Dlaczego akurat "moja księgarnia"?

Pamiętacie małą księgarnię z filmu "Masz wiadomość"? Nazywała się "Za rogiem" i była tak urokliwym miejscem, że od razu po obejrzeniu filmu zapragnęłam mieć dokładnie taką samą. Byłoby to miejsce magiczne, gdzie roztaczałby się zapach nowych książek (któż z nas go nie lubi?), a regały sięgałyby nieba. Każdy z odwiedzających mógłby w moich progach przysiąść na chwilę, by rozkoszować się zakupioną lekturą przy filiżance aromatycznej herbaty i dźwiękach subtelnej muzyki... Niestety, nie mam szans na posiadanie nawet własnego straganu z książkami, dlatego właśnie powstał ten blog. Liczę na to, iż uda mi się wytworzyć w tym wirtualnym świecie klimat choć odrobinę podobny do tego, jaki panował u Kathleen Kelly w jej malutkim sklepiku "Za rogiem" na odległym Manhattanie...



środa, 25 stycznia 2012

Na ziemi obiecanej - Erich Maria Remarque

Literatura niemiecka. Moja ukochana, tak często czytana, rozpowszechniana i polecana innym. Wśród jej przedstawicieli ktoś wyjątkowy: pisarz naznaczony dwiema wojnami światowymi oraz bólem emigracji. Bojowy pacyfista, człowiek o barwnym życiu, klasyk - Erich Maria Remarque i jego pisany podczas śmiertelnej choroby testament - "Na ziemi obiecanej". I już na samym wstępie cytat - taki, który pokaże kierunek, w którym zmierza proza tego wybitnego Niemca: "Życie nie ma prawa toczyć się dalej, dopóki przeszłość nie zostanie rozliczona. Rozliczona, nie odpokutowana." (str. 305) Literatura wybitna - bez dwóch zdań.

32-letni Ludwik Sommer (w rzeczywistości nazywa się inaczej - Sommer to nazwisko jego zmarłego przyjaciela, Żyda, którego paszportem się posługuje), przebywa w obozie dla internowanych w Ellis Island (będącej końcowym etapem jego Via Dolorosa: z łac. "droga cierpienia", to droga emigrantów z nazistowskich Niemiec, prowadząca przez Belgię, Francję i inne kraje europejskie do ziemi obiecanej, jaką jawiły się Stany Zjednoczone), gdzie w oddali majaczy mu Nowy Jork. Za sprawą przyjaciela, Roberta Hirscha, udaje mu się do niego dotrzeć, co niestety nie kończy traumatycznych przeżyć, makabrycznych doświadczeń, sennych koszmarów i widm przeszłości. Sommer, podobnie jak wielu innych, zbudował sobie romantyczny obraz Nowego Jorku jako przeciwwagę dla ogarniętej nazizmem Europy, ale co z tego, gdy wizja ta jest jedynie ułudą i prowadzi donikąd? W otoczeniu emigrantów i razem z nimi próbuje bezskutecznie odnaleźć się w nowej rzeczywistości, nieznanym języku, wśród nieustannego strachu o życie, głębokich ran i nieuleczalnej traumy. Swoje smutki zapijając w dzień alkoholem, a wieczorem faszerując się tabletkami nasennymi, czuje zapach wolności i delektuje się nim, często nie mogąc uwierzyć w to, że żyje. Kiedy dowiadujemy się przez jakie piekło musieli przejść ci niemieccy uchodźcy, by znaleźć się tu, gdzie są teraz, cierpnie nam skóra: Sommer opowiada, jak wprowadzał się w stan sztucznej bezmyślności, kiedy przez kilka miesięcy ukrywał się w bardzo ciasnej komórce w muzeum w Belgii oraz dzieli się swoimi wrażeniami z pobytu w obozie koncentracyjnym, gdzie pozbawiono życia jego ojca. Większość emigrantów jest zgodna, że to nie wiara w życie, a nadzieja zemsty dodawała im sił. Wciąż zastanawiają się, jak żyć po tak wielkiej tragedii jaką był nazizm. Czy życie zaczęte od nowa nie jest zdradą i ponownym morderstwem na zmarłych, którym należy się pamięć? Na to pytanie nie znajdują odpowiedzi. Zamiast tego pracują, głównie na czarno. Ludwik znajduje zatrudnienie u Reginalda Blacka, handlarza dziełami sztuki (to przy okazji przykład świetnej satyry na USA). To u niego poznaje mentalność bogatych Amerykanów, zostaje wprowadzony w arkana strategii handlu dziełami sztuki oraz doświadcza, że trzeba coś kochać, by nie być martwym. Można uwielbiać nawet sztukę, zwłaszcza tę wybitną... Zaczyna spotykać się z modelką, niejaką Marią Fiolą, ale zdaje się, że oboje nie są w stanie stworzyć niczego trwałego, naznaczonego szczęściem i prawdziwą miłością. Są więc skromni i nieufni jak większość, przyznając, że "na dobrą sprawę tylko ci, co zginęli mogliby mówić o wojnie. Przerobili ją całą. Ale oni milczą." (str. 163) Jaka jest zatem ich wartość i jaki sens ich egzystencji?

"Na ziemi obiecanej" to powieść emigracyjna, będąca ostatnim i niestety niedokończonym dziełem Remarque'a (pisarz zmarł we wrześniu 1970 roku). Piękny język, w tym wypadku oddający wszystko to, czym żyli emigranci w Ameryce w tamtych czasach, to znak charakterystyczny jego twórczości. Doskonale zarysowany kontekst historyczny, atmosfera rozmów ukazujących problemy i troski Żydów w Nowym Jorku w latach czterdziestych ubiegłego wieku brzmi niczym świadectwo, obok którego trudno przejść obojętnie. Możliwość obserwacji reakcji opisywanych uchodźców na różne wiadomości docierające z frontu (np. te dotyczące kapitulacji Paryża wywołują euforię) czy na spotkanych przypadkowo ludzi z przeszłości, budzących upiory przeszłości, jest bezcenna. Dociera do nas, że emigrant ('enemy aliens') nigdy nie jest szczęśliwy. Zawsze obcy, skazany na ciągły ruch, jest ledwo tolerowany. Nic więcej. Nie ma także powrotu do normalności czy asymilacji ze społeczeństwem amerykańskim - jest niechcianym wyrzutem sumienia, człowiekiem drugiej kategorii, nieposiadającym korzeni, a więc praktycznie nikim. Remarque rozpościera przed czytelnikiem całą gamę emocji - tu strach miesza się z odrobiną radości, śmierć z namiętnością, a miłość z zagładą. Ot, życie w czasie wojny. Żałuję, iż nie udało mu się skończyć tej książki, dopisać dalszych losów Ludwika i innych emigrantów. Brak zakończenia otwiera jednakże przed czytelnikiem inne możliwości - pozwala mu stworzyć dokładnie taki finał, jaki mu się marzy. To właśnie on zadecyduje, czy Sommer powróci do normalnego życia czy się podda, doprowadzając do samounicestwienia...

Ocena 5/6

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bellona oraz portalowi obliczakultury.pl

czwartek, 19 stycznia 2012

Gorzkie spotkanie - Eileen Chang

Nie będę czarować, że Eileen Chang należy do moich ulubionych pisarek, bo do "Gorzkiego spotkania" w ogóle jej nie znałam i to nie za sprawą tego nazwiska zainteresowałam się tą książką. Nie będę także zmyślać, że znam historię Chin, fascynuje mnie od lat i to właśnie sprawiło, że sięgnęłam po tę powieść, bo wiem o Chinach tyle, co kot napłakał (tak, wstyd się przyznawać). Przeczytałam "Gorzkie spotkanie", bo jego tematyka była tak uniwersalna i interesująca, że nie mogłam sobie odmówić. Poza tym zawiera w sobie wątki autobiograficzne, a to zawsze ciekawi czytelników, którzy rozkoszują się poznając pikantne szczegóły z życia pisarza, czując, że jest jednym z nich ze swoimi słabościami i ułomnościami... Lubię także wejść w inną kulturę i spróbować się w niej odnaleźć. W tej było mi ciężko... Dlaczego? Oto powody:

Julia Sheng (alter ego Eileen Chang) to młoda dziewczyna, studentka Sztuk Wyzwolonych, która w czasie ataku Japończyków na Hongkong czy wojny chińsko-japońskiej, jest niczym dziecko we mgle - nie ma nikogo, kto by ją chronił, do kogo mogłaby się zwrócić o pomoc. Nie, nie jest sierotą, nie straciła rodziców na polu bitwy. Jej rodzina praktycznie nie istnieje, podobnie jak inne relacje międzyludzkie przedstawione w tej powieści w tym kręgu kulturowym..

Matka Julii - Rachel, w której żyłach płynie portugalska krew, tzw. kobieta z Makao, dba jedynie o siebie, pragnie ciągłych zachwytów nad swoją osobą i szuka szczęścia w nieustannych wojażach oraz kolejnych romansach. Jej kontakty z dziećmi, praktycznie tylko z córką, ograniczają się najczęściej do pomocy przy pakowaniu walizek, a jakakolwiek czułość czy kontakt fizyczny jest wykluczony. Julia jest odbierana jako ta, przez którą namiętne związki Rachel szybko się kończą, co złośliwa mamunia bez ogródek jej wytyka: "Odkąd żyjesz, tylko krzywdzisz innych! Takich ludzi jak ty powinno się zostawiać, niech sami żyją i sami umierają." (str. 135) Ot, takie surowe wychowanie, a może naleciałości kulturowe?
Ojciec, Ned, szybko przystający na rozwód (wszak był to sygnał, że rodzina jest postępowa i prze ku Zachodowi), szuka pocieszenia w ramionach innej kobiety, w opiumowym dymie i ukojeniu uzyskiwanym za sprawą morfiny, zapominając o swoich dzieciach...

Ucząca się na uniwersytecie w Hongkongu, a mieszkająca w bursie prowadzonej przez zakonnice Julia, zostaje zmuszona do ucieczki, do Szanghaju ze względu na konflikt zbrojny. Widzi w tym jednak swoją szansę, pragnie poczuć się tam jak u siebie, bo we wcześniejszych realiach nie mogła się odnaleźć, była obca, nierozumiana, inna. Kobieta zaczyna pisać i wysyła swoje opowiadania do cenionego pisarza z prośbą o ich ocenę. Zostaje dostrzeżona i doceniona, wtedy także poznaje człowieka, który zaważy na całym jej przyszłym życiu. Jest nim Shao Zhiyong (pierwowzorem jest mąż Chang - Hu Lan­cheng) - zdrajca ojczyzny, mający dwie żony, podstarzały zalotnik, natrętny adorator Julii, któremu udaje się ją ostatecznie uwieść, otumanić i skrzywdzić. Kiedy mimo wielu przeciwności losu, decydują się być razem, Shao musi uciekać, kryje się na wsi - sam, bez Julii. Nie dziwi więc że szybko zapomina o pannie Sheng i wdaje się w kolejną aferę miłosną, przynoszącą ból wszystkim jego kobietom. To przez niego kochająca bezwarunkowo Julia, naznaczona za jego przyczyną zdradą, poniżeniem, cierpieniem, straci szansę na założenie szczęśliwej rodziny, na emocjonalną stabilizację i potwierdzenie słuszności swoich wyborów... Tak przedstawia się w skrócie tematyka tej powieści.

W prozie Chang wiele jest niespodzianek, zwrotów akcji, zmian scen niczym w teatrze. Niekiedy można odnieść wrażenie, że wkradł się do niej chaos, bo chociażby mnogość nazwisk, ilość prób wyjaśnienia, kto jest kim, jest porażająca. "Gorzkie spotkanie" to powieść o wielkiej namiętności i różnych meandrach miłości, głównie tych nieszczęśliwych, zawiedzionych. Choć wiadomo, że zawiera dużo wątków autobiograficznych, dla przeciętnego polskiego czytelnika będzie świadectwem życia Chińczyków w latach czterdziestych ubiegłego wieku, bo niewielu doszuka się tu faktów z życia nieznanej nam pani Chang. Co nie zmienia faktu, że jest to pozycja ciekawa, bo nie ma w niej przygniatającej polityki, skomplikowanych opisów sytuacji geopolitycznej - zamiast tego jest prosty obraz nieszczęśliwego życia, podstawowe, może nawet błahe tematy, z których przecież składa się ludzkie życie. Czasem miałam wrażenie, że ten rozkład komunikacji między ludźmi jest tak dotkliwy, że trudno go opisać. Jakby przekładanie doświadczeń na słowa bolało samą autorkę, a jej opisy - czytelnika. Kiedy zamknęłam książkę, byłam rozczarowana i poczułam, że mnie oszukano. Gorycz nie dotyczy jedynie jednego spotkania (jak można by wnioskować po tytule), ale pojawia się właściwie non stop, bo trudno znaleźć tu coś, co byłoby słodkie i szczęśliwe. Jest to powieść smutna i bolesna. Nerwowość podyktowaną wojną, powierzchowność relacji międzyludzkich, ból samotności, rozczarowania czy zdrady (nie tylko kobiety, ale i państwa), a także wszechobecna w życiu Chińczyków gra pozorów, próba połączenia tradycji ze współczesnością, problem aranżowanych małżeństw i nieszczęścia jednostek w nich tkwiących - oto gorzki smak najeżonej emocjami, szczerej i bardzo autentycznej powieści Eileen Chang. Moim zdaniem to propozycja dla bardziej wybrednych, nieszukających w literaturze jedynie uciech i przyjemności czytelników. Z pewnością warta przeczytania. Polecam!

Ocena 4/5

Ps Wielki ukłon należy się pani Katarzynie Kulpie za świetny przekład "Gorzkiego spotkania" - widać wielką pracę w niego włożony. Zwróćcie także uwagę na piękne wydanie tej powieści - klasa!

Polecam także "Gorzkie spotkanie" czytane aksamitnym głosem Anny Dereszowskiej na antenie Polskiego Radia PR 2 o godz. 23.45 od poniedziałku do piątku.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

sobota, 14 stycznia 2012

Upadły anioł- Mari Jungstedt

Bez wątpienia nie jestem miłośniczką kryminałów, thrillerów czy horrorów. Należę więc z pewnością do nielicznych, którzy nie mieli okazji poznać pani Mari Jungstedt i jej sagi, rozgrywającej się na Gotlandii. Nadszedł czas, by to zmienić. Żeby nie było zbyt nudno, a oryginalnie, swoją przygodę z twórczością tej szwedzkiej pisarki rozpoczęłam nie od pierwszej części, ale od szóstej - od “Upadłego anioła”. I nie żałuję, bo ten mrożący krew w żyłach thriller psychologiczny przypadł mi do gustu i zainteresował całą serią, a zawarta na okładce informacja, kto jest kim w książce, pomogła skutecznie, tak że nie miałam żadnych problemów, by się odnaleźć na tej pięknej wyspie wśród jej mieszkańców i ich kryminalnych problemów.

