poniedziałek, 27 lutego 2017

Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu - Joanna Jax

Joanna Jax. Pierwsza myśl – nie znam i chyba nawet nie chcę poznać, choć cenię sobie literaturę polską. Przyznaję zupełnie szczerze – nigdy nie słyszałam o tej autorce. Druga myśl – tytuł – „Zemsta i przebaczenie” – kolejna saga. Pewnie zwyczajna, może nawet naciągana, na 99% nudna. Nie mam ochoty. „Narodziny gniewu” (tom pierwszy) odkładam w nieskończoność. Często tylko na niego patrzę, ot tyle. Nawet okładka mnie nie zachęca, mimo że klimatyczna, jasna, intrygująca. Wreszcie zaczynam czytać. I… przepadam bez reszty. Nie mogę się oderwać od lektury. W tym momencie biję się w piersi – nie doceniłam twórczości pani Joanny. Zawiódł mnie mój własny, tak wprawiony czytelniczy nochal. Zwyczajnie mi wstyd. Pani Joanno, przepraszam…

„Zemsta i przebaczenie” to powieść obyczajowa osadzona w XX wieku. Akcja rozpoczyna się w 1915, w Chełmicach, gdzie poznajemy bohaterów z różnych warstw społecznych. Są to np. ofiary pierwszej wojny światowej, jak Ignacy Lewin, który stracił nie tylko nogi, ale i sens swojego istnienia, oraz jego rodzina: żona Anna i dwoje dzieci – Hanna i Emil. Jest także 16-letnia Alicja Rosińska, której dziadek jest krawcem, a dość postępowa babcia Alutka (zawsze marzyła o zostaniu projektantką mody) z całych sił wspiera ukochaną wnuczkę. Obie rodziny to ludzie żyjący bardzo skromnie, ciężko pracujący. Ale jest również Antoni Chełmicki, człowiek majętny, który lubi pieniądze i czerpie z ich wydawania przyjemność. Antoni robi interesy nie tylko z rodakami, ale także z Niemcami i Rosjanami - ma nosa do dobrych inwestycji. Najwyższym dobrem jest dla niego spokój i dobrobyt rodziny, a należą do niej: młodsza od niego o 20 lat ukochana żona Izabela (z domu Wołoszyńska) oraz syn Julian. To właśnie najmłodsze pokolenie staje się protagonistami tejże powieści. Bohaterami, których losy w niesamowity sposób są ze sobą połączone i na które ogromny wpływ wywrze ówczesna sytuacja polityczna…

Hanna Lewin kończy 20 lat i wciąż nie ma narzeczonego. Matka, przekonana, że życie po prostu trzeba przeżyć, najeść się do syta i mieć dach nad głową, decyduje, by wydać ją za mąż za Stefka Koniuszkę, miejscowego pijaka. Dla ambitnej dziewczyny zakochanej w żydowskim młodzieńcu, Jakubie Moselu, to koniec marzeń. A Hanka ma ambicje, by zrobić karierę w kulturze; śni o wielkim świecie, a nie bezbarwnym życiu na prowincji u boku prostaka i nieudacznika. Dziewczyna po niespodziewanej śmierci rodziców, błyskawicznie decyduje się na wyjazd do Warszawy. W tej ryzykownej wyprawie towarzyszy jej Alicja Rosińska, która pragnie tańczyć u Tacjanny Wysockiej (polskiej tancerki, choreografki, pedagoga i teoretyka baletu – jest to postać autentyczna). Los jest na szczęście dla przyjaciółek łaskawy. Hanka zostaje pieśniarką i śpiewa ówczesne szlagiery zbierając pochlebne recenzje. Alicja też robi to, co kocha - jest tancerką knajpianą i kabaretową. Wszystko układa się wyjątkowo dobrze. Kraj zdaje się rozkwitać. W stolicy królują kabarety i kawiarnie artystyczne, kręcą lekkie komedie. Kobiety interesują się modą i kinem, a mężczyźni - wyścigami konnymi. Ówczesny ideał kobiety to obdarzone seksapilem diwy w mocnym makijażu i w błyszczących sukniach, które oślepia[ją] zbyt dużą ilością brokatu. Tak, mężczyźni kocha[ją] takie kobiety jak Hanka Ordonówna, Pola Negri czy ekscentryczna Tamara Łempicka. Urodziwe dziewczęta z Chełmic również mają wielu adoratorów. Czasem zdarza im się wykorzystywać swoją urodę rzucając się w wir romansów, by zarobić dodatkowe pieniądze czy wzbogacić się o kosztowną biżuterię. Zresztą nie tylko one – w przedwojennej Warszawie rozwiązłe życie prowadzi wiele kobiet, a niektóre z nich bardzo sobie takie życie chwalą... Podczas gdy Alicja wciąż myśli o Julianie Chełmickim (zaręczonym z Adrianną Daleszyńską), jej przyjaciółka wychodzi za mąż za majętnego hrabiego Niechowskiego i zachodzi w ciążę. Ich dość spokojne, choć nieidealne życie, niszczy wybuch drugiej wojny światowej. Zmieniają się priorytety - życie złudzeniami, marzeniami i płonnymi nadziejami nie wchodzi już w grę. Teraz liczy się tylko (prze)życie, a radości szuka się w małych rzeczach. Szczęściem według Hanki jest budzić się rano i mieć wybór. A żeby móc wybierać, trzeba mieć pieniądze, jakieś umiejętności, które możesz wykorzystać, i wtedy możesz podejmować decyzje. Dobre, złe, nieważne. Ale własne. Ludzie żyją w nieustannym strachu: Niemcy pal[ą] całe wsie, rozstrzeliw[ują] dziesiątki mieszkańców lub zamyka[ją] w stodołach i podkłada[ją] ogień. Śmierć bardziej niż kiedykolwiek sta[je] się częścią życia i nikt nie zna[…] rodziny, która nie straciłaby kogoś bliskiego…

Podczas gdy Antoni Chełmicki uważa wojnę za idiotyczny sposób łechtania zbyt wybujałego ego, jego syn, Julian, odbywa szkolenia w Wielkiej Brytanii w desancie spadochronowym (uczy się: języków obcych, alfabetu Morse’a, rozpalać ognisko, zdobywać pożywienie - poluje na wiewiórki i króliki, budować szałasy, strzelać, cicho podrzynać gardła). By dotrzeć do ukochanego, Alicja daje się zwerbować wywiadowi brytyjskiemu oraz … wysoko postawionemu Niemcowi, Augustowi Grossowi. Tymczasem Hanna, osamotniona po wyjeździe męża, przypadkowo natrafia na bolszewika, Igora Łyszkina, przyjaciela Juliana, działającego w Komunistycznej Partii Polski, któremu marzy się kraj wzorowany na Związku Radzieckim. Tych dwoje zaczyna coś łączyć, ale nie na długo. Za sprawą Emila, brata Lewinówy, współpracującego z gestapo, który nie jest z nikim związany emocjonalnie i z nikim się nie liczy, sytuacja mocno się komplikuje. Hanka po jego donosie ląduje na Pawiaku i musi rozstać się z nowonarodzoną córką. Igor przepada bez wieści, Jakub Mosel trafia do getta, a Adrianna ląduje na ulicy…

Jak zakończą się losy tych młodych ludzi? Czy Alicji uda się dotrzeć do Wielkiej Brytanii i spotkać z ukochanym? Czy Hanka zdradzi Igora podczas okrutnych przesłuchań przy alei Szucha? Co stanie się z Adrianną, narzeczoną Juliana, z którą związał się Emil? I czy brat Hanki naprawdę jest nieślubnym dzieckiem Chełmickiego?

Joanna Jax stworzyła bardzo sugestywną powieść, z pełnokrwistymi bohaterami, którym historia skutecznie niszczy plany, nie pozwalając realizować swoich marzeń, cieszyć się powiększającą rodziną czy sukcesem zawodowym. Buzujące w nich emocje, hormony i uczucia, przeżywają podczas wojennej zawieruchy. Być może dlatego nie mają czasu ani sił, by analizować własne zachowania, bo kiedy ocierasz się o śmierć w każdej minucie swojego życia, nie myślisz o swoich błędach i o tym, co zrobiłeś w życiu źle. Żałujesz, że wielu rzeczy nie zrobiłeś… Z całego serca polecam Wam tę monumentalną sagę. To kawał porządnej literatury o sile miłości i przyjaźni, nienawiści i wielkiej namiętności - uczuciach, które bliskie są każdemu z nas.

Cytaty za: Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu, Joanna Jax, Videograf SA, Chorzów 2016.

Ocena: 5/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Pani Joanno – przepraszam…

sobota, 18 lutego 2017

Ostatnie wyjście - Federico Axat

Umysł to magiczna skrzynka. Pełna niespodzianek. Zawsze jakoś cię ostrzega. Daje ci możliwość ucieczki. Wskazuje ci drzwi wyjściowe… Thriller psychologiczny argentyńskiego inżyniera telekomunikacji, Federico Axata, „Ostatnie wyjście” dotyczy właśnie owej skrzynki. Nieprzewidywalna, tajemnicza, zaskakująca, ale przede wszystkim sugestywna - to przymiotniki najlepiej określające tę powieść. Potwierdzeniem moich słów niech będzie informacja, że została ona sprzedana do ponad trzydziestu krajów.

Historia od samego początku jest zagmatwana i wywołuje u czytelnika dreszcz emocji. Majętny Ted McKay, mąż i ojciec, jest nieuleczalnie chory (prawdopodobnie rak w stadium nieoperacyjnym) i nie chce już żyć. W idealnym do tego momencie, gdy jest sam w domu i jest gotowy, by ze sobą skończyć, zaczyna dzwonić dzwonek u drzwi wejściowych. Pojawia się w nich Justin Lynch, obcy człowiek (?), posiadający ogromną wiedzę na temat Teda. Postanawia namówić go do wstąpienia w szeregi pewnej tajnej organizacji, która rekrutuje ludzi takich jak on, żeby wymierzać sprawiedliwość. Chodziło o likwidowanie zbrodniarzy, którzy przez jakiś błąd systemu uniknęli kary. W zamian za to McKay ma zostać włączony w coś w rodzaju łańcucha samobójców - on również zostanie zamordowany, ale nie będzie musiał sam siebie zabijać, a jego córki nie nabawiają się traumy na całe życie jako dzieci samobójcy. Ted dość szybko przystaje na tę propozycję i bez oporów, błyskawicznie wręcz, pozbawia życia dwóch mężczyzn. Co ciekawe, prawie natychmiast zaczynają się wokół niego dziać dziwne rzeczy. Mężczyzna nieustannie w różnych miejscach widzi natarczywe, niszczycielskie oposy, których praktycznie nikt poza nim nie dostrzega. Podczas rozmowy z Laurą, swoją terapeutką (?), przyznaje się, że cierpi na okropne nudności i bóle głowy, prawdopodobnie miewa również halucynacje. Ma też luki w pamięci: Nie pamiętałem i nadal nie pamiętam prawie niczego z ostatnich dni. To są same fragmenty, bardzo niejasne, po części dlatego, że… Cóż, trochę trudno to wytłumaczyć… Po części dlatego, że na nie nakładają się inne. Zupełnie jakby ten rak wszystko ze wszystkim wymieszał… Podczas tych sesji z Laurą, Ted wraca wspomnieniami do dzieciństwa, kiedy grywał w szachy, gdy odkrył, że ojciec zdradza mamę, w konsekwencji czego doszło do rozwodu, itp. Kiedy ktoś włamuje się do domu Teda, niszczy mieszkanie, otwiera sejf i kradnie pieniądze, robi się niebezpiecznie. Gdy zaś jeden z mężczyzn, którego miał zabić Ted, żyje i ma się całkiem dobrze, a bliski śmierci jest tajemniczy Lynch, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Problemem jest również żona Teda, Holly, która też nie jest bez winy, a na dodatek niespodziewanie żąda od męża rozwodu… Przychodzi jednakże czas, kiedy zamknięte drzwi ludzkiego umysłu się otwierają, a niepełne rzeczywistości, w których obraca się główny bohater ulegają erozji…

Federico Axat funduje czytelnikowi thriller, którego głównym bohaterem jest ludzki umysł i jego tajemnice. Deformowanie rzeczywistości (lub takie jej przekształcanie, by stała się mniej bolesna), fałszywe wspomnienia mające silną realną podstawę czy układanie elementów rzeczywistości wedle swoich potrzeb, to tylko niektóre zagadnienia, których dotyka Argentyńczyk.

„Otwórz drzwi” to thriller z krwi i kości. Axat zwodzi nas co krok, kokietując przy tym pomysłowością. Powieść jest przepełniona aurą tajemniczości, zagrożenie jest wciąż realne, a zaskakujące rozwiązanie akcji następuje na sam koniec utworu. Gdyby nie kilka literówek i kalek językowych (za przekład odpowiada Barbara Jaroszuk), nie miałabym się do czego przyczepić. Polecam, warto podnieść sobie ciśnienie, gdy za oknem szaro i buro, a telewizja serwuje nam wciąż te same odgrzewane kotlety...

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Na granicy między dwoma światami

czwartek, 2 lutego 2017

Zwierzęta nocy - Austin Wright

"Zwierzęta nocy” Austina Wrighta to nie jest nowa książka. To reedycja powieści wydanej w 1993 roku pod tytułem „Tony i Susan”. Wydawca reklamuje ją jako arcydzieło literatury amerykańskiej. Przyznaję, że to dość odważne stwierdzenie, chyba zbyt patetyczne. Obecnie zrobiło się o niej głośno za sprawą filmu Toma Forda, który w listopadzie zeszłego roku zagościł na ekranach naszych kin. Czy warto wracać do powieści z XX wieku? Czy nie straciła na aktualności? Może lepiej sięgnąć po coś bardziej współczesnego?

Na wstępie trzeba nadmienić, że książka Wrighta ma konstrukcję szkatułkową. To powieść w powieści – zabieg znany w literaturze nie od dziś. Główną bohaterką jest Susan Morrow, która pewnego dnia otrzymuje od swego byłego męża, Edwarda Sheffielda, aspirującego pisarza, napisaną przez niego książkę - „Zwierzęta nocy”. Jak się okazuje z czasem, wbrew obawom Morrow, to dość dobry thriller. I choć Susan wiedzie dostatnie życie i ma nową rodzinę, myśli Edwarda przelane na papier burzą jej spokój. Dlaczego? To trudne pytanie, bo i odpowiedzi może być kilka. Tą najbardziej prawdopodobną jest, że Austin Wright wyraźnie daje do zrozumienia, jak wielką moc i siłę sprawczą ma literatura. Intryguje już sam proces czytania nadesłanej książki, zaś zaangażowanie Susan w akcję, jej współodczuwanie z bohaterami pozwala czytelnikowi podejrzeć, co się z nami dzieje podczas lektury, jak wpływa ona na czytającego, jego życie i jak skłania go do autorefleksji.

Faktem jest, iż Susan niechętnie zabiera się do czytania otrzymanej książki. Mając swoje poukładane nowe życie oraz wrażenie, że jest szczęśliwa, nie chce wracać do przeszłości: Problemem były stare wspomnienia, eksplodujące niczym wulkan, napawające bojaźnią i drżeniem. Cała ta zapomniana intymność, jego przedawniona wiedza na jej temat i to, co ona wiedziała o nim. Wspomnienie jego podziwu dla samego siebie, jego próżności, a także jego lęków – jego małości – które musi zignorować, jeśli ma podejść do lektury uczciwie. Jej emocjonalna więź z autorem, wspomnienia niełatwej relacji z Edwardem, a ostatecznie teraźniejszość mieszająca się z retrospekcjami i fikcją, sprawiają, że kobieta bardzo mocno przeżywa tę powieść i nieustannie zastanawia się, po co ją otrzymała. Tu warto nadmienić, że czytelnik również…

