza oraz zaangażowania, jakie przy tym wykazuje. Ale osiągnięcie tak spektakularnego sukcesu nie byłoby możliwe bez istnienia boomu na literaturę latynoamerykańską. Vargas Llosa jest postrzegany jako ten, który ów boom rozpoczął i który wciąż wywiera największy wpływ na aktualnie piszące pokolenie Latynosów. W tym miejscu należy podkreślić, że Peruwiańczycy postrzegają go przez pryzmat polityki, chętnie rozliczając ze zmiennych poglądów politycznych, podczas gdy dla reszty świata jest przede wszystkim „jedynie” literatem…

Powołanie literackie nie jest rozrywką, sportem, uprawianą w wolnym czasie wyrafinowaną grą. Jest poświęceniem wyłącznym i wyłączającym, sprawą pierwszorzędną i przesłaniającą wszystko inne, dobrowolnie przyjętym poddaństwem, które swoje ofiary (swoje szczęśliwe ofiary) czyni niewolnikami
– twierdzi. Taka filozofia ma swoje odbicie w częstotliwości ukazywania się jego powieści. A ona robi wrażenie – Llosa naprawdę jest twórcą płodnym. Oprócz wydawania regularnie powieści, nieustannie pisuje felietony dla dziennika „El País”, publikuje tomy eseistyczne poświęcone ważnym postaciom świata literatury oraz sztuki teatralne. Z powodzeniem próbuje również swych sił z klasycznym reportażem („Dziennik z Iraku” z 2003 roku i „Izrael-Palestyna. Pokój czy święta wojna” z 2006). Doszło nawet do tego, że określa się go mianem pisarza-celebryty! Towarzyszy mu bowiem wielka machina medialnej promocji, obejmująca już etap przygotowywania książki! A pomyśleć, że dawno temu Llosa mógł porzucić swoje zamiłowanie do pisania, kiedy został posłany do szkoły wojskowej lub gdy jego ojciec, z którym nigdy nie miał dobrych relacji (którego wręcz nienawidził), twierdził, że to zajęcie niemęskie, bezsensowne i pedalskie (!) i powinien go natychmiast zaniechać. W trudnych chwilach (a było ich niemało), to właśnie książki (…) służy[ły] [mu] jako schronienie przed nieprzyjemnymi okolicznościami życiowymi (…) [C]zytał niemal zawsze, kiedy tylko się dało… głównie oni (oraz oczywiście wielu innych) sprawiali, że Llosa uciekał w inne światy, a w konsekwencji chciał tworzyć własne.

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o fobiach, kolekcjach, plotkach związanych z Llosą oraz o osobistej bibliotece noblisty. Zacznijmy od tego ostatniego, bo to niezwykle intrygujący temat. Możecie sobie wyobrazić, że mieści się w niej około trzydzieści tysięcy tomów, panuje w niej idealny porządek, dzieli się na kilka sektorów, a księgozbioru podręcznego nikomu nie wolno dotykać? Ponadto jest tu również kolekcja wszystkich wydań jego książek we wszystkich wersjach językowych. Noblista namiętnie kolekcjonuje hipopotamy (dlaczego akurat te zwierzęta, nie wiadomo) oraz posiada ogromny skarb w postaci niewielkiej, poskładanej na cztery części karteczki. To program szkolnego przedstawienia z 1952 roku i jego pierwszy literacki triumf zarazem.

Wokół pisarza krąży też kilka niepotwierdzonych, ale chętnie publikowanych anegdot. Jedna z nich dotyczy spalenia 1000 egzemplarzy „Miasta i psów” (nie ma na to pewnych dowodów), a druga - bójki z Gabrielem Garcíą Márquezem (jej powody są nieznane - prawdopodobnie poszło o kobietę albo politykę; za to efekty były widoczne od razu - przyjaźń dwóch literackich gigantów boomu latynoamerykańskiego skończyła się gwałtownie i nieodwracalnie). Jak donosi jedna z kolorowych gazet, pisarz ma również dwie fobie: szczury i pestki. Podobno widok ludzi jedzących owoce z pestkami wywołuje u niego ogromne obrzydzenie. No cóż, każdy ma jakiegoś bzika…

„Biografia. Mario Vargas Llosa”, obok autobiografii Peruwiańczyka „Jak ryba w wodzie”, jest kolejną propozycją dla osób chcących zdobyć lub uporządkować posiadane informacje na jego temat albo zrozumieć integralny związek między życiem noblisty a jego twórczością. Książka porusza mnogość faktów, nie trzymając się kurczowo chronologii. Pindel tłumaczy różne zawiłości niezwykłej biografii tegoż literata. Np. wyjaśnia, dlaczego Llosa jest pisarzem tak bardzo znienawidzonym przez część peruwiańskiej (i nie tylko) opinii publicznej, jakie obywatelstwo posiada i jakie więzy rodzinne łączą go z jego żonami. Polityka, miłość i literatura to główne tematy obszernego dzieła Tomasza Pindla. Czy warto się z tym natłokiem wydarzeń i słów zmierzyć? Owszem, o ile jest się fanem tegoż pisarza lub przynajmniej literatury latynoamerykańskiej. Mnie zasadniczo nie przeszkadzał brak chronologii, do którego jestem przyzwyczajona w książkach biograficznych, za to brakowało mi odrobiny empatii, jaką pan Tomasz mógłby obdarzyć Peruwiańczyka i jego losy, by ta biografia porwała czytelnika. Poza tym brakowało mi trochę smakowitych kąsków z życia noblisty, wydartych siłą od bliskich i znajomych, będących nowością w konfrontacji z autobiografią Llosy. Zadanie, jakie stało przed Tomaszem Pindelem, zostało wykonane poprawnie (a nawet bardziej niż poprawnie), więc sądzę, iż mimo tych drobnych niedociągnięć, większość czytelników będzie ukontentowana.

Cytaty za: Biografia. Mario Vargas Llosa, Tomasz Pindel, Znak, Kraków 2014.

Ocena: 5/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Zaprogramowany, by tworzyć

2 komentarze :

  1. Ciekawa recenzja a ksiązkę mam na swojej liście "must hawe" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurczę ile ciekawostek, chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń