czwartek, 31 grudnia 2015

Niebezpieczna biografia francuskiej projektantki mody...

Choć od śmierci Gabrielle Bonheur Chanel, francuskiej projektantki mody, minęły w tym roku czterdzieści cztery lata, wciąż mówi i pisze się o niej bardzo dużo. Życie legendarnej Coco stało się inspiracją dla wielu ludzi kultury i sztuki. Trudno się temu dziwić – jej owiana tajemnicą biografia daje artystom ogromne pole do popisu i zwyczajnie wciąga! Amerykański pisarz Christopher W. Gortner również dał się jej uwieść, a owocem tego 'zauroczenia' stała się powieść „Mademoiselle Chanel”. Jest to próba przedstawienia losów tej niezwykłej kobiety, ale opowiedziana ze szczegółami i w pierwszej osobie. Coco pełni w niej bowiem rolę narratora i powierza czytelnikowi swoje najgłębsze tajemnice: Moje dłonie, ozdobione cennymi pierścionkami, są szorstkie i suche jak dłonie kamieniarza. Sękate, oszpecone setkami ukłuć igły – to dłonie chłopki z Owernii, którą w głębi serca pozostałam. Dłonie znajdy, sieroty, marzycielki, intrygantki. Odzwierciedlają to, kim jestem. Widzę wyryty na nich odwieczny konflikt między skromną dziewczyną, którą kiedyś byłam, a legendą, którą celowo wykreowałam, żeby nikt nie mógł zajrzeć w moje serce… Oto przed Wami jedna z najciekawszych i najbardziej intrygujących biografii tego roku, która pochłania bez reszty i uzależnia niczym stworzone przez nią Chanel No.5...

Bliskie spotkanie Gabrielle z czytelnikiem pozwala jej zrzucić maskę, jaką najczęściej przybiera dla świata i ukazać prawdziwe oblicze. Już samo dzieciństwa Coco chwyta za serce. Jest naznaczone okrutną biedą i głodem, a okraszone jedynie czerstwym chlebem kupowanym za ostatnie pieniądze. Ale to właśnie one – trudne i smutne młodzieńcze lata - zahartują ją na resztę życia. W wieku dwunastu lat dziewczynka traci ukochaną matkę, a wiecznie nieobecny w domu ojciec decyduje się oddać ją wraz z resztą rodzeństwa do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne w Aubazine. To tam Chanel nauczy się szycia, które stanie się jej żywiołem do ostatnich dni. I choć słowa przeoryszy: W sercu skromnej dziewczyny nie ma miejsca na aspiracje. Powinniśmy dążyć do najprostszych rzeczy, będą długo wybrzmiewały w jej uszach, ona niestrudzenie pragnie być kimś i uparcie szuka swego miejsca na ziemi… Jej marzenie szybko się spełni dzięki pracowitości i odpowiednim znajomościom. Oprócz słynnych kochanków: Etienne Balsana, Arthura Capela ‘Boy’a’, Dymitra Pawłowicza (syna księcia Pawła Aleksandrowicza, kuzyna cara Mikołaja II) i niemieckiego barona von Dincklage, należy wspomnieć o osobach z pierwszych stron gazet: Misi Sert, Siergieju Pawłowiczu Diagilewie, Pablo Picasso czy choćby Igorze Strawińskim. Dzięki swemu ogromnemu talentowi i całej tej plejadzie Coco zacznie błyskawicznie wręcz triumfować. Klientki z Paryża są zachwycone jej projektami, a ona sama sukcesywnie buduje swój prestiż i rozsławia własną markę. Prostota (…) to prawdziwa elegancja. Kobieta jest najbliższa nagości, kiedy jest dobrze ubrana. Strój powinien jej tylko towarzyszyć, zwracać uwagę w drugiej kolejności, mawia. To świeże, oryginalne i niespotykane dotąd spojrzenie na modę doceniano również za oceanem. Najważniejsze amerykańskie czasopisma, takie jak „Women’s Wear Daily”, „Harper’s Bazaar” czy „Vouge” nazywają ją projektantką, którą warto obserwować, a ona sama pęka z dumy.
Sukcesy zawodowe i towarzyskie nie idą, niestety, w parze z tymi w życiu osobistym. Coco Chanel kocha tylko raz. Kiedy traci miłość swojego życia, szuka pocieszenia i prawdziwego uczucia w ramionach wielu mężczyzn - niestety na próżno. Najczęściej kładzie się do łóżka samotna, w towarzystwie swych ukochanych psów. Z biegiem czasu wie już, co jest dla niej najważniejsze. Pragnę miłości, Bóg mi świadkiem. Ale kiedy muszę wybierać między mężczyzną a swoimi sukienkami, wybieram sukienki…

To, co w książce Christophera W. Gortnera zasługuje na obowiązkową, końcową już, wzmiankę, to próba przedstawienia ówczesnej sytuacji historycznej Francji. Próba notabene udana. Sytuacja polityczna Paryża, kryzys ekonomiczny w 1929 roku i zamieszki wiosną 1936 roku, nastroje antysemickie oraz tłumy nazistów w ukochanym przez Gabriellę hotelu Ritz, oddają klimat tamtych lat i są rewelacyjnym tłem dla wydarzeń z życia wybitnej Francuzki. Bardzo mnie zawsze cieszy, kiedy autor decyduje się na historyczny research i umiejętnie wplata zdobyte przez siebie informacje w tworzoną akcję. Taka opowieść nabiera wiarygodności i ma szansę usidlić czytelnika na długie godziny.

„Madmoissele Chanel” to wyjątkowo udana biografia: dokładnie przemyślana, oparta na licznych źródłach, podanych zresztą przez autora na końcu publikacji. Twarda oprawa, świetne tłumaczenie i korekta w połączeniu z ciekawą historią o tajemniczej niczym sfinks, wspaniałej, walecznej i wiecznie samotnej kobiecie, tworzą niezwykle apetyczną, wartą polecenia całość. Co warte uwagi nie tylko dla kobiet i zdecydowanie nie tylko dla pasjonatów mody. Jeśli będziecie mieli okazję sięgnąć po tę publikację - nie wahajcie się ani chwili.

PS Na zdjęciu u góry strony dumnie prezentuje się recenzowana powieść w komplecie z piękną, płócienną torbą. W sam raz na małą czarną lub Chanel No.5. Albo na coś zupełnie innego - jak wolicie :)

Cytaty za: Madmoissele Chanel, Christopher W. Gortner, Wydawnictwo Między słowami, Kraków 2015.

Ocena: 6/6


Tę oraz inne, warte polecenia książki znajdziecie na www.gandalf.com.pl Polecam gorąco!



czwartek, 12 listopada 2015

Sposób na powrót do zdrowia według Grażyny Jagielskiej

Ona wraca na dobre. Podróż terapeutyczna to kolejna książka w dorobku Grażyny Jagielskiej. Dziennikarki, podróżniczki, pisarki i tłumaczki, ale przede wszystkim kobiety latami borykającej się z pasją męża. Pasją, która przez długi czas (nieświadomie) ją zabijała, paraliżowała obawą o jego życie, podstępnie kradła jej własną tożsamość. Teraz nadszedł czas myślenia o sobie, próby odnalezienia własnego ja oraz tego, co sprawia, że jest szczęśliwa. W młodości dużo podróżowałam, jestem z rodziny podróżników, ale potem poszłam inną drogą i sądziłam, że to nie szkodzi, tak też będzie dobrze. Ludzie mówili, że na tym polega dorosłość: idzie się taką drogą, jaką wytycza życie. Najnowsza powieść Jagielskiej to ostateczne dążenie do uzyskania równowagi psychicznej i próba powrotu do pełnego zdrowia. Czy udana - nie powiem.

Urodziłam się w 1962 roku w rodzinie podróżników. Mam pięćdziesiąt lat i nie wiem, co poszło nie tak w moim życiu (…), przyznaje Grażyna Jagielska. Coś jednak rzeczywiście zaszwankowało, skoro znalazła się w szpitalu psychiatrycznym. To właśnie tam poznała Ewę – kobietę zmagającą się ze stresem pourazowym, z którą przez pół roku będą próbowały wprowadzić zmiany we własnym życiu, by uczynić je na nowo szczęśliwym. To nie było proste zadanie - obie ‘lękowe’, poddawane terapii behawioralno-poznawczej, bojące się dosłownie wszystkiego. W życiu podobno chodzi o szczęście, ale w życiu moim i Ewy nie chodziło o szczęście, tylko o ustalenie tożsamości, jakbyśmy były narodem narażonym na wyginięcie, czeczeńskim albo czerkieskim. Miałyśmy znaleźć odpowiedź na pytanie, kim jesteśmy, i dzięki temu przetrwać. Po wyjściu ze szpitala Grażyna była świadoma, że rozpoczyna nowe życie. Zdecydowała się na ryzykowny, samotny rejs statkiem w górę rzeki Rio Negro, mający być dla niej swoistą terapią. Niestety, przybyła do miasta Manaus wtedy, gdy nadciągnęła fala powodziowa. Cała wyprawa stanęła pod znakiem zapytania. Ona jednak nie dała za wygraną – wiedziała, po co przyjechała i o co walczy. Zawsze ciągnęło mnie ku rzekom. Pradziadek podróżnik mówił, że u ludzi odmiennych psychicznie to zupełnie naturalne, rzeki mają cudowną moc. Już wtedy musiał wiedzieć, kim będę, i znał miejsca, które oczyszczały umysł, zmywały obłęd, i takie, które wzmacniały jego siłę. Pod wpływem rodzinnych wspomnień i obecnych, silnych doznań Jagielska dochodzi do wniosku, że jest szczęśliwa tylko wtedy, gdy jest w drodze. Dlatego, gdy ktoś zasugerował jej, że powinna opuścić hotel, bo wkrótce rzeka wedrze się do miasta i lotnisko przestanie funkcjonować, odmówiła: Powiedziałam, że całe życie dążyłam do tej rzeki i nareszcie jestem na miejscu. Przeszłam niewyobrażalną drogę, zanim tu dotarłam: wychowałam dzieci, budowałam domy, ugotowałam cztery tysiące dwieście pięć obiadów, pisałam książki. Byłam sekretarką, przewodniczką turystyczną, tłumaczką literatury, może jeszcze kimś, nie pamiętam. Teraz byłam w podróży i nie mogłam pozwolić, żeby coś mi w tym przeszkodziło. Chciała pozostać w Manaus. Nie miała wrażenia, że powinna jechać dalej. Czuła też, że prawdopodobnie nie musi też płynąć w górę rzeki. To brazylijskie miasto nadawało się do celu, z jakim wyruszyła w podróż: leżało w głębi dżungli i nie znała w nim nikogo. Takie wyprawy zmieniają wszystko, nie chce się z nich wracać, mówiła.

Grażyna i Ewa złączone z sobą poprzez chorobę i leczenie szpitalne, bojące się, iż kiedy się rozdzielą, zniknie wszystko, co udało się im osiągnąć podczas terapii, chcą wrócić na dobre. Dążą do tego, by nie zapomnieć, kim są i by nie stracić jasności widzenia. Mają w zanadrzu zmienione schematy myślenia i pragną iść dalej z podniesioną głową – to niełatwe z wielu powodów. Życie w zgodzie z sobą to skomplikowana sprawa. Wymaga dokonania zmian, które prawie zawsze są bolesne i budzą strach. Lęk przed zmianą i tym, co przyniesie, jest tak silny, że życie w niezgodzie z sobą wcale nie wydaje się takie złe, przeciwnie – wydaje się do zniesienia. Czasem to właśnie ta potężna obawa powoduje, że życie nie układa się tak, jak byśmy sobie tego życzyli...

Grażyna Jagielska to kobieta, która po raz kolejny udowadnia swą siłę. Siłę, która doskonali się i wzrasta w bólu, chorobie i osamotnieniu. Postanawia zmierzyć się z samą sobą i dowiedzieć się, jak rozpocząć kolejny etap swojego skomplikowanego życia. Subtelnie i niemal bezboleśnie prowadzi czytelnika przez zakamarki amazońskiej dżungli i ludzkiej psychiki. Choć sama potrzebuje wsparcia, z czułością i zrozumieniem pochyla się nad losem drugiego, równie zagubionego człowieka. Czy ta egzotyczna wyprawa pomoże jej ostatecznie pozbyć się poczucia klęski i ogólnego bezsensu? Czy nie przyjechała tu za późno? Czy ma szansę wreszcie wrócić na dobre – sama bądź z Ewą? Nie powiem. Przekonajcie się sami.

Cytaty za: Ona wraca na dobre. Podróż terapeutyczna, Grażyna Jagielska, Znak, Kraków 2015.

Ocena: 4+/6


Tę oraz inne, warte polecenia książki znajdziecie na www.gandalf.com.pl Polecam gorąco!



czwartek, 22 października 2015

Ostatnie dni Królika - Anna McPartlin

Z każdym rokiem rak zbiera coraz większe żniwo. Lekarze biją na alarm, bo sytuacja na całym świecie jest naprawdę zatrważająca. Nie znam nikogo, kto w rodzinie lub wśród przyjaciół nie spotkałby się z tą paskudną chorobą. I choć czasami rak to nie wyrok i daje się wyrolować, to bohaterka „Ostatnich dni Królika”, Mia Hayes, nie ma tyle szczęścia. Jej starcie z nowotworem nie zostanie uwieńczone happy endem. Mimo to powieść irlandzkiej pisarki Anny McPartlin nie jest przepełniona głębokim smutkiem, rozdzierającym serce bólem czy brakiem nadziei. Wręcz przeciwnie – autorka ukazuje piękno stopniowego odchodzenia w zgodzie z samym sobą wśród miłości, wsparcia i troski najbliższych. Prawdopodobnie nie jest to lektura dla wszystkich, bo nie każdy ma siłę, by czytać o rzeczach ostatecznych w naszych i tak niezbyt wesołych czasach. Zaręczam jednak, że warto dać Królikowi szansę – żeby dowiedzieć się, co w życiu tak naprawdę ma znaczenie i by umieć docenić to, co do tej pory otrzymaliśmy. Myśl pozytywnie i uśmiechaj się szeroko, możesz być szczęśliwy nawet z rakiem! - to motto Magdaleny Prokopowicz, nieżyjącej już niestety założycielki Fundacji Rak’n’Roll, i tak właśnie żyje fikcyjny Królik z dalekiej Irlandii. Musicie go poznać!

U czterdziestoletniej Mii Hayes, przez najbliższych nazwanej pieszczotliwie Królikiem, kilka lat wcześniej zdiagnozowano raka piersi. Kobieta nie poddała się wtedy - przede wszystkim ze względu na swą ukochaną córkę, Juliet. Dzielnie walczyła, dając z siebie wszystko. Była gotowa na każdą terapię i wiedziała, że da radę. Po udanych, jak się wtedy wydawało, cyklach radio- i chemioterapii, nastąpiła remisja, ale niespodziewanie po trzech latach nastąpił nawrót choroby. Znów pojawiły się w rodzinie szok, niedowierzanie, smutek i ból. Tym razem stan Królika jest terminalny, a kobieta trafia do hospicjum. Wszelkie możliwości leczenia zostały wyczerpane, mimo to rodzice wciąż szukają jakiejś nowej, eksperymentalnej terapii, choćby na innym kontynencie. Sama zainteresowana też ma początkowo problem z odnalezieniem się w nowej sytuacji: Dwa tygodnie temu żyła normalnie, choć z rakiem, a teraz jej mówią, że musi umrzeć i zostawić dwunastoletnią córeczkę. To niemożliwe, powtarzała sobie w myślach. To tylko zmęczenie. Odpocznę kilka dni i na pewno stanę na nogi. Nie zostawię Juliet. Najbliżsi, w tym jej rodzice, rodzeństwo – Grace i Davey i przyjaciółka - Marjorie Shaw, odgrywają przy jej szpitalnym łóżku ‘komedię’, udają, że jeszcze nie wszystko stracone, podnoszą ją na duchu, uśmiechają się, żartują. W rzeczywistości są jednakże załamani jej stanem zdrowia i nie mogą się pogodzić z tą jawną niesprawiedliwością.

Nie jest ze mną najlepiej - boli mnie serce, śmierdzi mi z buzi, ciągle wymiotuję, robię pod siebie, a na dodatek nie pamiętam, gdzie mam czyste majtki - ale ani razu nie czułam się opuszczona. Mama dzwoni do mnie bez przerwy, a kiedy nie wisi na telefonie, wpada do mnie do domu, żeby sprzątać, gotować (…). I tu trafiamy w sedno jeśli chodzi o chorych przewlekle – wsparcie rodziny. Bez niego nie byłoby tej historii, bo to nie rak, cierpienie czy śmierć jest tu na pierwszym planie, ale ludzie, którzy sprawiają, że chora może odejść spokojnie. W tych doświadczeniach granicznych Królikowi towarzyszy przekonanie, iż nawet gdy jest momentami przerażona, zmęczona czy zniszczona chorobą, nigdy nie jest sama: W ogóle nie czuła złości, poczucie frustracji również gdzieś zniknęło. Nie bała się, niczym nie martwiła. Nie odczuwała goryczy ani pragnienia zemsty. Było jej po prostu smutno, że musiała rozstać się z ludźmi, których tak bardzo kochała, zwłaszcza z córką. Walczyła do samego końca, ale nie mogła już tego dłużej ciągnąć, choć tak trudno pożegnać się z życiem, jego wzlotami i upadkami, całym pięknem. Jedyne, czego Mia żałowała to była przyszłość z Juliet, możliwość ukończenia własnej książki, szczęśliwy i spokojny żywot w gronie najbliższych...

Kiedy Królik walczy o każdy oddech i nie ustają próby ustalenia, kto zaopiekuje się córką umierającej, czy lepiej ją skremować czy też nie, i co będzie podane na stypie, można uronić łezkę, to fakt. Jednakże w ostatecznym rozrachunku nie wyczuwa się tu ani krzty sentymentalizmu czy melodramatyzmu. Niewątpliwą zaletą tej książki jest jej przystępność, poczucie humoru bohaterów oraz możliwość poznania tego, co czują i myślą poszczególne postaci - dzięki ich własnej relacji. Powieść podzielono bowiem na dni, te z kolei na rozdziały i podrozdziały oznaczone imieniem konkretnej osoby. Dużo jest tu także retrospekcji, dzięki którym poznajemy ich wcześniejsze losy, co ułatwia nam zrozumienie ich teraźniejszych zachowań. Królik przykładowo nie potrzebuje współczucia ani litości. Nie lubi, gdy ktoś się przy niej rozkleja. Nawet jeśli to jest jej ukochany ojciec, który nie potrafi pogodzić się z jej odejściem oraz z przekonaniem, że już nikt o nią nie walczy, bo znalazła się w hospicjum. Zupełnie inaczej jest z 12-letnią Juliet. Dziewczynka od dawna wspiera mamę: świetnie orientuje się w lekarstwach, jakie przepisano Królikowi, sprząta jej wymiociny, zmienia pościel, czyści toalety i zmienia pieluchy. Ostatnie cztery lata były smutne i ciężkie, a jednocześnie wspaniałe, bo mamusia potrzebowała jej tak bardzo, jak ona jej. Były jak kumple z okopów, walczący o wspólne przetrwanie. Łączyła ich taka bliskość, którą nawet w wieku dwunastu lat odbierała jako coś wyjątkowego. Ciągle się śmiały – mama potrafiła rozśmieszyć każdego.(…) Ich wspólne rozmowy były czymś, co Juliet uwielbiała najbardziej na świecie, wspomina dziewczynka.

Autorce w sposób niezwykły udało się ująć ważny i jednocześnie smutny temat w lekki, a momentami nawet zabawny sposób. To ważne, bo jest to przykład prozy, która może być pomocna dla osób, zmagających się podobnie jak rodzina Mii z nieuleczalną chorobą najbliższych; które muszą przygotować się na ich odejście lub zająć się tymi, którzy zostają. Królik uczy każdego z nas pogodzenia się z sytuacjami trudnymi, granicznymi, wreszcie praktycznie nie do zaakceptowania. Jest przykładem tego, że nawet w obliczu nieuchronnej śmierci można czuć radość i satysfakcję, można mieć nadzieję i sensownie wykorzystać czas, jaki pozostał. Bo to właśnie czas i obecność jest ważna. Bycie tu i teraz całym sobą – dla bliskich i przyjaciół. Niezależnie od tego, co się wydarzy, będę żyła tak, jakbym nie miała umrzeć, ponieważ dziś tak właśnie się czuję. (…) Dziś jestem żywa i muszę zapewnić mojemu dziecku bezpieczny, szczęśliwy dom, wypełniony miłością. Nie jest jej potrzebny Disneyland, to mnie potrzebuje i zrobię wszystko, by wypełnić jej głowę jak najlepszymi wspomnieniami, a serce miłością. Nawet kiedy mnie już nie będzie, wiem, że z pomocą mojej szalonej, czasem wkurzającej i zawsze kochającej rodziny moja córeczka dorośnie otoczona radością i miłością.Amen.

Cytaty za: Ostatnie dni Królika, Anna McPartlin, HarperCollins, Warszawa 2015.

Ocena: 4+/6

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl pod tytułem: Być szczęśliwym z rakiem


wtorek, 6 października 2015

Słowa pamięci - Rowan Coleman

„Słowa pamięci” brytyjskiej pisarki Rowan Coleman to historia cierpiącej na chorobę Alzheimera Claire Armstrong, która stopniowo traci kontakt z rzeczywistością. Ku rozpaczy własnej i smutkowi najbliższych. Myli się jednak ten, kto uważa, że to powieść z gatunku melodramatów; takich, które dołują, wpędzają w depresje i po które nie warto sięgać, szczególnie teraz w okresie jesienno-zimowym. Ta książka całą sobą afirmuje życie i jasno dowodzi, co naprawdę jest w nim ważne i co po nas zostanie. I choć są w niej drobne potknięcia, to jest to bez wątpienia kolejna udana pozycja z serii Kobiety to czytają!.

Czterdziestoparoletnia Claire Armstrong niespodziewanie dowiaduje się, że podobnie jak jej nieżyjący już ojciec, cierpi na chorobę Alzheimera, która postępuje bardzo szybko. Claire mimo młodego wieku nie reaguje na leczenie. Do tej pory niezłomna, waleczna i silna, teraz diametralnie się zmienia: miesza przeszłość z teraźniejszością, traci poczucie czasu, gubi słowa, a w odbiciu w lustrze widzi znikającą kobietę. Sytuacja z każdym dniem jest coraz trudniejsza, szczególnie, gdy Armstrong nie potrafi już przeczytać dziecku bajki, odkręca kurki z gazem, wychodzi wieczorową porą z młodszą córeczką na spacer i pozostawia ją samą na ulicy (!), a ludzie traktują ją jak ‘bezmózgie warzywo’ czy ‘pustą skorupę’. Przeraża ją rosnąca przepaść między jej światem, a rzeczywistością jej najbliższych: Nie choroby się boję, nie tego dziwnego, mrocznego i tajemniczego, wspaniałego świata, do którego mnie ona prowadzi. Ciężkim brzemieniem przygniata mnie świadomość, że zawodzę ludzi, których kocham, i nie mogę zrobić nic, by to zmienić. Pomimo problemów, które notorycznie sprawia, Claire ma ogromne szczęście, bo jest przy niej rodzina – ukochany mąż Greg, najwspanialsze córki: nastoletnia Caitlin i 3-letnia Esther oraz starająca się zapanować nad swym dorosłym już dzieckiem matka, Ruth (Bunia). Najtrudniej z nich wszystkich ma jednakże Greg, którego Claire jeszcze nie tak dawno ogromnie kochała, a który teraz stał się jej obcy. Obecnie prowadzą jedynie grzecznościowe rozmowy, a Armstrong systematycznie go odtrąca. Uważa, że jest intruzem w jej łóżku, a z czasem chce, by wyniósł się również z domu. Kiedy nie ma go w pobliżu, Claire jest spokojniejsza. Także dlatego, że może wtedy spotykać się bez ograniczeń z nowym, intrygującym mężczyzną… Za namową terapeutki Greg kupuje ukochanej żonie pamiętnik, by mogła zapisywać wszystko, co dla niej ważne. Ma on jej pomóc w chorobie, nawet gdyby Claire pisała niewyraźnie i niezrozumiale. Jednakże z tej swoistej ‘Księgi wspomnień’ korzystać może każdy członek rodziny. Dzięki temu wszyscy mogą ze swojej perspektywy opowiedzieć, jak zmienia się chora i jakie wydarzenia z ich życia warte są zanotowania. Uczestniczymy zatem w narodzinach Caitlin, pierwszym spotkaniu Grega i Claire, zakończeniu kariery nauczycielskiej pani Armstrong, itd. To właśnie ową księgę Bunia nazywa dziełem życia Claire. Ruth wie, co mówi - wprowadzając się do domu córki jest z nią praktycznie cały czas - próbuje się nią zająć, zadbać o jej bezpieczeństwo oraz o jej najbliższych. To prawdziwe wyzwanie, bo choć chora ma przebłyski świadomości, to często traci orientację i nieustannie potrzebuje pomocy. Choroba Alzheimera niestety nie daje za wygraną, a Claire ma świadomość tego, że ma jeszcze parę rzeczy do zrobienia zanim całkowicie zamknie się we własnym świecie. Musi przede wszystkim wyjaśnić starszej córce, kim jest jej ojciec i dlaczego do tej pory go nie poznała. To z kolei rodzi kolejne problemy i śmieszne sytuacje. A Caitlin, osoba najbliższa matce, ma możliwość pobyć z nią, wysłuchać jej rad oraz wspomóc, kiedy będzie tego potrzebowała: Mama dryfuje między własnym światem a rzeczywistością. Widzę ją jako postać uwalnianą od grawitacji, coraz bardziej daleką. Uwięź, która łączy ją z naszym życiem, jest cienka jak pajęczyna i ciągle zanika. Niedługo mama całkiem od nas odejdzie, choć świat, w którym się znajdzie, nie będzie dla niej mniej rzeczywisty. Trochę mnie to pociesza …