Kilka słów o tym, o czym traktuje powieść Sheffielda. Książka stworzona przez Edwarda to brutalny i trzymający w napięciu thriller o dramacie pewnej rodziny. Profesor Tony Hastings, jego żona Laura i córka Helen podróżują do letniego domku w Maine. Podczas podróży autostradą samochód prowadzony przez nieznanych mężczyzn próbuje zepchnąć ich z drogi. Kiedy rodzina zatrzymuje się, by wyjaśnić sprawę, bandyci porywają kobiety, a Tony’ego zmuszają do poprowadzenia auta w bliżej nieznanym kierunku. Z czasem profesor zostaje wyrzucony w lesie, a ślad po jego najbliższych się urywa. Okazuje się, że kobiety zostały brutalnie zgwałcone i zamordowane, a Hastings ma swoje za uszami... W tej książce nie ma przyszłości. Jej miejsce zajęła przemoc, zastępująca strach dreszczem, takim jak ten podczas jazdy kolejką górską. Nigdy nie zapominaj o tym, co może się wydarzyć – taką informację o „Zwierzętach…” otrzymuje Susan. Kobieta błyskawicznie zagłębia się w dramat tej rodziny, choć sama jest zaskoczona własnym postępowaniem – czyta i [z]daje sobie sprawę z dziwności tego, co robi teraz – czyta wymyśloną przez kogoś historię, która „[w]prowadza [ją] w jakiś osobliwy stan, przypominający trans, i pozwala komuś innemu [=Edwardowi] pokazywać sobie obrazy, które nie są rzeczywiste. Nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy ta opowieść czegoś ją uczy ani czy świat stanie się lepszy dzięki temu, że ona ją pozna. Dochodzi za to do smutnego wniosku, że bycie człowiekiem kulturalnym oznacza ogromną słabość… Czemu zatem „Zwierzęta nocy” aż tak ją poruszają i dlaczego bezpodstawnie (?!?) utożsamia się z Tony’m? Co powieść Edwarda ma z nią wspólnego? I czym jest – jego rozrachunkiem z przeszłością, odwetem na Susan za brak wiary w umiejętności twórcze Sheffielda czy osobistą zemstą za zdradę żony? A może jeszcze czymś innym?

Książka Austina Wrighta jest niejednoznaczna, bez wątpienia również trudna w odbiorze. Czytelnik lawiruje między dość spokojną, nostalgiczną opowieścią Susan o swoim życiu (przeszłym i teraźniejszym) oraz krwawą, budzącą grozę, napięcie, niepokój i strach historią Tony’ego i jego rodziny. Lektura tychże obarczona jest koniecznością ciągłego wypadania z rytmu i odnajdywania go ponownie. Pociechą, czy wręcz nagrodą, jest uczestniczenie w procesie tworzenia i oddziaływania literatury. Podobnie jak doświadczenie niemożności życia bez niej – zarówno jako twórca jak i odbiorca. Dla mnie „Zwierzęta nocy” pozostaną apoteozą przekazywania swych myśli na piśmie (choćby przez niespełnionego pisarza jakim niewątpliwie jest Edward), ocalania ich na przyszłość. Bo bez tego nie ma życia, bo [p]isanie jest jak widzenie, (…) a niepisanie jest ślepotą… Czyż nie?


Cytaty za: Zwierzęta nocy, Austin Wright, WAB, Warszawa 2016.

Ocena: 4+/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem:Pisanie to ocalanie słów na przyszłość. Czyżby?

środa, 11 stycznia 2017

Księga Potworów - Michał Rusinek

Michała Rusinka zna chyba każdy. Przede wszystkim z racji jego wyjątkowej pracodawczyni - Wisławy Szymborskiej, której to obowiązki sekretarza pełnił. Niestety, od śmierci laureatki Nobla Nobla minęły ponad cztery lata i aktywność zawodowa pana Michała, tudzież projekty, w które się angażował również uległy zmianie. Rusinek to literaturoznawca, tłumacz i pisarz. Co ciekawe, publikuje z powodzeniem także dla dzieci, a to już prawdziwe wyzwanie. Dziś słów kilka o tejże właśnie twórczości i najnowsza propozycja autora, pt. „Księga Potworów”. Sprawdzę, nie tylko czy będzie śmiesznie, czy może raczej strasznie, ale przede wszystkim dowiem się, czy nie jest to kolejna potworna książka dla naszych pociech jakich pełno na rynku…

Książka dla dzieci ma szczególne zadanie – kształtuje osobowość, rozwija wyobraźnię, uczy empatii i pokonywania lęków. To ostatnie zagadnienie idealnie wypełnia „Księga potworów” autorstwa wspomnianego wyżej Michała Rusinka. Jeśli dodam, że tę publikację zilustrował niezwykle utalentowany Daniel de Latour, laureat wielu nagród i wyróżnień w kategorii ilustracja dla dzieci, to macie zestaw idealny, jeśli idzie o literaturę dla najmłodszych. Mam na to dowody!

To, co od razu rzuca się w oczy biorąc „Księgę…” do ręki, to fantastyczny projekt typograficzny, zgodny ze wszystkim zasadami obowiązującymi przy projektowaniu książek dla dzieci. Po pierwsze publikacja jest graficznie bardzo kolorowa, urozmaicona i intrygująca dla młodego czytelnika. Widać ścisłą i doskonałą wręcz współpracę autora z ilustratorem. Ilustracje (całe mnóstwo ilustracji!) współgrają z tekstem, ale nie dublują się – wręcz przeciwnie. Na każdej stronie jest stosunkowo mała ilość tekstu, który został umieszczony na białym lub jaśniejszym (w porównaniu do ilustracji) tle, co zostawia dużo miejsca na dziecięcą fantazję. Tekst jest nowocześnie złożony, dobrze rozmieszczony, czytelny (!!!) nawet wtedy, gdy jest częścią ilustracji (albo niektóre jego fragmenty są fantazyjnie wlane). Co ważne – nic jej nie ujmuje. To bardzo trudne, by tekstu nie zepchnąć na margines bogatą formą graficzną, gdy prym wiedzie ilustracja. Podkreślam to, bo taki błąd często się zdarza w podobnych publikacjach. Pomyłką nie jest oczywiście brak paginacji, a kolejny wielki plus należy się za twardą oprawę (idealna dla dziecięcych rączek!) i świetny (bo grubszy!) papier. Warto zaznaczyć także, iż książka jest szyta - dzięki temu możemy mieć pewność, że powinna zachować dobrą formę na długo.

Co do treści - nie jest to moim zdaniem propozycja dla małych dzieci, bo tematyka może się okazać zbyt ciężka. Michał Rusinek przedstawia młodym czytelnikom całą plejadę potworów, w tym m.in.: Stracha, Bazyliszka, Centaura, Dżinna, Elfa, Gnoma (tekst z błędami ortograficznymi – koniecznie przeczytajcie!), Goblina, Gremlina, Harpie, Kikimorę (bardzo ciekawy utwór w formie deklinacji), Krakena, Minotaura, Nibelunga, Ogra, Orka, Potwora z Loch Ness, Rusałkę, Smoka, Sylfa, Syrenę, Trolla, Trytona, Uroborosa, Utopca, Walkirię, Wilkołaka, Yeti oraz Rusinki i Delatury (hmm, te dwa ostatnie brzmią nieco egzotycznie, prawda?). Bez wątpienia jest w czym wybierać! Na końcu książki znajduje się również (genialny!) Alfabetyczny spis Potworów wraz z objaśnieniami. Jest naprawdę świetny - nawiązuje do współczesnych filmów i bajek, a w powietrzu czuć mnogość inspiracji. Rewelacja!

Na koniec łyżka dziegciu – jest jedna rzecz, która nie przypadła mi do gustu. W tekście o Chimerze pojawia się słowo ‘cholera’. Podejrzewam, że trafiło tu dość przypadkowo, bo na gwałt potrzebny był rym. Ponieważ uważam, że książka ma być źródłem, z którego dziecko czerpie wzory językowe i ma ona zaznajamiać je z nowym słownictwem, tudzież poszerzać jego zasoby, należałoby wątpliwe słowa zastąpić innym. Rodzice powinni zawsze wybierać taką literaturę dla dzieci, która jest napisana lub tłumaczona ładną, poprawną (nigdy wulgarną!) polszczyzną. Więcej zarzutów nie mam.

Przy czytaniu „Księgi Potworów” dobrze bawi się zarówno rodzic, jak i dziecko. Dominuje w niej humor, pozytywne nastawienie do świata oraz dość wyraźna ekspresja mimiczna postaci (wielkie gratulacje dla pana de Latour). Warto przyzwyczajać nasze pociechy od początku, że książkę można traktować jako dzieło sztuki. To ważne, by od najmłodszych lat proponować im książki estetyczne, które przywracają wolność ich wyobraźni po disneyowskim koszmarze. „Księga Potworów” to pozycja, która zaprasza do zabawy, uwrażliwia na sztukę, promuje wychowanie estetyczne. Na koniec ostatnia, aczkolwiek niezwykle istotna kwestia. Jednym z zadań, jakie mają do spełnienia książki wobec dzieci, jest zwalczanie lęków i rozwiązywanie problemów. To właśnie książka może niekiedy pomóc pokonać dziecięcymi niepokoje, fobie czy strachy. Może także dawać odpowiedź na nurtujące pytania i rozwiewać wątpliwości. Owo posłannictwo „Księga Potworów” spełnia z nawiązką.
Szturmujcie księgarnie – to idealny, mądry i nieprzeciętny prezent dla Waszych dzieci. Z czystym sercem polecam Wam tę lekturę.

Ocena: 6/6-

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem:Potworna książka

wtorek, 13 grudnia 2016

Bracia Burgess - Elizabeth Strout

Elizabeth Strout, amerykańska pisarka, autorka bestsellera „New York Times” „Olive Kitteridge” (za którą dostała nagrodę Pulitzera w 2009 roku) to już marka sama w sobie. Nawet na naszym rodzimym rynku. Polacy pokochali ją za powieść „Mam na imię Lucy” i rozpływając się nad jej talentem liczyli na kolejne, przełożone na język polski, publikacje. Nakładem wydawnictwa Wielka Litera pod koniec września ukazała się powieść „Bracia Burgess”. Nie ma w niej ozdobników, przytłaczającej ilości stron i postaci, nie ma moralizatorskiego tonu i nie ma też nudy. A co jest? Czy polscy czytelnicy nie będą rozczarowani stylem autorki? Czy Strout znów okaże się dbającą o język, wnikliwą literatką, której cechą rozpoznawczą jest oszczędność w słowa i powściągliwość paradoksalnie wyrażająca tak wiele?

Tytułowi bracia to Jim i Bob, obaj związani z prawem, mieszkający w Nowym Jorku. Jest jeszcze siostra – Susan, bliźniaczka Boba, która zamiast ruszyć na podbój wielkiego świata, wybrała życie w ich niewielkiej, rodzinnej miejscowość - Shirley Falls w stanie Maine. Rodzeństwo nigdy nie było ze sobą zbyt mocno związane. Już na pierwszy rzut oka wiele ich różni: status materialny, charakter pracy, stan cywilny i usposobienie. Z czasem, w toku lektury, te kontrasty są coraz bardziej widoczne…

Jim Burgess jako dziecko był faworyzowany przez surową matkę. Przekonany o własnej wartości, szybko piął się po szczeblach kariery, niekoniecznie troszcząc się o drugiego człowieka. Ludzie chętnie pytali go o zdanie, występował w telewizji, wygłaszał wykłady. Najbardziej cieszyły go propozycje zawrotnych honorariów, bo dzięki nim nie był wreszcie zależy od majątku bogatej żony. Jim już od dziecka traktował ludzi z wyższością. Drwił z Boba, kiedy matki nie było w pobliżu i odnosił się do niego z pogardą. Nieustannie go prowokował, wyzywał, czerpał satysfakcję, gdy ukazywał mu swoją wyższość: Nic nie wiesz o mieszkaniu wśród dorosłych, ani w akademiku. Nic nie wiesz o opłatach za prywatne szkoły, od przedszkola poczynając, kończąc najwcześniej na college’u. Nic o gosposiach i ogrodnikach, nic o utrzymaniu żony, po prostu nic nie wiesz, ty skretyniały palancie. Jim w przeciwieństwie do niego wiedział wszystko – miał przecież żonę i dorastające dzieci...

Bob był rozwodnikiem, nie miał potomstwa, nie osiągnął też tak wiele jak Jim w pracy zawodowej, na dodatek miał problem z alkoholem. Był przeciwieństwem brata - lubiany i pomocny, wrażliwy na krzywdę bliźniego. Ludzie dobrze się z nim czuli, choć bywał bezradny i miał problem z odnalezieniem się w rzeczywistości. Pracował w wydziale apelacyjnym Legal Aid i udzielał pomocy prawnej. Był wyczulony na niesprawiedliwość losu. Życie Boba było naznaczone dramatycznymi wydarzeniami z dzieciństwa, kiedy to przez przypadek śmiertelnie potrącił własnego ojca. Ta tragedia sprawiła, iż Bob od dziecka żywił przekonanie, że jest popaprańcem i że do niczego się nie nadaje…