Otwarcie hali kongresowej w Visby, miejscowości malowniczo położonej nad morzem, ściąga tłum osobistości. Organizatorem tego wydarzenia jest Viktor Algard, zajmujący się zawodowo podobnymi przedsięwzięciami, będący jednocześnie właścicielem dyskoteki, pod którą niedawno został zakatowany na śmierć młody człowiek. I to właśnie Algard w trakcie bankietu ginie, bezlitośnie otruty cyjankiem potasu. Podejrzanych jest kilka osób, w tym kochanka Viktora, Veronika Hammar. Sprawę próbuje rozwikłać nieustępliwy Anders Knutas wraz ze swoją partnerką Karin Jacobsson. Wyjaśniając zagadkę tego morderstwa, próby popełnienia kolejnego oraz innych spraw kryminalnych, obnażają samych siebie i pokazują ludzkie oblicze. Problemy wychowawcze boleśnie dotykają komisarza i pokazują jego bezradność w obliczu kłopotów z dziećmi (zamknięty w sobie Nils nie pozwala dotrzeć ojcu do swego świata, neguje jego miłość i zamyka się w sobie), podobnie ma się rzecz z Karin, która wyjawia od lat skrywaną tajemnicę swego notorycznego smutku...

Będzie więc coś o: problemach związanych z sytuacją po rozwodzie, rozwoju okrucieństwa i przemocy wśród młodzieży, gwałcie na nieletniej i powstałej w jego konsekwencji ciąży, sprzeniewierzeniu się prawu przez funkcjonariusza policji i dylemacie moralnym w związku z tym - słowem dużo ciekawych, znanych z mediów tematów, które bez wątpienia bliskie są ludziom niezależnie od szerokości geograficznej....

To, co bez wątpienia jest najciekawsze dla mnie w tej powieści, to pisane w pierwszej osobie wspomnienia człowieka, który został zniszczony przez własną matkę, zastraszany, notorycznie krytykowany i poniżany przez nią w dzieciństwie, nie potrafi sobie poradzić w dorosłym życiu. Te jego zapiski są niezwykle interesującym dowodem na to, jak wielką rolę w życiu każdego człowieka odgrywa szczęśliwe, pełne miłości i rodzicielskiej troski dzieciństwo. Słowa dobierane przez autorkę w tych fragmentach (podobnie jak list zawarty na końcu książki) są tak sugestywne, iż mnie osobiście sprawiały niekiedy ból, bo były głuchym wołaniem ofiary toksycznego rodzicielstwa.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi przypadła do gustu w prozie Mari Jungsted było to, że "Upadły anioł" przesiąknięty jest kobiecością, drobiazgami, które z pewnością nigdy nie pojawią się przykładowo u Harlana Cobena. To kulinarne szczególiki - co podano na bankiecie urządzonym z okazji otwarcia hali czy nic właściwie niewnoszące do akcji informacje o makijażu Karin. Poza tym nie ma tu ciągłego, często męczącego dla mnie, wprowadzania czytelnika w błąd. Ta maniera wspomnianego przed chwilą mistrza kryminału nie jest manierą Szwedki, dzięki Bogu. Jungsted krok po kroku prowadzi nas ku rozwiązaniu zagadki poprzez krótkie rozdziały, kojarzące mi się z ujęciem kamery, która błyskawicznie przenosi nas w inne miejsce, rzucając nowe światło na sprawę. Przyjemnie się to czyta.

Podsumowując - "Upadły anioł" zdecydowanie mi się podobał, bo oprócz miłej rozrywki i dobrej zabawy przy boku Andersa Knutasa niesie ze sobą pewne przesłanie. To nie tylko mrożący krew w żyłach thriller, ale i dobre studium psychologiczne człowieka naszych czasów - często zostawionego samemu sobie już w dzieciństwie, pełnego niewypowiedzianych myśli, bo brakuje mu słuchaczy, pozbawionego czułych, pełnych miłości dłoni rodziców. Powieść zakończona dramatycznym listem chorego na depresję człowieka pozostaje w pamięci na dłużej i zmusza do refleksji - zdaje się, że o to właśnie chodziło.