Książka Rowan Coleman z serii 'Kobiety to czytają!', choć nie jest idealna (np. choroba Claire zdaje się być ukazana zbyt cukierkowo i pobieżnie), to pokazuje, co w życiu jest najważniejsze, dzięki czemu/komu można przetrwać wszystko, co zgotował nam los. To apoteoza rodziny, która umie zjednoczyć się w obliczu tragedii i zadbać o siebie nawzajem. Wyjątkowo wyraźnie jawi się tu wątek wzruszającej miłości matki do córki i niegasnącej męża do żony. Polecam, to przyjemna powieść na te jesienne chłodne dni o otwartym zakończeniem, dającym wyobraźni czytelnika pole do popisu.

Cytaty za: Słowa pamięci, Rowan Coleman, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

Ocena: 4+/6


Tę oraz inne, warte polecenia książki znajdziecie na www.gandalf.com.pl Polecam gorąco!


czwartek, 17 września 2015

Etta i Otto i Russell i James - Emma Hooper

„Etta, Otto, Russell i James” kanadyjskiej pisarki i muzyczki Emmy Hooper, to niezwykle wdzięczna historia, która urzekła mnie z miejsca. To opowieść o marzeniach, których nie sposób ograniczyć; o wielkiej miłości, która nie stawia ograniczeń i nie szuka swego, ale wspiera, dopinguje i daje przestrzeń i czas; o tym, że człowiek to istota samotna, która przez życie kroczy w pojedynkę (chyba, że przypadkiem spotka na niej niezwykłe zwierzę i tłum ludzi…) Jeżeli coś robimy, to znaczy, że żyjemy, a jeżeli żyjemy, to znaczy, że wygrywamy, prawda?, pyta retorycznie główna bohaterka, Etta. Zapraszam Was zatem do recenzji – warto sprawdzić, czy w tej książce rzeczywiście jest życie, a jeśli tak, to czy da się je wygrać.

Etta Gloria Kinnick, lat 83, pakuje plecak, bierze karabin na ramię i wyrusza piechotą ze złotych pól Saskatchewan, by po raz pierwszy (i prawdopodobnie ostatni) ujrzeć ocean. Podjęcie tej wyprawy w tak zaawansowanym wieku to decyzja ryzykowna – Etta miewa bowiem poważne kłopoty z pamięcią – ale nikt i nic nie jest jej w stanie zatrzymać. Kobieta realizuje marzenie swojego życia, a najbliższym obiecuje, że będzie pamiętała, by wrócić. W jej planach na próżno szukać strachu czy chwili zawahania. W domu będzie czekał na nią mąż, Otto (któremu zostawia plik przepisów, by nie umarł z głodu podczas jej nieobecności), a nieopodal – darzący ją od wielu lat gorącym uczuciem sąsiad i przyjaciel rodziny – Russell Palmer. Podczas swej niezwykłej wędrówki Etta spotka wiele osób, dla których stanie się niemałą atrakcją turystyczną, idealnym wręcz tematem z pierwszych stron gazet czy ikoną – waleczną seniorką, zdolną mimo niemałych obciążeń do realizacji własnych celów i pragnień. Prasa ochoczo donosi, gdzie znajduje się dziarska podróżniczka i w jakim jest stanie: „National” publikuje każdego dnia małą mapę, na końcu dodatku Life&Times, na której zaznaczają, gdzie może […] akurat być. To ważna informacja dla rodziny, która nie ma z kobietą kontaktu telefonicznego. Otto, by śledzić żonę i uczestniczyć w jej wędrówce duchowo, codziennie wycina i przyczepia do tablicy tę mapkę, a Russell kupuje 326 egzemplarzy gazety z Ettą... Także siostrzeniec pana Kinnicka powiadamia go, że ciocia żyje, że wygląda dobrze, może jakby była trochę zwariowana, ale OK, to znaczy zdrowa oraz że dziennikarze nadal ją namierzają. Sprzedawcy w sklepach rozpoznają ją, gdy robi zakupy i nie biorą od niej pieniędzy. Tłumy gromadzą się wszędzie, gdzie się pojawia i obdarowują ją drobiazgami: Wręczono jej jedzenie, wodę, wsuwkę do włosów, monetę, zieloną wstążeczkę, medalion, małego plastikowego żołnierzyka i idealnie okrągły kamyk. Ona przyjmuje od ludzi wszystko, co jej dają - także guzik, fotografię, grot strzały, obrączkę, a kiedy już się oddalają, zawsze pyta Jamesa o to samo: Czy ktoś za nami idzie?