Życie Susan, podobnie jak brata bliźniaka nie było usłane różami. Gnębiona przez oziębłą matkę, która nie lubiła dziewczynek, straciła pewność siebie i odwagę, by realizować swe marzenia. Od siedmiu lat była rozwódką samotnie wychowującą syna, Zacha. Liczne niepowodzenia i problemy wychowawcze sprawiły, że Susan odsunęła się od ludzi i stała się niezwykle samotna (podobnie zresztą jak jej najbliższa rodzina…). Nie mogła się pogodzić z tym, że jej dziecko było inne niż sobie wyobrażała: [U]dawała i udawała, mając cień nadziei, że wszystko się wyprostuje. Zach dorośnie i stanie się sobą. Będzie miał przyjaciół i będzie korzystał z życia. Tak się jednak nie stało.

Pewnego dnia Bob zadzwonił do Jima z wiadomością, iż ich siostrzeniec, Zachary Olson, wrzucił do meczetu (podczas modlitwy w czasie ramadanu!) zamrożony łeb świni. W miasteczku rozpętała się burza – szukano sprawcy, obawiano się rozruchów, a w mediach zawrzało. To zdarzenie sprawiło, że Bob natychmiast wyruszył do Shirley Falls, by wspierać siostrę, a niedługo po nim dołączył do nich Jim, który starał się wyciszyć sprawę z uwagi na dużą grupę uchodźców z Somalii, z którymi niewielkie miasteczko nie mogło sobie poradzić. W obliczu nowych przeciwności rodzeństwo będzie próbowało zrozumieć swoją historię, zaakceptować wzajemne (bolesne) relacje, wyjawić skrywane od lat tajemnice i zatroszczyć się o przyszłość. Najważniejsze, iż będąc razem częściej niż dotychczas, okazując sobie wsparcie, szacunek i miłość, zapisywali nową, czystą kartę wspólnej drogi.

„Bracia Burgess”
to właściwie najzwyklejsza historia pewnej przeciętnej, amerykańskiej rodziny. Jest w niej jednak coś wyjątkowego. Coś, co sprawia, że czytelnik pochłania tę prozę zachłannie, wnika w nią i zaczyna snuć refleksję nad sobą. Tak, analizuje siebie i swoich bliskich przez pryzmat postaci stworzonych przez Elizabeth Strout. Autorka na przykładzie swych protagonistów ukazała nam, jak bardzo jesteśmy naznaczeni przeszłością, jak dalece determinuje ona naszą, niełatwą teraźniejszość i ile warte są relacje międzyludzkie.

Powieść jest bardzo prosta, jej fabuła zaś nieskomplikowana, wręcz powściągliwa. Autorce udało się oddać prozaiczne życie zwyczajnych ludzi, ich codzienne emocje, powszechne problemy, słowem – to, czego ja i ty doświadczamy w naszym życiu. Największą zaletą „Braci Burgess” jest zakorzeniona w niej prawda o ludzkich relacjach i emocjach. Co istotne - bez krzty moralizmu. Warto zwrócić uwagę na poruszony tu również wątek Somalijczyków, ich problemów z asymilacją, akceptacją wśród Amerykanów, strachem przed roznoszeniem chorób, etc. Ten aktualny obecnie temat udało się Strout bardzo dobrze wkomponować w fabułę, a umiejętne połączenie zagadnień dotyczących relacji między jednostką, rodziną i społeczeństwem, jest iście mistrzowskie. Życzmy sobie, by rok 2017 przyniósł nam jedynie tak dobre powieści obyczajowe, jak te wychodzące spod pióra Elizabeth Strout.

Cytaty za: Bracia Burgess, Elizabeth Strout, Wielka Litera, Warszawa 2016.

Ocena: 5/6

Tę książkę możecie zamówić tutaj: www.gandalf.com.pl/b/bracia-burgess, a ciekawe podpowiedzi co komu kupić na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia szukajcie tutaj: www.gandalf.com.pl/opis-promocji/pomysly-na-prezent/ Polecam gorąco!