Na koniec okrutny w swej wymowie cytat, ale zdaje się prawdziwy - tak by nikt z Was nie miał złudzeń:

Żaden człowiek nie jest nigdy w stanie uratować drugiego (...) Każdy musi ratować się sam." (str. 325)

Ocena 4+/6

Autor: Mari Jungsted
Tytuł: Upadły anioł
Data wydania: 2011
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Bellona

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bellona oraz portalowi obliczakultury.pl

piątek, 13 stycznia 2012

Konkurs zakończony - wyniki ogłoszone - nagrody rozdane (wkrótce)

Na początku chciałabym WSZYSTKIM biorącym udział w konkursie podziękować. To dla mnie zupełnie nowe, bardzo ciekawe doświadczenie, dzięki któremu poznałam innych Blogerów (i nie tylko), oraz ich postanowienia noworoczne. Wiele z nich sama podzielam, co zaś do realizacji, to zobaczymy wkrótce, czyli za rok :)

Żeby nie przedłużać - wybór był dla mnie niezwykle trudny. Postanowiłam więc nagrodzić jedną osobę posiadającą bloga i jedną anonimową.

Książkę "Ostatni taki Amerykanin" Elisabeth Gilbert otrzymuje właściciel(ka) maila:

pocztapoczta0@wp.pl ,

bo sama od niedawna posługuję się mailem noszącym znamiona moich danych

Zaś książkę o Al Pacino wygrywa:

Bibliofilka,

bo spokój i odrobinę wolniejsze tempo jest także moim marzeniem na ten Nowy Rok.

Zwycięzców poproszę o ich dane na adres: agulka@blaster.pl. Czekam tydzień, później typuję kolejnego szczęśliwca ;)

Nagrodzonym gratuluję, wszystkich serdecznie pozdrawiam i zapraszam na kolejne konkursy :)

Ines

PS Dziękuję Cassin za umieszczenie informacji o konkursie u siebie!

A teraz zapraszam do lektury przy blasku świec i z filiżanką pysznej herbaty w dłoni...


środa, 11 stycznia 2012

Cukiernia Pod Amorem. Hryciowie - Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Połączenie historii i miłości w literaturze nie zawsze wypada najlepiej. Autorzy często ocierają się o śmieszność, naiwność, sentymentalizm. Wielu jednak sili się na taką tematykę, starając się wypaść co najmniej poprawnie. Są i tacy, którzy starać się nie muszą, bo piszą książki o miłości, mocno zakorzenione w realiach historycznych i wychodzi im to rewelacyjnie. Jeśli nie wiecie o kim piszę, to proszę czytajcie dalej, a spróbuję Wam wyjaśnić, dlaczego Małgorzata Gutowska-Adamczyk zasługuje na uznanie i wielką pochwałę.

"Cukiernia Pod Amorem. Hryciowie" to niestety ostatnia już część jej rodzinnej sagi, z którą wielu czytelników bardzo się zżyło. W dalszym ciągu mamy do czynienia z naszymi ulubionymi bohaterami i ich potomkami. Tym razem ma to miejsce na dwóch płaszczyznach historycznych: to czasy drugiej wojny światowej i współczesność.

W Gutowie dochodzi do siebie po poważnych problemach zdrowotnych seniorka rodu - Celina Hryć, której przeszłość zostaje dokładnie opisana. Pojawia się jej amant z lat młodzieńczych, Toroszyn, ze swoim synem i wnukiem, co nie będzie bez znaczenia dla jej ukochanej wnuczki, Igi. Splecione losy nieszczęśliwie zakochanych ukazują dramatyczne chwile całej nieszczęsnej Europy w tamtym okresie: zawłaszczanie majątków, powstawanie gett, zagłada Żydów, niemieckie metody walki prowadzące do zniszczenia jednostek, ruch oporu, śmierć i żałoba itd. Dowiadujemy się także, jak 'Cukiernia Pod Amorem' trafiła w ręce Hryciów, kto jest ojcem dziecka Heleny Nierychło oraz co jest w stanie zniszczyć braterską zazdrość. A to wszystko okraszone jest wielką miłością, trudnymi do opanowania namiętnościami, okrutnymi realiami życia nie tylko w trakcie wojennej zawieruchy, ale i po niej, w czasach PRL-u, cierpieniem, szczęściem, zdradą i intrygą, której doświadczają bohaterowie. Tu każdy element do siebie pasuje niczym w babcinym przepisie - odpowiednie składniki, stara, wypróbowana recepta i sukces gotowy. Bo “Cukiernia Pod Amorem” jest sukcesem - nie tylko samej autorki, ale i jej czytelników, którzy otrzymali świetnie skonstruowaną powieść rzekę....