Sędziwa pani Kinnick sympatię wzbudza tak wśród ludzi w kwiecie wieku, jak i wśród młodzieży. Kiedy pewnego razu zostaje znaleziona przy jeziorze przez grupę nastolatków, ci ochoczo zabierają ją na imprezę, częstują alkoholem, następnie pożyczają łódkę, by mogła kontynuować podróż. Ona w tym czasie pisze do Otto list i poznaje niezwykłego kojota o imieniu James, który nie dość, że swobodnie z nią rozmawia, to jeszcze śpiewa kowbojskie piosenki i kieruje się altruistycznymi uczuciami! Zwierzę pomaga jej w różnych momentach, także tych trudnych, granicznych. Kiedy Etta doświadcza w drodze uczucia głodu (bo trudno łowi się ryby torebką foliową lub podziurawioną butelką), James specjalnie dla niej poluje na wiewiórkę. Starsza pani ma okazję się zrewanżować, kiedy jej przyjaciel wpada w sidła i łamie łapę - Etta niesie go wówczas w plecaku.

Wydarzenia z teraźniejszości są wymieszane z najróżniejszymi wspomnieniami sprzed lat. Pochodzą także z dalekiej przeszłości – z czasów dzieciństwa wszystkich bohaterów. Choćby z okresu pracy i zabawy na prerii Ottona, gdzie jego rodzina zaprzyjaźnia się z Russellem, niemalże go adoptując. Poznajemy również niektóre fakty z życia rodziny Etty; dowiadujemy się, jak została nauczycielką i czemu podjęła pracę w szkole, do której uczęszczali jej obecny mąż i drogi jej sercu sąsiad. Tym ostatnim kobieta była (jest?) zresztą wyraźnie zainteresowana – oczywiście z wzajemnością. Oprócz treści romansowych Emma Hooper umieściła w swej niezwykłej powieści także wątek historyczny. Kiedy Otto jedzie na wojnę, prosi swoją nauczycielkę, by pisywała do niego listy (z nich dowiadujemy się o tym, co ten podły czas robi z ludźmi, jak zmienia ich ciała i psychikę). Oto fragment jednego z nich: Wszyscy się boimy przez większość czasu. Życie byłoby martwe, gdyby było inaczej. Bój się, a potem skacz prosto w ten strach. I znowu, i znowu. Pamiętaj tylko, żeby nie zagubić przy tym siebie samego. Oto mądrość Etty i piękne przesłanie Emmy Hooper zarazem.

„Etta, Otto, Russell i James” to wzruszająca powieść, która samym tytułem sygnalizuje, że jest inna, że ma czytelnikowi naprawdę dużo do zaoferowania. To bardzo wyjątkowa publikacja: momentami tajemnicza (przez to trzymająca w napięciu do końca) i urokliwie okraszona realizmem magicznym. Czasem lakoniczna i powściągliwa, ale idealnie wyważona - tak, by dać szansę czytelnikowi na ułożenie kontynuacji losów bohaterów według własnego uznania. To powieść drogi (skojarzenia z „Niezwykłą wędrówką Harolda Fry” nasuwają się same…) o miłości, zaufaniu, poszukiwaniu szczęścia i starzeniu się z ogromnym wdziękiem. To także apoteoza życia w obecności zwierząt – istot, które zapełniają pustkę w życiu człowieka, niosą nadzieję, stają się inspiracją, itp. To wreszcie książka o tym, że niezależnie, kim jesteśmy, co posiadamy i w jakim wieku jesteśmy - zawsze warto marzyć i cieszyć się każdym dniem i drobiazgami, z których składa się przecież nasza codzienność: Dopóki dajesz radę oddychać, robisz coś Dobrego (…) Wyrzucasz z siebie stare i wpuszczasz nowe. I dzięki temu idziesz przed siebie, do przodu. Czasami to wszystko, co potrzeba, żeby iść dalej, powiedziałaś, po prostu oddychać. Polecam, to naprawdę dobra książka i świetna okazja, by nauczyć się dzięki niej patrzeć na życie mniej serio i zacząć doceniać to, co de facto się liczy.

Cytaty za: Etta i Otto i Russell i James, Emma Hooper, W.A.B., Warszawa 2015.

Ocena: 5+/6


Tę oraz inne, warte polecenia książki znajdziecie na www.gandalf.com.pl Polecam gorąco!