Proza pani Małgorzaty pachnie autentyzmem, jest obrazowa i bardzo realna. Opisy panujących nastrojów w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej i już podczas niej jest wyjątkowy. Doskonale oddaje (często poprzez monolog wewnętrzny) strach ludzi, ich przerażenie, lęk o najbliższych oraz całą gamę pozytywnych uczuć: miłość, radość, nadzieję. Wątek Giny Weylen, utalentowanej artystki, nakłanianej przez Niemców do współpracy, mającej możliwość obcowania wśród ówczesnej elity (jako przykład: ciekawa i barwna postać Karola II Hohenzolerna lub wspomniana w mniejszym stopniu Ordonka), należy do najciekawiej przedstawionych tu wątków. Podobnie jak wywrotowa działalność Adama Toroszyna w Warszawie w "Wawrze", dzięki któremu bez problemu przenosimy się do ogarniętej wojną stolicy. Jeśli zaś chodzi o treści współczesne to przyznaję, że zauroczyła mnie wyjątkowa nić porozumienia łącząca Celinę i jej wnuczkę. Gutowska-Adamczyk zobrazowała ją tak sugestywnie, iż ujrzałam w niej siebie i moją ukochaną babcię. Przedstawiła ich wzajemną relację z sercem, czułością, takim cudownym, rodzinnym ciepłem, co nie zawsze udaj się oddać... Drugą rzecz na którą zwróciłam uwagę jest osamotnienie Igi w Warszawie. Dziewczyna z prowincji, która nie czuję się dobrze w wielkim mieście, bo też nikt jej nie pomaga poczuć się tam lepiej, a zamiast tego dają jej odczuć, że jest inna, że nie pasuje do szalonej Warszafki. Nic więc dziwnego, że Iga czuje się dyskryminowana i chce się osiedlić po studiach w Gutowie.

Trzeci tom gutowskiej sagi Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk w niczym nie ustępuje dwóm poprzednim. Moim zdaniem jest najlepszy ze wszystkich. Być może to zasługa realiów historycznych, w których przyszło żyć bohaterom, a które są mi bliskie dzięki babcinym opowieściom, przeczytanym książkom czy obejrzanym filmom. Uważam, iż autorka nie opuściła sobie poprzeczki, poprzez co "Hryciowie" są lekturą niezmiernie zajmującą, wielowątkową i stworzoną od serca - piękną po prostu. Jej dzieło spełnia absolutnie wszystkie warunki świetnej sagi rodzinnej: jest w niej wielowątkowość, rozciągłość czasowa, losy wielopokoleniowej rodziny. Wszystko bez sentymentalnych i naiwnych wstawek, dłużyzn, przestojów akcji. Powieść napisana jest ciekawie, przeważają proste opisy a nie wydumane stylizacje, akcja toczy się wartko, a manipulacja postaciami i ich uczuciami odbija się na emocjach czytelników. Skutek tego taki, że od książki nie można się oderwać. Polecam wszystkim bez wyjątku! "Cukiernia Pod Amorem. Hryciowie" to dobra polska literatura współczesna i choć napisana przez kobietę, nie tylko dla kobiet.

Ocena 5+/6

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia oraz portalowi sztukater.pl